SBB początek
SBB to zespół założony przez multiinstrumentalistę i wokalistę Józefa Skrzeka w 1971 roku w Siemianowicach Śląskich. Nazwa miała dwa znaczenia Silesian Blues Band, lub Search, Break, Build (czyli Szukaj, Burz, Buduj).
Zarys zespołu powstał w momencie, gdy Józef Skrzek nawiązał współpracę z muzykami Januszem Hryniewiczem, Andrzejem Bartoszkiem i Stefanem Płazą. Niemniej wszyscy wspomniani muzycy mieli wiele różnych zawodowych zobowiązań, więc długo nie wspierali pomysłów lidera. Pierwsze wzmianki o samym zespole pojawiły się we wspomnianym roku 1971. W składzie zespołu wymieniano wtedy basistę i wokalistę Józefa Skrzeka (wcześniej udzielał się w Breakoucie, gdzie zagrał na płycie "70a"), gitarzystę Apostolisa Anthimosa, perkusistę Jerzego Piotrowskiego, a także akustyka zespołu Grzegorza Manieckiego i kierownik organizacyjno-artystycznego Piotra Marca. Niektóre źródła wspominają też o harmonijkarzu Ireneuszu Dudku, ale raczej nie była to długa współpraca. Pierwszym zarejestrowanym utworem SBB było "Memento z banalnym tryptykiem", zdecydowanie w innej wersji, niż z albumu o tym samy tytule, wydanym w roku 1980. Zresztą było to raczej amatorska próba nagrania muzyki. Natomiast pierwsze profesjonalne nagrania radiowe, zespół zarejestrował w Warszawie, 13 lipca 1971 roku. Były to kompozycje "Tylko ciebie stworzyć nie mogę" (utwór później znany jako "Erotyk"), oraz instrumentalny utwór "Zawijas".
Poczynania śląskich muzyków zostały dostrzeżone jesienią 1971 roku przez Czesława Niemena, który zaproponował im współpracę. Trwała ona od grudnia 1971r. do sierpnia 1973r. Zespół składający się z muzyków SBB, Niemena, oraz przejściowo z Helmuta Nadolskiego, oraz Andrzeja Przybielskiego został ochrzczony przez publicystów mianem Grupy Niemen. W styczniu roku 1972 w Monachium grupa nagrała album "Strange Is This World", w sierpniu roku 1972 dwie płyty częściowo improwizowane "Niemen Vol. 1" i "Niemen Vol. 2", a w sierpniu roku 1973 płytę "Ode to Venus". Zespół wystąpił w kilku krajach europejskich i zebrał pozytywne recenzje krytyki muzycznej. Na ostatniej ze wspomnianych płyt, dwa utwory ("Fly Over The Fields Of Yellow Sunflowers" i "Rock for Mack") zostały nagrane samodzielnie przez muzyków SBB, bez udziału Niemena, de facto stając się pierwszymi opublikowanymi na płycie utworami SBB. Niemniej jak już wspomniałem. drogi artystów się rozeszły, jednak Skrzek pozostawał w przyjaźni z Niemenem aż do jego śmierci.
Po rozpadzie Grupy Niemen, Silesian Blues Bandem zainteresował się Franciszek Walicki, który otoczył zespół opieką impresaryjną, w dodatku skrócił nazwę zespołu do SBB i wymyślił motto grupy: "Szukaj, Burz, Buduj". Na przełomie 1973 i 1974 roku w zespole grał skrzypek Jan Błędowski, i właśnie w takim składzie grupa zarejestrowała w grudniu 1973 roku w Warszawie nagrania radiowe "Wicher w polu dmie" i "Lula", są to też najstarsze zachowane utwory, nagrane pod szyldem SBB. W nowej formule już bez skrzypka Błędowskiego zespół debiutuje 4 lutego 1974 roku w krakowskiej Hali Wisły.
Wszystkie te wydarzenia kierują nas do pierwszej płyty zespołu, zatytułowanego po prostu "SBB" (1974). Co do jej realizacji mam dwa różne źródła. Jedno wskazuje, że została nagrana podczas dwóch koncertów w warszawskiej Stodole (18 i 19 kwietnia 1974r.), drugie, że powstała „na żywo” w studio Polskiego Radia w Warszawie. Niemniej w ówczesnej Polsce była wydarzeniem i jak wtedy bywało, rozeszła się błyskawicznie, osiągając na czarnym rynku cenę wielokrotnie wyższą od detalicznej.
Album od razu określił charakter zespołu jako formacji wymykającej się wszelkim gatunkom. Grupa stworzyła brzmienie będące głównie połączeniem rocka progresywnego oraz jazz-rocka, w którym nie brakowało również wpływów blues-rocka, hard rocka, free rocka, awangardy i improwizacji. I ta ostatnia forma artystyczna przy nagraniach tego zespołu wzbudza u mnie ogromny strach (a zarazem zachwyt), a to z jednej tylko przyczyny. Bo jak to opisać, aby było zrozumiale dla ewentualnego czytelnika? Tym bardziej że muzycy SBB byli/są żywym synonimem improwizacji. Właśnie taka groza towarzyszy mi od zawsze przy pisaniu recenzji tej niesamowitej formacji, szczególnie gdy w rachubę wchodzą wszelkiej maści nagrania "live" tego zespołu (a jak wiemy, jest tego całe multum). Wróćmy jednak do "jedynki" SBB, wielu dawnych i obecnych krytyków podkreśla żywiołowe, wręcz brawurowe wykonanie muzyki znajdującej się na płycie. Wtedy wskazywano na inspiracje dokonaniami Jimiego Hendriksa i The Mahavishnu Orchestra, a także - uwaga - na niesamowicie improwizowane gitarowe solówki gitary oraz basu (" Odlot"). A przecież klawisze i perkusja w tym temacie też jakoś nie odstawały. W przeciwieństwie do improwizacji i dynamicznych wątków są liryczne fragmenty, bazujące na brzmieniu fortepianu ("Erotyk"). Muzycy SBB w takich dysonansach byli/są wyjątkowymi mistrzami. Jednak to surowość, energia oraz młodzieńcza ekspresja jest charakterystyczna dla debiutu muzyków ze Śląska. Ogromne wrażenie robiła impulsywna współpraca muzyków, gdzie rozbudowane formy partii gitary Apostolisa Antymosa, pełne psychodelicznych brzmień i jazzowych artykulacji, przepięknie współgrały z krewką, a zarazem perfekcyjną grą perkusisty Jerzego Piotrowskiego oraz charakterystycznym wokalem, klawiszami i basem lidera Józefa Skrzeka. Jestem ciekaw, czy współcześni fani rocka, a szczególnie progresywnego rocka/metalu są w stanie ogarnąć tę mocno improwizowaną muzykę.
Wraz z kolejną płytą "Nowy Horyzont" (1975) muzycy SBB zdecydowanie wchodzą w świat rocka progresywnego. Zarysowane wtedy cechy, długie suity, wyjątkowe melodie, ostre rockowego granie, towarzyszą zespołowi do dnia dzisiejszego. Skrzek coraz śmielej korzysta z syntezatorów, a Apostolis, jak wspomniałem wcześniej, gra agresywniej, niekiedy można powiedzieć, że heavymetalowo. Oczywiście nie brakuje zmieniających się nastrojów i emocji i wszelkich innych kontrastów. Najwyraźniej te zmiany dotykają utworu tytułowego "Nowy Horyzont" i przede wszystkim suity "Wolność z nami". W tej ostatniej oprócz świetnej gry Apostolisa możemy usłyszeć wzniosłe partie fortepianu i syntezatorów Skrzeka oraz jazz-rockową grę Piotrowskiego. Pełno w niej oczywiście kontrastów, części melodyjnych - kakofonicznych, tkliwych - gwałtownych, ciepłych i ostrych. A na finał mamy nawet cytat z "Preludium e-moll Op. 28 nr 4" Fryderyka Chopina. Na krążku znajdziemy również kilka bardziej konkretnych i zwartych kompozycji, takich jak "Na pierwszy ogień" czy "Błysk", choć wiadomo, znamię improwizacji wciąż rzucało się w oczy. Produkcja płyty wydaje się zdecydowanie uporządkowana, a brzmienie jest pełniejsze i soczystsze niż na debiucie. No, ale wtedy chodziło o atmosferę koncertu, a w tym wypadku zespół zaprezentował się w warunkach studyjnych. I to bardzo udanie.
Dzięki tym nagraniom, a także działalności koncertowej SBB zdobywa coraz większą popularność w Czechosłowacji i NRD, co później zaowocowało również specjalnymi wydawnictwami.
W następnym roku na rynku pojawia się kolejny album zatytułowany "Pamięć" (1976), który przez wielu uważany jest do dzisiaj za najlepszy krążek w twórczości zespołu. Płyta jest mroczniejsza, bardziej refleksyjna, z wyraźną nutą melancholii. Jednocześnie muzycznie wydaje się bardziej przemyślana i dopracowana, trzymając mocniej w ryzach improwizacje. Mistrzostwo pod tym względem odnajdujemy w tytułowej suicie "Pamięć w kamień wrasta", gdzie wpływy rocka progresywnego łączą się z charakterystycznymi brzmieniami zespołu, a poetyckości i emocjonalność muzyki równoważy się z wirtuozerią i techniką gry muzyków. Pewna ciekawostka związana jest ze współpracą - zresztą bardzo udanej - Skrzeka z tekściarzem Romualdem Skopowskim, który ukrywał się pod pseudonimem Julian Matej. Jak się później okazało, pan Romuald był pracownikiem Służb Bezpieczeństwa, o czym sam Józef Skrzek nie miał pojęcia, tak samo jak cała formacja bezpieki, która wówczas bacznie obserwowała poczynania kapeli. A powodów było wiele, bowiem zespół coraz częściej grywał za granicami kraju, w tym często przekraczając żelazną kurtynę, gdzie budował sobie markę jednej z najciekawszych grup progresywnego rocka ze wschodniej Europy.
"Ze słowem biegnę do ciebie" (1977) to kolejna płyta w dorobku zespołu. Jak dla mnie jest to kontynuacja obranej progresywnej drogi zaklętej w dwie wyśmienicie dopracowane suity, pełne przestrzeni i melancholii. Zawierają one wszystko, co najlepsze w arsenale dla tej formacji. Pewne novum w wypadku tej płyty to bardziej przystępne formy do przyswojenia dla ewentualnego nowego słuchacza. Muzycy mocniej postawiali na melodyjność, niekiedy wkraczając w rejony bliskie ambitnemu rockowi. Dzięki czemu "Ze słowem biegnę do ciebie" stał się ciepłym i nastrojowym w odbiorze albumem, gdzie śpiewne frazy Skrzeka oraz bardzo klimatyczna gitara Apostolisa stały się głównymi detalami zwracającymi uwagę. Całe szczęście nie przekroczyło to dobrego smaku, którym kierowali muzycy tej muzycznej ekipy. Choć w momencie wydania płyty, nie brakowało głosów, że Ślązacy na tej płycie odpuścili.
W tym czasie grupa jeszcze mocniej skupiła się na zaistnieniu za granicami kraju, szczególnie na tzw. zachodzie. W dość krótkim czasie SBB wydało kolejno albumy; w Czechosłowacji opublikowano przez Supraphon w 1978 roku, album "SBB" (potocznie nazywany "Wołanie o brzęk szkła", a w RFN "Follow My Dream". W kolejnym roku 1979 w RFN najpierw wydano "Slovenian Girls", a w NRD płytę "SBB" (potocznie nazywaną "Amiga", ze względu na nazwę wytwórni), która była przesiąknięta silnymi wpływami funku. Następnie ponownie w RFN album "Welcome" zawierające utwory wpadające w ucho i o zwartej strukturze. Tę ostatnią mogliśmy słuchać również dzięki Wifonowi. Wtedy też formacja często grywała w Czechosłowacji, NRD, Szwajcarii, Holandii, Belgii, Austrii, Finlandii, Szwecji, Danii, oraz na Węgrzech.
W roku 1980 na rynku pojawia się krążek "Memento z banalnym tryptykiem". Wraz z nim muzycy wracają do bardziej ambitnego, a zaraz epickiego i podniosłego grania. Zawiera on cztery dojrzałe, mocno rozbudowane, przemyślane i dopracowane kompozycje, które mimo złożonej muzyki, zdecydowanie progresywnej, niosą też pewną bezpośredniość. Tak jakby muzycy wyciągnęli naukę z "Ze słowem biegnę do ciebie", że trochę przychylności nie stanowi ujmy, dla żadnej ze stron, dla muzyków jak i słuchaczy. Jak dla mnie album nie ma słabych momentów, jednak najmocniej przemawiającym fragmentem płyty jest tytułowa suita "Memento z banalnym tryptykiem". W sumie to chyba jedno z najbardziej poruszających dokonań muzyków SBB, gdzie mieszanka liryzmu i dramatyzmem przeplatana jest pełną paletą emocji. Dodam jeszcze, że na tym krążku zespół wspomogła drugi gitarzysta, Sławomir Piwowar. Jak dla mnie ta współpraca przyniosła naprawdę konkretne korzyści i właśnie ten album oceniam, jako najlepsze dokonanie Ślązaków. Rozumiem, że wcześniejsze albumy w ramach czasowych, w których powstały, były czymś wyjątkowym. Niemniej na "Memento z banalnym tryptykiem" wszystko, co stanowiło o muzyce SBB osiągnęło swoje maksimum, swoją optymalną wartość. Tym samym zmykając najlepszy okres tego zespołu, w przenośni i dosłownie.
Mimo odnoszonych sukcesów, nagranych znakomitych płyt, wielu koncertów, w tym poza granicami Polski, w parze nie szła stabilność organizacyjno - finansowa, co niosło coraz większą falę rozczarowania. To ona przepełniła czarę goryczy i spowodowała podjęcie decyzji o zaprzestaniu działalności jako zespół. Z tego czasu pozostały nagrania i pięć niezapomnianych płyt, które do dzisiaj są wyznacznikami dla adeptów progresywnego grania. Nie dziwi też fakt, że płyty te są, co jakiś czas wznawiane tak jak ostatnio przez Polskie Nagrania/Warner Music Poland, w dodatku jako Super Audio CD. Także fani SBB, progresywnego rocka mają możliwość słuchania tych nagrań w najlepszej jakości.
Szkoda, że gorzej jest ze wznowieniami innych płyt, chociażby tych, o których wspominałem powyżej ("SBB"/"Wołanie o brzęk szkła", "Follow My Dream", "Slovenian Girls", "SBB"/"Amiga", "Welcome"), a nie stanowią głównego tematu tego artykułu, czyli pięciu najważniejszych płyt SBB, które sałaty się artystycznym fundamentem dla zespołu zapewniającym do dziś uznanie i poważanie. Nie są to łatwo dostępne tytuły, a jak już to, za niemałe pieniądze. Oczywiście są wytwórnie, które starają się przypomnieć różne nagrania tej formacji, ale są to małe nakłady, które rozchodzą się zawsze w zawrotnym tempie. Można byłoby zrobić ciut więcej, tym bardziej że Metal Mind Productions ogłosiło upadłość, a miała sporo pozycji SBB w swoim katalogu i można byłoby wszystkie albumy wydać ponownie. Przy okazji uporządkować katalog wydawnictw SBB, bo jakby nie było, ten najważniejszy polski zespół progresywnego rocka i jedna z najciekawszych formacji europejskich lat 70. zasługuje na to. Tak jak i fani.
Michał Mazur





