Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 83sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

gojiraark m

opethark m

accept nowa datadaw m

 

SECOND RELATION - Abiona

 

(2015 Long Branch Records/ SPV)
Autor: Włodek Kucharek
secondrelation-abiona m
Tracklist:
1 Chance, Aim, Way, Promise
2 Frightening Silhouettes
3 In The Night
4 Velvet And Silk
5 Motherlight
6 Impulse Against Separation
7 And In The End…
8 ...All Of Us Will Be Identical
9 Window
   
Skład:
Bastian Berchtold - Bass/Vocals
Daniel Fleps - Keyboard/ Backing Vocals
Simon Gstöhl - Guitar
Julian Nachbauer - Guitar
Michael Simic – Drums
    
W zalewie informacji medialnych dotyczących muzyki rozrywkowej, ze świadomym ograniczeniem do rocka, pojawia się tyle różnych komunikatów, że trudno słuchaczowi, który chce być na bieżąco ze swoim hobby, kontrolować merytoryczną zawartość ich treści. Skutkiem tego naszej uwadze umyka często to i owo z rockowej dziedziny. Niekiedy nasza wiedza zostaje szybko uzupełniona przez dobre dusze znajomych bądź przyjaciół, „nadających” na tych samych falach, niekiedy decyduje o tym przypadek, innym razem odkrywamy coś po latach, nie potrafiąc ukryć rozczarowania, że dopiero teraz to „coś” trafiło do uszu naszych lub zmaterializowało się w naszych rękach w postaci kompaktowego dysku. Tak to już z przekazami medialnymi bywa, że niektóre rockowe składy nie mają jeszcze materiału na płytę, a już inwestują pewne środki w akcję reklamową i ogłoszenie o najbliższych zamiarach wydania w przyszłości bliższej bądź dalszej publikacji fonograficznej. Niekiedy takie przedsięwzięcie przybiera wręcz karykaturalne rozmiary, a informacje niewiele warte bombardują słuchaczy natrętnie, wpychając się w każdą szczelinę medialnego tortu. Często nie potrafię ukryć irytacji, gdy jeden z muzyków kapeli X dumnie informuje „już stoimy na progu studia, niebawem do niego wejdziemy, a jak nam się uda stworzyć pół utworu, to rozpoczniemy nagrywanie na setkę….”, itd. itp.. A nieco później zdarza się tak, że szeroko promowany i zachwalany materiał, okrzyknięty zawczasu wielkim dziełem, okazuje się kompletną bryndzą. Zawsze wprawdzie znajdą się w gronie odbiorców tacy, którzy wychwalają zestaw kompozycji pod niebiosa, co jest w pewnym sensie zrozumiałe, bo „de gustibus non est disputandum”, czyli o gustach się nie dyskutuje. Bywa i na odwrót, na rynku bądź w sieci po cichutku pojawia się szara, fonograficzna „myszka”, o której niewielu ma pojęcie, a która zachwyca jakością, klimatem i świeżością od pierwszej nutki. Kończąc te dywagacje każdy zdaje sobie sprawę, że fakty wyglądają tak, że w tej masie tysięcy utworów, nawet koncentrując się tylko na wybranych gatunkach stylistycznych nie jesteśmy w stanie śledzić i sprawdzać skrupulatnie wszystkich doniesień i ocenić, w jakim zakresie teoria ma się do praktyki. W tym długim wywodzie próbowałem- nie będę tego ukrywał- zbudować sobie alibi, które usprawiedliwi moja niewiedzę o austriackiej kapeli Second Relation. Drugą płytę długogrającą kwintetu, pochodzącego z krainy geograficznej, leżącej u podnóża Alp (Voralberg), podesłał mi Michał Mazur, „naczelny zawiadowca”  HMP. Płyta „Abiona” w wersji elektronicznej leżała sobie już ładnych kilka miesięcy czekając na swoją kolejkę do recenzji i jak to zwykle bywa, zadecydował przypadek, że zainteresowałem się tym albumem. Przedtem nie miałem „zielonego pojęcia” nawet o fakcie pochodzenia bandu z Austrii i jak się okazało, był to błąd, dlatego czas nadrobić zaległości.
Grupa Second Relation pomimo więcej niż skromnych kroków promocyjnych podjętych w kwestii ich albumu „Abiona” okazała się przysłowiowym „strzałem w dziesiątkę”, zespołem bardzo młodych ludzi (niektórzy z nich jeszcze studiują), którzy w krajach niemieckojęzycznych (wokale są po angielsku) zrobili- nie będzie to nadużyciem, jak napiszę- furorę. Ponieważ  znam ich język ojczysty, dotarłem do artykułów, recenzji na temat tego wydawnictwa, także wcześniejszego „Lynette” z roku 2009 i dosłownie szczęka opadła mi do samej podłogi. W prasie austriackiej i niemieckiej pojawiły się określenia typu „czarodzieje progrocka”, „cudowne dzieci” (Wunderkinder), a jak się okazało, ta ostatnia nazwa nie jest pozbawiona sensu, gdyż cała piątka przyjaciół swój debiut płytowy z prasowym atrybutem „mistrzowskie dzieło!”, opublikowała mając po 16 lat!!! Każdy, kto wysłuchał „Lynette” nie mógł wyjść z podziwu, jak tak młodzi ludzie mogli wykreować tak dojrzałe dzieło zarówno w warstwie tekstowej, jak również muzycznej. Uczynili to wspólnie w szkole muzycznej, do której uczęszczali, nabywając wiele klasycznych umiejętności. Dwóch członków bandu kontynuuje naukę na  studiach muzycznych, Bastian Berchtold gra na wiolonczeli, a w zespole także na gitarze basowej, a Simon Gstöhl zamienił fortepian koncertowy na gitarę elektryczną, natomiast perkusista Michale Simic „bębnił” w zespole na przedstawieniach …operetkowych. Gdy czytamy o inspiracjach muzyków, można dostać zawrotu głowy od różnorodności zainteresowań. Bastian na przykład zachwyca się twórczością Pink Floyd, ze wskazaniem na „Animals”, co wyjątkowe na pewno nie jest, ale już powołanie się na wpływy jazzowe i doskonały album Larsa Danielssona „Libretto” to nie byle co (W Polsce niedawno wyprzedano wszystkie koncerty trio Możdżer- Danielsson- Fresco, którzy grają kapitalny jazz na światowym poziomie. Na jednym z nich byłem. Uczta duchowa!). Jednocześnie „przyznaje” się do fascynacji skandynawską sceną metalową, a obok niej wymienia także twórczość cenionej formacji norweskiej Ulver.
Gdy dokonałem konfrontacji całej tej pochlebnej dla Second Relation otoczki medialnej z czystą muzyką zapisaną dźwiękami, to zrozumiałem, że to nie jest kolejna ściema, lecz samorodny talent potrafiący grać na rewelacyjnym poziomie. Ale żeby obraz był pełny, nie wolno pod żadnym pozorem zapomnieć, że Second Relation to także nieziemski nastrój, kreowany klimat i młodzieńcza spontaniczność i świeżość. Na płycie „Abiona” nie ma słabych punktów, a przepięknie zaprojektowane dźwięki „połyka” się na raz i bez popitki. Tajemnicą twórców pozostanie metoda, jak udało im się znaleźć tak idealny balans pomiędzy niesamowitymi, atmosferycznymi sekwencjami a mocą i potęgą brzmienia. I pomyśleć, że ta płyta oficjalnie ukazała się w roku 2012 jako self- released, bo nie znalazł się żaden label, który potrafiłby docenić potencjał tej muzyki, dopiero po kilku latach niemiecka wytwórnia Long Branch Records/ SPV zajęła się oficjalną edycją tej perełki. Ta na końcu poprzedniego zdania wymieniona cecha oddaje charakter dziewięciu kompozycji tworzących program albumu „Abiona” i nie pozostawia złudzeń, co do jego stricte muzycznej jakości, chociaż kwintet zadbał także pieczołowicie o otoczkę graficzną, tworząc koncepcję, w której zazębia się wiele elementów, od bogatej palety dźwięków, przez warstwę liryczną, aż po malarskość okładki. I nie stało się to przypadkowo, bo od początku artyści postawili sobie jako cel zintegrowanie wszystkich tych komponentów. Pierwszą cechą tej publikacji, która mnie uwiodła jest staranność (typowa dla mentalności nacji niemieckojęzycznych), w każdym szczególe czyli zgodnie z dewizą, jak już się zabieramy za realizację jakiegoś projektu, to wykonujemy wszystkie jego założenia porządnie, od A do Z. Odkrywanie tajemnic tej muzy to dla słuchacza wdzięczne zadanie, gdyż zawiera ona multum smaczków, z których wiele udaje się „namierzyć” dopiero przy kolejnym przesłuchaniu. Niekiedy są to niuanse, drobiazgi, które jednak dla całości materiału mają swoją wagę, decydując o przełamaniu dźwiękowych barw kompozycji. Jako przykład takiego postępowania podam akapit obecny już w pierwszym utworze „Chance, Aim, Way, Promise”. Po potężnym uderzeniu brzmienia na wstępie, wydaje się, że będzie to dosyć typowa metalowa jazda, szybka i ciężkawa. Nic bardziej mylnego, bo taki stan trwa tylko 50 sekund, po czym następuje pierwsze przełamanie, całkowite wyhamowanie początkowego impetu, z gęstej faktury dźwięków wyłania się kilkusekundowy motyw wiolonczeli, wprowadzający specyficzną nastrojowość, akustyka gitary, spokojny wokal przypominają balladę. Jednak chwilę później song sukcesywnie rozpędza się za sprawą świetnych gitar, intensywnych uderzeń perkusji oraz dynamicznych klawiszy. Zaskoczeniem jest kolejny zwrot, dokładnie w 2:25 z piękną partią solową gitary, której na drugim planie akompaniuje subtelny fortepian. Po czwartej minucie artyści serwują nam  intensywny set instrumentalny, po którym powraca wokal prowadzący doskonały temat melodyczny. Ten rozdział programu płyty trwa niespełna sześć minut, ale odnajdujemy w nim mnóstwo różnorodnych pomysłów, sprawnie powiązanych, zazębiających się tak, żeby stworzyć uporządkowaną, monolityczną całość. Dodatkowymi czynnikami jest zmienność tempa, trafne konfigurowanie nastrojowości, która działa zupełnie inaczej pod kierownictwem elektryki gitar, zmienia radykalnie swój wizerunek przechodząc na ścieżkę akustycznych tonów, a bonus wiolonczeli przywołuje z pamięci skandynawską melancholię, oraz harmonie wokalne w refrenie. Po takim wstępie słuchacz nabiera apetytu na więcej, a kwintet Second Relation nie zawodzi naszych oczekiwań, trzymając niesamowicie wysoki poziom kolejnych odsłon przedstawianej historii. Bo album „Abiona” to praca konceptualna, a pojęcie to odnosi się zarówno do warstwy tekstowej i muzycznej, jak też innych komponentów wydawnictwa, na przykład malarstwa siostry Bastiana Berchtolda, Johanny, która stworzyła koncepcję i wykonała projekt okładki, będąc obecnie czynną artystką w dziedzinie sztuk pięknych. W jednym z wywiadów muzycy tak scharakteryzowali jej prace: „Jej obrazy odzwierciedlają siłę, moc, którą próbujemy przekazać naszą muzyką, „przetransponować” na grunt zwykłej ludzkiej egzystencji”. Program albumu składa się z  trzech aktów, których bohaterami są trzy różne postaci. Wizerunek jednej z nich, kobiety o imieniu Abiona widzimy na okładce płyty. Obok niej występują jeszcze Stanley i Joseph, a miejscem zdarzeń jest duże miasto z niewielkim centrum, a w nim bar, który jest miejscem tajemniczym, bardzo klimatycznym, punktem spotkań ludzi różnego pochodzenia. W barze jest scena, a jej gwiazdą, osobowością przyciągającą uwagę gości jest Abiona, czarująca swoim niezwykłym głosem i zachwycającymi występami piosenkarskimi. To dla niej pojawiają się ci wszyscy ludzie podziwiając jej sztukę.
Jak już wspomniałem album podzielony został na trzy rozdziały, „Chapter- One- Characters”, obejmuje cztery pierwsze songi. O oszałamiającym otwarciu „Chance, Aim, Way, Promise” (5:44) stosowną notkę w felietonie zamieściłem. Następnie na scenę wkracza utwór „Frightening, Silhouettes” (7:25), rozpoczynający się w średnim tempie, skromnymi chórkami, aż do momentu, gdy przestrzeni nie potną jak skalpelem ostre gitarowe riffy. Czapka z głów przed rewelacyjnymi harmoniami wokalnymi! Co za melodyka! W dalszym ciągu „obserwujemy” gitarowe pojedynki z „mięsistymi” riffami i akustycznymi niespodziankami. „In The Night” (5:56), utwór w którym grupa podąża w dwóch kierunkach, w chwilach spowolnienia pojawiają się najlepsze skojarzenia z twórczymi wpływami ekipy Andy Lattimera z Camel, w momencie progmetalowego zaostrzenia brzmienia ujawnia się rockowa estetyka Dream Theater. Jak wychodzi połączenie artrockowego wizerunku Wielbłąda z metalicznym żywiołem Teatru Marzeń trzeba samemu posłuchać! Jedno mogę zagwarantować, pod wpływem wariacji melodycznych, zmiennej intensywności brzmienia, kapitalnych choć oszczędnych aranżacji tysiące mrówek przemaszeruje po Waszym ciele. Track numer „4”- „Velvet And Silk” (5:49) rozpoczyna się leniwie i dostojnie pojedynczymi dźwiękami klawiatury fortepianu, epizodyczną frazą wiolonczeli, subtelnymi akordami gitary akustycznej i rozmarzonym wokalem. Jednak po minucie z sekundami masywny riff rozrywa te kameralną atmosferę. W miarę upływu czasu riffy stają się coraz gwałtowniejsze, a gitara prowadząca coraz bardziej melodyjna. Ostatnie 30 sekund zaskakuje odgłosami kroków, musicalowym fortepianem i jazzującym fragmentem wokalnym. „Chapter Two- The Bar” składa się z dwóch songów: „Motherlight” (6:54) to otwarcie w postaci wspaniałej demonstracji indywidualnych umiejętności instrumentalnych, trwającej około półtorej minuty. Po wejściu wokalu w kompozycji dosłownie „kotłują” się metalowe, agresywne kaskady gitarowych riffów, salwy perkusyjne i basowy tętent, by kawałek dalej przejść do progrockowej tradycji spod znaku firmowego, może Rush (?), z gęstymi pasażami organowymi w tle. Raz progmetalowy wicher dosłownie urywa głowę, by za moment roztoczyć przepiękny wokalno- gitarowy krajobraz. Świetna, naturalnie płynąca, pachnąca świeżością muza! „Impulse Against Seperation” (9:09), najdłuższy na płycie, mistrzostwo w kwestii melodyjnej i urozmaiconej aranżacji, a także właściwie pierwszy tytuł albumu, w którym partie klawiszowe Daniela Flepsa tak dominują na pierwszym planie. Śliczne partie fortepianu, głębokie, mruczące Hammondy. Gitary Simona Gstöhla i Juliana Nachbauera dbają o zachowanie stanu równowagi pomiędzy drapieżnością gitar a sferycznym brzmieniem klawiszy. Melodia! Melodia! Wspaniale! A jak komuś mało to niech zwróci uwagę na karkołomne przejścia z ostrego, mocno metalowego rocka przez jazzującą środkową część instrumentalną po moc i agresję z bębnem basowym na dwie stopy w finale. Kompozycja artystyczny majstersztyk! „Chapter Three- Friends And Success” inauguruje „And In The End…” (6:25) z mocnym wejściem syntezatora jako lidera instrumentarium. A nieco później „tłuste” gitarowe granie, liczne przełamania rytmu w zestawieniu z klimatycznymi wokalami, kolejnymi „odpalanymi” riffami, chórem i wzrastającym tempem. Mocno, dynamicznie, ale czysto i klarownie. „…All Of Us Will Be Identical” (4:03) o podniosłym, hymnicznym nastroju, z mnogością breaków i wokalnym popisem partii chóralnych. Utwór tętni energią, motoryką, wspaniałością wątków melodycznych, a solowa partia gitary na granicy 3:30 w duecie z …wiolonczelą wdziera się w duszę każdego fana dobrej muzyki rockowej. Na finał kwintet z Austrii proponuje kompozycję „Window” (6:43). Chcecie posłuchać jak głosem wyrazić uczucia! Jak zwariować emocje gitarową sztuką! Jak wprawić w zachwyt partią organów! Jak wywołać burzę wśród receptorów kapitalną melodią! Wszystkie wymienione komponenty dostaniecie w prezencie nie tylko w ostatnim akcie albumu „Abiona” grupy Second Relation. Na tej płycie cała paleta uczuć, odcieni emocjonalnych, mozaika dźwiękowych barw to swoista normalność. Zapewne zastanawiacie się, jak to możliwe, że piątka młodych ludzi potrafi takie rzeczy? Ja też mam takie myśli i nie potrafię na to pytanie znaleźć sensownej odpowiedzi. Piękna muzyka! Wspaniały koncept! Profesjonalizm bije z każdego szczegółu, a dojrzałość operowania dźwiękami przyspiesza bicie serca. Dawno nie słyszałem tak znakomitej muzyki, której autorzy staliby przedtem tak głęboko schowani w cieniu medialnego zgiełku. Piątka młodych ludzi z Austrii stworzyła wręcz mistrzowskie dzieło, które nic nie traci ze swojego blasku nawet po n-tym przesłuchaniu, radując poczucie estetyki od pierwszego do ostatniego dźwięku.
Ocena 5,5/ 6
Włodek Kucharek

142_badtaste-baner156x600.png 144_mag_158x600px_72_dpi.jpg 143_eskalacja-singiel-158x600-singiel.png 145_wrona.png

Goście

3994015
DzisiajDzisiaj154
WczorajWczoraj1029
Ten tydzieńTen tydzień2373
Ten miesiącTen miesiąc25285
WszystkieWszystkie3994015
44.200.136.171