Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 75sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

kat roman kostrzewskiazq m

vaderazq m

doroplakatze m

nightwishposterz m

opethposterz m

epicaposterz m

richie kotzenposterz m

helloween nowadata m

laibachposterz m

mystic festivalzz m

evanescenceposterz m

van der graaf generator m

deeppurple 2021 posterb1mn m

fish posterb1 2021 v2ze m

tarja 2021 posterb1 m

 

DIVINE WEEP - The Omega Man

 

(2020 Ossuary Records)
Autor: Wojciech Chamryk 
 

divineweep-theomegaman s

Tracklist:
Cold As Metal
Journeyman
Firestone
Riders Of Navia
The Screaming Skull of Silence
Walking (Through The Debris Of Nations)
Die Gelassenheit
Mirdea Lake
The Omega Man
                      
Prawie pięć lat trzeba było czekać na kolejny album Divine Weep, pierwszy z nowym wokalistą  Mateuszem Drzewiczem. Debiutancki CD „Tears Of The Ages” był wydarzeniem, ukazał się też na rynkach zagranicznych. Na „The Omega Man” białostocka grupa wciąż porusza się w stylistyce tradycyjnego/power metalu, wprowadziła też jednak do niego nowe elementy. Najbardziej zauważalna zmiana to słyszalne w niektórych utworach wpływy black czy death metalu: blasty, skrzek, growling; pojawia się też iście thrashowa intensywność, coś na styku siarczystego power i thrash metalu. Można to powiązać z początkami zespołu, grającego przecież w początkach istnienia black metal, a i Mateusz w Hellhaim i w Subterfuge bez kompleksów wykorzystuje pełnię możliwości swego głosu. W Divine Weep również stosuje różne rozwiązania, co bardzo urozmaica warstwę wokalną poszczególnych kompozycji, choćby „Firestone” czy „Walking (Through Debris Of Nations)”. Puryści będą pewnie kręcić nosem na te ekstremalne wtręty, ale wystarczy posłuchać świetnego „The Screaming Skull Of Silence” czy mrocznego, rozwijającego się stopniowo „Mirdea Lake”, gdzie surowe, dynamiczne granie spod znaku wczesnego Running Wild pięknie dopełnia blackowy finał, by przyznać, że ma to sens. Bardziej tradycyjnie jest w czadowym openerze „Cold As Metal” spod znaku wczesnego Iron Maiden, w uderzającym zaraz po nim, równie dynamicznym „Journeyman” i w wieńczącym płytę, zróżnicowanym utworze tytułowym, ze szponiastym, pełnym mocy wokalem. Jest też typowa ballada, nagrana ponownie „Riders Of Navia” z EP „Age Of The Immortal”, a program tej bardzo udanej płyty dopełnia miniatura „Die Gelassenheit” z nośnym basowym pochodem i fortepianową partią. Jest więc może jest trochę inaczej niż na „Tears Of The Ages”, ale to wciąż metal najwyższej próby.
(5/6)
Wojciech Chamryk
120_slider_ot.gif 120_destruction_158x600px_eu.gif 122_bluespills_158x600px_eu.gif 121_primalfear_158x600px_eu.gif

Goście

3328225
DzisiajDzisiaj593
WczorajWczoraj1479
Ten tydzieńTen tydzień8572
Ten miesiącTen miesiąc34203
WszystkieWszystkie3328225
3.219.167.194