Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 84sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

skowytgb m

alter bridge plakat m

strider m

accept nowa datadaw m

 

DESTROYERS - Dziewięć kręgów zła

 

(2020 Putrid Cult)
Autor: Wojciech Chamryk
 

destroyers-dziewieckregowzlaa s 

Tracklist:
1. Zemsta roninów
2. Jeszcze gorsi
3. Noc lubieżnych ciał
4. Czarna śmierć
5. Wszetecznica
6. Krwawa hrabina
7. Bal
8. Dziewięć kręgów zła
               
Powrotny album Destroyers „Dziewięć kręgów zła” ukazał się w październiku ubiegłego roku i  Marek Łoza zapowiadał też jego wersję winylową, co niedawno stało się faktem. Tym sposobem bytomianie stali się jedynym polskim zespołem metalowym, którego wszystkie albumy ukazały się na czarnych płytach, w dodatku z okładkami autorstwa jednego twórcy, to jest Jerzego Kurczaka. Gdy dodamy do tego dwie wersje debiutanckiego albumu z różnymi coverami, rodzimą „Noc królowej żądzy” (Tonpress) i holenderską „A Night Of The Lusty Queen” (Barricade Records), pronitowski split z Hammerem i sampler z Metalmanii '88, to winylowa dyskografia Destroyers prezentuje się więcej niż okazale. Najnowsze wydawnictwo będzie jej prawdziwą ozdobą, bo to pierwszy materiał grupy wydany w postaci 2LP, chociaż nie pierwszy w rozkładanej okładce i z prędkością odtwarzania 45 RPM – zorientowani w temacie wiedzą doskonale jak przekłada się to na jakość dźwięku, tym bardziej, że płyty są ciężkie i solidne, ważąc spokojnie 180 gramów. Już z kompaktu ten album brzmiał jak należy – Jarosław Toifl, kiedyś gitarzysta With i Nightly Gale, wykonał swą pracę bez zarzutu – ale z płyt (określenie winyle pozostawiam osobnikom wychowanym na krążkach CD czy innym hipsterom, wypisującym, również w fachowej ponoć prasie, dyrdymały o winylowych „dyskach” umieszczanych w „kartonowych pudełkach”) „Dziewięć kręgów zła” wybrzmiewa jeszcze lepiej. Dwa krążki, tak więc materiał rozmieszczono tak, że na stronie A mamy trzy utwory, na dwóch kolejnych po dwa, zaś na ostatniej tylko najdłuższy, trwający ponad 10 minut, utwór tytułowy. To zabieg godny pochwały, bo przy wytłoczeniu 48 minut muzyki na jednym longplayu dźwięk na pewno nie byłby tak dynamiczny i zarazem klarowny – zresztą każdy, kto miał okazję porównać choćby te same utwory Iron Maiden w wersjach z LP oraz z 12”EP, gdzie na stronie jest zwykle jeden, maksymalnie dwa utwory, tylko przyklaśnie pomysłowi wydania trzeciego albumu Destroyers w takiej właśnie wersji. O wypełniającej go muzyce już pisaliśmy, wspomnę więc tylko na zakończenie, że każdy, kto polubił ten zespół na przełomie lat 80. i 90. nie będzie nią rozczarowany; młodsi fani też powinni sobie zafundować taką wycieczkę w przeszłość, bo to oryginał, żadna stylizowana na staroć podróba.
(6)
Wojciech Chamryk
144_mag_158x600px_72_dpi.jpg 141_case_2.png 142_case_1.png

Goście

4079250
DzisiajDzisiaj1257
WczorajWczoraj1253
Ten tydzieńTen tydzień10736
Ten miesiącTen miesiąc42299
WszystkieWszystkie4079250
34.239.154.240