Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 82sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

death to allark m

summer jazz festival 2022krakow m

steelpanther 2022pol m

warsaw summer plakatnaz m

paradise lostark m

gojiraark m

slipknotark m

opethark m

accept nowa datadaw m

 

SCREAM MAKER - BloodKing

 

(2022 Self-Released)
Autor: \m/\m/
 
screammaker-bloodking1 s 
Tracklist:
1. Invitation
2. Mirror, Mirror
3. BloodKing
4. When Our Fight is Over
5. End of the World
6. Scream Maker
7. Hitting the Wall
8. Join the Mob
9. Die in Me
10. Powerlust
11. Tears of Rage
12. Petrifier
13. Candle in the Wind
14. Brand New Start
15. Too Late
                     
Lineup:
Michał Wrona - guitars
Sebastian Stodolak - vocals
Jan Radosz - bass
Tomasz Sobieszek - drums
                     
Pojawienie się w sieci utworu "Mirror, Mirror" mocno mnie zelektryzowało. Postanowiłem szybko zareagować. Tyle lat nie działo się w materii nowego krążka Scream Maker, a tu proszę, cały album z blisko 70-minutową dawką muzyki. Dość szybko mogłem słuchać całości w dodatku bez ograniczeń i przyznam się, że robiłem to kilka razy pod rząd i to bez opamiętania. Po tym, jak po pierwszych ekscytacjach opadł kurz, mogłem spojrzeć na "BloodKing" jaśniejszym i chłodniejszym umysłem oraz uchem. Płyta rozpoczyna się krótkim intro "Invitation", w nim to od razu orientujemy się, że gitary będą tu rządzić bezapelacyjnie. Tak naprawdę rozpoczynającym utworem w nowym muzycznym rozdziale Scream Maker jest wspomniany kawałek "Mirror, Mirror". Szybki, kąśliwy, konkretny, a zarazem łatwo wpadający w ucho. Duch Judasów (mniej Ironów) unosi się od samego początku, ale podany jest on kreatywnie, na sposób i talent warszawskich muzyków. W kolejnych kompozycjach te inspiracje są utrzymane, pozwalając to jednej, to drugiej zaistnieć czytelniej lub wyraźniej. Oczywiście muzyczne odniesienia nie tylko dotyczą się tylko tych dwóch formacji, ale ogólnie szeroko rozumianego tradycyjnego heavy metalu, począwszy od Queensryche, solowego Dio, poprzez Black Sabbath z Tonny Martinem, a skończywszy na takich AC/DC czy Dokken. Jednak, jak wspominałem od początku słychać też sznyt wrażliwości muzyków Scream Maker. Jest zatem oldschoolowo, ale muzycy tej kapeli nie postawili na odwzorowanie takiegoż brzmienia, w pełni korzystając ze współczesnych możliwości. Dzięki czemu ich muzykę można spostrzegać podobnie jak dokonania Primal Fear, Death Dealer czy Cage. Wracając do "Mirror, Mirror" to, niesamowite wrażenie robi praca gitar, za które odpowiada Michał Wrona. Riffy, sola, część rytmiczna, są wręcz znakomite. Można byłoby teraz sięgnąć po same heavy metalowe ikony gitary, aby jakoś to zobrazować, ale po co? Zdecydowanie radzi sobie również mocarna i wyraźna sekcja rytmiczna w postaci gry Jana Raodsza (bas) i Tomasza Sobieszka (perkusja). No i wokalna narracja Sebastiana Stodolaka. Nie jest on ani Halfordem, ani Dickinsonem, bliżej mu chyba do Seana Pecka, ale generalnie nie chodzi o porównania, a o to, że wykonując wokalną robotę na "BloodKing" może z czystym sumieniem dobijać się do wymienionej czołówki wokalistów. Ogólnie wyżej wspomniane wartości zaakcentowane na rozpoczynającym utworze odnajdziemy w każdej następnej kompozycji tego krążka. Dość szybkim jest kolejny, tytułowy "BloodKing". Gitary, jak i sekcja pracują w nim konkretnie, znowu mamy świetne riffy, zacna jest też sama kompozycja, w której muzycy lekko bawią się klimatem. Wraz z "When Our Fight Is Over" formacja zaczyna mościć się w średnich tempach, co chyba jej najbardziej opowiada. Owszem są pewne wahania, niekiedy coś zagrają troszkę szybciej, innym razem ciut wolniej. Niemniej nie zmienia się kreatywność, co do wyśmienitych riffów, nośnych i klimatycznych muzycznych tematów czy też wokali. Kolejne cztery kompozycie to taki właśnie popis inwencji twórczej Scream Maker. Słuchając "When Our Fight Is Over", "End Of The World", "Scream Maker" i "Hitting The Wall" możemy delektować się  pomysłowością muzyczną oraz umiejętnościami wcielania jej w rzeczywistość. Mnie z tego bloku najbardziej pasuje "End Of The World", za wstęp, który przypomina "judasowskie" "Tulbo Lover" oraz zabójczy temat nośny. Jest tam też skandowany wokal (fragmencik) w stylu Zaka Tella (Clawfinger), a wszystko pasuje do siebie rewelacyjnie. Natomiast wraz z "Join The Mob" (tak jakby) zahaczamy o "Amerykę", czyli amerykański heavy metal z początku lat 80. Z tym że jest to widziane znowu przez pryzmat Judasów. Po prostu kolejny bardzo dobry pomysł muzyków Scream Maker. Jak na razie wszystko na "BloodKing" podane jest na dużej intensywności, więc niedziwne jest, że muzycy w połowie albumu decydują się na metalową balladę "Die In Me". Później kapela wraca na swoje normalne tory, wymierzając kolejne ciosy w postaci sześciu kawałków z tradycyjnym heavy metalem. Generalnie jest z czego wybierać. Mnie ruszył "Tears Of Rage", który "szoruje po dnie" niczym w najlepszych momentach Alice In Chains. Do takich skojarzeń przyczynia się także Sebastian Stodolak, który zawodzi tam niczym Layne Staley. Jednak ciągle jest to interpretacja podana przez pryzmat heavy metalu (Black Sabbath, Judas Priest). Następnie chyba najbardziej rozbudowana kompozycja (bez przesady) "Candle In The Wind". Zachwyca ona, riffami i tematem muzycznym, a przede wszystkim klimatycznym motywem, który zaczyna się w drugiej części utwory i ciągnie się aż do finału utworu. No i kończący płytę "Too Late", który od początku aż pulsuje swoją niepowtarzalną mroczną atmosferą. To, że nie wymieniłem wszystkich utworów z drugiej części płyty, nie znaczy, że są one jakieś słabsze. "Powerlust", "Petrifier" oraz "Brand New Star" mają swoją wartość i jest je za co cenić. Sound całej płyty jest wyborny. Album nagrywano w różnych miejscach, natomiast miksem oraz masteringiem zajął się Tomasz "Zed" Zalewski z Zed Studio (z małymi wyjątkami), co samo z siebie jest marką. Świetna jest także okładka, bardzo heavymetalowa, a jej wykonawcą jest Damian Augustyniak. Ogólnie można pogratulować muzykom Scream Maker udanego albumu. Jednak na koniec trochę po marudzę. Za wszystkie gitary na "BloodKing" odpowiada Michał Wrona, robi to wyśmienicie i nie ma do czego się czepiać. Jednak ja, chciałbym usłyszeć, jak w tym repertuarze sprawuje się prawdziwy, "żywy" duet gitarowy. Była taka szansa, bo przez jakiś czas zespół współpracował z gitarzystką Adą Kaczanowską. Może uda się to z nowym gitarzystą na pokładzie, Bartoszem Ziółkowskim. Inna sprawa, większość kompozycji na "BloodKing" utrzymana jest w średnich tempach. Mnie brakuje jeszcze jednej petardy (albo dwóch) w stylu "Mirror, Mirror". Mogłyby być jeszcze szybsze. Pozwoliłoby to bardziej skupić się na całości materiału z płyt. No i album mógłby być krótszy, tak okrojony do "staroszkolnych" 40-45 minut. Wydaje się, że byłoby to jeszcze lepsze dla tej płyty, aczkolwiek słuchając jej, nie maiłem wrażenia, że "zamula". Zespół może to uczynić, chociażby wydając częściej płyty, a nie publikując je co sześć lat i wrzucając na dysk, ile tylko się da, aby umilić fanom ten bardzo długi okres oczekiwania. Niemniej sami przyznacie, że to tylko niuanse i w żaden sposób nie mogą zepsuć przyjemności z odbioru "BloodKing". Oby więcej takich krążków na polskiej scenie!
(5/6)
\m/\m/
142_badtaste-baner156x600.png 154_wrona.png 144_mag_158x600px_72_dpi.jpg 143_eskalacja-singiel-158x600-singiel.png

Goście

3917674
DzisiajDzisiaj376
WczorajWczoraj629
Ten tydzieńTen tydzień3029
Ten miesiącTen miesiąc23101
WszystkieWszystkie3917674
18.206.14.36