Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 78sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

legendy metaluiuy m

accept posterb1yyy m

helloween i hammerfallzzz m

vdgg plakat nowe daty m

steelpanther 2022pol m

 

„Kosmiczne przestrzenie rock'n'rolla” (Vincent)

           

Vincent po wydaniu w roku 2016 „Infinity” przeszedł spory kryzys personalny, którego efektem była wymiana niemal całego składu. Piotr Sonnenberg nie dał jednak za wygraną, czego efektem jest zreformowany zespół w życiowej formie, co potwierdza powrotny album „Space”. Warto zainteresować się tą płytą nie tylko z racji trójwymiarowej okładki, bo to kawał porywającego hard'n'heavy.

                    

HMP: „Space“ to wasz piąty album, a trzeci od roku 2014, to jest wydania powrotnej „Aury“. Tym razem jednak możemy śmiało mówić o kolejnym etapie istnienia grupy, skoro z jej poprzedniego składu ostałeś się tylko ty?

Piotr Sonnenberg: Od 2018 roku Vincent rozpoczął swój kolejny rozdział w karierze. Ze wszystkimi muzykami, którzy brali udział w reaktywacji od 2012 roku pozostaję w przyjacielskich relacjach, mimo że nasze drogi rozeszły się.

Skład Vincent nigdy nie był jakoś wyjątkowo stabilny, ale niedawno doszło w zespole do prawdziwego trzęsienia ziemi – nie zniechęciło cię to jednak, w żadnym razie nie pomyślałeś, że to koniec zespołu i zacząłeś szukać odpowiednich muzyków?

Piotr: Znajomość z Jarkiem „Jafo” Michalskim i wspólne muzykowanie sprawiło, że podjęliśmy decyzję o nagraniu kolejnej płyty Vincent, a poszukiwania pozostałych muzyków rozpoczęliśmy już we dwóch. Nawet przez moment nie przyszło mi na myśl, że to koniec zespołu. Czasem po prostu pewne sytuacje życiowe sprawiają, że pewni ludzie przychodzą, a pewni odchodzą. Do stałego składu dołączyli Edward „Edi” Juszczak - bas i Piotr Zaborski - perkusja. Zespół stanowi teraz nie tylko czwórkę doskonałych muzyków, ale też znakomitych przyjaciół.

Jak trafiliście do Vincent? Piotr rozesłał wici, że potrzebni są gitarzysta, basista i perkusista, czy kontaktował się z wami indywidualnie, albo to wy wykonywaliście ten pierwszy telefon, zgłaszając swój akces do zespołu?

Jafo: Jeśli chodzi o mnie, zapytałem kiedyś przypadkiem Piotra, czy nie poszukują gitarzysty do składu. Zaproszono mnie na próbę, gdzie jednogłośnie zostałem zaakceptowany przez resztę bandu. Później dowiedziałem się, że zostałem wybrany spośród około dziesięciu gitarzystów, których w międzyczasie Vincent przesłuchiwał.
Chyba dość szybko zaczęliście się dobrze dogadywać, skoro pojawiła się myśl, że warto pomyśleć o następcy „Infinity”?

Jafo: Tak, po którejś wspólnej próbie poprosiłem Piotra, aby został dłużej. Posłuchaliśmy razem moich pomysłów, które zarejestrowałem w moim studio. Były to zalążki utworów „Nie bój się”, „Tylko słowa” i „Aż po blady świt”. Piotr momentalnie podchwycił riffy i od razu powstały linie melodyczne oraz zarysy tekstów tych piosenek. Chemia kompozytorska, jak zaistniała między nami spowodowała to, że w pewnych momentach byliśmy w stanie opracować na gotowo aranżacje do trzech utworów w czasie jednej sesji. Oczywiście numery te ewoluowały praktycznie do samego końca produkcji „Space”, nawet na etapie miksów końcowych w naszym Vincent Space Studio.

Wydaje mi się, że najlepiej zawsze pracowało ci się z gitarzystami i często tworzyłeś z nimi taki twórczy tandem – z Jarkiem stało się podobnie, co wyszło tylko Vincentowi i nowej płycie na zdrowie?

Piotr: Takie tandemy w muzyce rockowej, to niemal codzienność. Spółki autorskie takie, jak Lennon/McCartney, czy Richards/Jagger tworzyły zawsze hity ponadczasowe. Nasza spółka autorska ma się równie dobrze, a piosenki „naszego pióra” przy dobrej promocji mogłyby również stanowić kanon polskiej muzyki rockowej.

Jak pracowaliście nad tym materiałem? Przerzucaliście się pomysłami, czy któryś z was proponował już coś, co wymagało tylko dopracowania, zmian aranżacyjnych, etc.?

Jafo: Było tak, że część utworów miałem już w formie pomysłów, do których Piotr pisał szybko teksty, natomiast były również utwory, które powstawały spontanicznie np. „Ocean łez” czy „Karma”. Mimo, że odbiegają nieco one stylistycznie od tego, co zespół robił do tej pory, posiadają tzw. „vincentowy” sznyt, który staraliśmy się zachować na całej płycie.

Odbieram zawartość „Space“ tak, jakbyście nie zamierzali ograniczać się jakąkolwiek konwencją czy stylistyką: w szerszym ujęciu jest to oczywiście hard 'n' heavy, ale nie brakuje tu utworów mocnych i mrocznych, jak też i bardziej melodyjnych, czerpiących z AOR lat 80., czy wręcz rock 'n' rolla – ograniczanie się na własne życzenie, nagranie materiału może i bardziej jednorodnego, ale przy tym po prostu nudniejszego, nie tak urozmaiconego, nie miałoby dla was większego sensu?

Piotr: Z racji tego, że Vincent nigdy nie był stricte heavymetalowym bandem, stylistyka i konwencja zawsze pozostawały kwestią otwartą. Osobiście słucham bardzo dużo szeroko pojętej amerykańskiej muzyki, począwszy od country, przez hard 'n' heavy do ciężkiego metalu. To wszystko odzwierciedlają nasze nowe numery. Założeniem podstawowym koncepcji „Space” było to, że ma to być płyta, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Widać to praktycznie w każdym utworze, gdzie diametralnie zmieniłem sposób śpiewania, otwierając się na nową koncepcję i styl, w jakim nigdy jeszcze nie śpiewałem. Przyznam, że było to dla mnie prawdziwe wyzwanie. Na szczęście charakterystyczna barwa mojego głosu pozostała bez zmian. (śmiech)

Ta idea zdaje się przyświecać wam od początku istnienia zespołu, niezależnie od zmian składu i muzycznych mód, co jest niezmiernie ważne, może nawet decydujące przy powstawaniu kolejnych płyt Vincent?

Piotr: Siedzimy w stylistyce rockowej od ponad 30 lat i w tej czujemy się najlepiej. Fani Vincent oczekują od nas po prostu dobrych piosenek i byliby raczej zawiedzeni, gdybyśmy zaprezentowali numery na przykład w klimatach dyskpolo. (śmiech)

Zmiany w Vincent objęły nie tylko skład, ale też sferę produkcyjną płyty – wygląda na to, że stając się właścicielem Młyna Zawadka zapewniłeś zespołowi nie tylko miejsce prób, ale też studio, bo właśnie tam nagraliście „Space“?

Piotr: Ja jedynie przygotowałem miejsce i warunki do tego, żeby można było w spokoju i komforcie nagrywać, natomiast wyposażeniem i sprawami technicznymi zajął się Jafo. Próby odbywają się zarówno w studio, jak i na dużej scenie sali w Młynie Zawadka. Jesteśmy w ten właśnie sposób zupełnie niezależni: zarówno czasowo, sprzętowo i pod kątem miejsca. Dysponujemy też pokojami gościnnymi dla chcących zarejestrować swoje utwory w naszym studio.

To chyba idealna sytuacja, bo nie trzeba się nigdzie spieszyć, nie ma większej presji – nic tylko tworzyć i nagrywać?

Jafo: Dokładnie. Najgorszą rzeczą przy nagraniach i produkcji jest presja czasu, która oczywiście przekłada się na finanse. Mieliśmy i mamy ten komfort, że nikt czasowo nas nie ograniczał i nie ogranicza. Dzięki temu mogliśmy w spokoju sprawdzić wiele koncepcji, a nasze głowy pozostawały otwarte na nowe pomysły. Nie było parcia na „szybkie” produkowanie utworów, nie było parcia na konwencję 3 minuty 20 sekund (śmiech), dzięki czemu nasze utwory mają wstęp, rozwinięcie i zakończenie (śmiech). Mamy nadzieję, że ten „luz” i swobodę słychać na naszej płycie. Założeniem naszym było również pozostawienie nieco „brudu” w brzmieniu, nie wykańczanie partii instrumentalnych i wokalnych w sposób oczywisty i idealny, jak to ma miejsce w zdecydowanej większości produkcji studyjnych.

Jedno jest jednak niezmienne, bo ponownie pracowaliście z Wojtkiem Kochankiem, który zmiksował płytę i wykonał mastering gotowego materiału?

Piotr: Stara miłość nie rdzewieje, więc jedynym i oczywistym rozwiązaniem było zaprosić Wojtka do współpracy nad trzecią już płytą. Jak za każdym razem, tak i teraz Wojtek pokazał, że jest człowiekiem bardzo wszechstronnie traktującym muzykę i jego sposób pracy nie ogranicza się do stosowania stałych patentów brzmieniowych. Na „Space“ pokazał światowe podejście do brzmienia, jak i do pokazania Vincent w innej odsłonie. Dzięki niemu utwory nie brzmią klasycznie, za to czuć w nich tzw. „american sound”. Jesteśmy pełni podziwu dla niego za sposób i podejście do pracy nad naszą płytą, a prywatnie uważamy go za prawdziwego przyjaciela.

Pandemia sprzyjała twórczej pracy, mimo tych wszystkich ograniczeń i przytłaczającej atmosfery?

Jafo: Jaka pandemia??? My będąc na wsi nie zauważyliśmy niczego niepokojącego (śmiech). A tak poważnie, to lockdown dał nam więcej czasu na dopracowywanie piosenek.

Płyta CD nie jest już w dobie streamingu dobrem tak pożądanym jak w latach 80. i 90. – dlatego uznaliście, że skoro już wydajecie „Space“ na tym nośniku, to owa edycja musi się czymś wyróżnić, stąd pomysł trójwymiarowej okładki?

Piotr: Uważam streaming za „zło konieczne” (śmiech). Chcemy za każdym razem dać naszym fanom fizycznie coś wyjątkowego, namacalnego i magicznego. Długo myśleliśmy nad konwencją okładki i pomysł przedstawiony przez Dawida Szatarskiego skłonił nas do poszukiwań technicznego rozwiązania i produkcji okładki 3D. Wieloletni przyjaciel zespołu Irek Sikorski umożliwił wydanie tej płyty w takiej właśnie formie. Sami równie dobrze bawimy się tą okładką, obserwując jak astronauta obraca się w przestrzeni, a logo Vincent eksploduje. Plusem posiadania tego CD w wersji limitowanej jest też bardzo wysoka jakość dźwięku, co nie idzie czasem w parze ze streamingiem lub publikacjami na YouTube.

Wersja winylowa też będzie miała okładkę 3D? A swoją drogą to chyba idealny nośnik dla ciężkiego rocka i do tego w końcu udało się wam zrealizować marzenie, żeby muzyki Vincent można było posłuchać również z czarnego krążka?

Jafo: Było to zawsze naszym marzeniem, żeby wydać „Space“  w formie płyty winylowej. Również do tego wydawnictwa podchodzimy bardzo poważnie, okładka również będzie w wersji 3D, natomiast sam krążek nie będzie czarny... Słuchanie płyty tzw. „trzeszczącej” powoduje ciarki i jest rzeczywiście czymś wyjątkowym i na swój sposób magicznym.

Jako pierwszy upubliczniliście mocny, mroczny numer „Szepty“, co było dość nieoczywistym krokiem, zważywszy, że jest na tej płycie sporo potencjalnych przebojów?

Piotr: Jak wspomniałem na wstępie, żadna stylistyka nas nie ogranicza, nikt, nic nam nie każe pisać piosenek w określony sposób i w określonym stylu. „Szepty” pomimo mrocznej koncepcji również wpisuje się w konwencję płyty i stanowi nieodłączny element całości.

Jafo: Rzeczywiście styl „Szeptów” stanowi pewien swoisty klimat, dzięki któremu słuchacz przenosi się do nieco innego wymiaru. Riff utworu o zabarwieniu nieco egzotycznym sprawia, że utwór wyróżnia się spośród pozostałych nadal pozostając w stylistyce nowego Vincent. Pomimo ciężkiego brzmienia jest zachowany przebojowy styl refrenu, który powinien pozostawić coś słuchaczowi po jego wysłuchaniu.

Teledysk robi ogromne wrażenie – życie poza miastem też ma swoje plusy, bo można znaleźć takie ciekawe miejsca, w których w dodatku nikt nie przeszkadza? (śmiech). No i kolejny atut, udział Anny Achimowicz z Rock Dance Theatre, jak doszło do waszej współpracy?

Piotr: Sprawcą tych „mrocznych” i „pokręconych” kadrów klipu jest Piotr Zawadzki (Studio Czorny). Reżyseria, stylizacja, wybór miejsc do zdjęć, zdjęcia na wewnętrzną stronę okładki płyty i montaż - to również jego dzieło. Ania Achimowicz została zaproszona bezpośrednio przeze mnie i wybór ten był bezsprzecznie oczywisty. Profesjonalne i artystyczne podejście zarówno Piotra, jak i Ani przy współpracy całego zespołu, zaowocowały właśnie tym nieco mrocznym filmem.

Drugie wideo „Nie bój się“ miało być z założenia czymś przeciwstawnym, luźniejszym i bardziej rock 'n' rollowym, to ukazanie innego oblicza Vincent?

Jafo: Tak. Chcieliśmy zdradzić, jak wygląda naprawdę dzień z pracy naszej ekipy. To, że nie jesteśmy do końca „normalni” udało się pokazać właśnie w tym klipie. Humor, praca, pizza u nas nie równa się z sex drugs & rock’n roll (śmiech). A tak poważnie - klip do „Nie bój się” miał być kontrastem do „Szeptów”, żeby nie zaczęto nas utożsamiać z leśnymi ludkami na dodatek zombie. (śmiech)

Nie można nie dostrzec radiowego potencjału tego albumu i z tego co wiem coś się faktycznie w tej kwestii dzieje, co pewnie bardzo was cieszy, bo promocji nigdy za wiele?

Piotr: To prawda, pozyskaliśmy wielu patronów medialnych takich, jak Radio Wnet, Radio ProRock, Radio Praga, Radio SOK, Pro-Radio, Heavy Metal Pages, Wyspa FM, Szarpidrut.pl...

Bardzo nas cieszy zainteresowanie mediów naszą płytą i liczymy na szeroką prezentację na ich antenach.
Duże stacje radiowe, prywatne i publiczne, zamknęły się jednak na rocka. Nie sądzicie, że to dziwne? Skoro za najgłębszej komuny, przy raptem czterech programach radiowych i dwóch telewizyjnych, można było usłyszeć w nich każdą muzykę, od Janusza Laskowskiego, przez Czerwone Gitary, aż do Niemena, Budki Suflera czy różnych odmian jazzu, nawet tego free czy awangardowego, dlaczego teraz nie jest to możliwe i nie daje się słuchaczom żadnego wyboru?

Piotr: Media mainstreamowe stały się mega komercyjne, niedostępne dla „normalnych śmiertelników”, w związku z czym odpowiedzią jest to, co można na ich antenie usłyszeć. Wszyscy doskonale wiemy, że procentowy udział polskiej muzyki w stacjach komercyjnych jest znikomy. Niezmiernie cieszy nas powstanie alternatywnych, niezależnych stacji radiowych, które z przyjemnością i bez żadnej łaski chętnie prezentują naszą muzykę. Staramy się zrewanżować, dając naszą muzykę w postaci nagród w konkursach organizowanych przez te rozgłośnie.

Plus jest jednak taki, że mamy internet, więc każdy może słychać tego, co lubi – jedyny problem jest taki, że musi wiedzieć, iż ukazało się coś, co może go zainteresować, wracamy więc do tematu promocji, popularyzowania zespołu, który, chociaż w waszym przypadku dość znany, wśród fanów ciężkiego rocka na pewno rozpoznawalny, jakoś nigdy szerzej nie zaistniał?

Piotr: Każdorazowo staramy się dotrzeć do jak najszerszej rzeszy odbiorców, więc tylko za pośrednictwem i przy pomocy mediów społecznościowych, jak i mediów takich, jak HMP możemy pokazać swoją twórczość. Jesteśmy niezwykle wdzięczni i zobowiązani wszystkim, którzy wspierają nasze działania i zdają sobie sprawę, że są to w zasadzie działania non-profit. Vincent nie zaistniał dotychczas szeroko, ponieważ media mainstreamowe nie są przychylne propagowaniu polskiej muzyki rockowej i ograniczają się do emisji wyłącznie znanych wykonawców.

Będą więc kolejne teledyski czy lyrics wideo z tej płyty, skoro na tę chwilę trudno planować jakiekolwiek działania koncertowe?

Jafo: Naszym założeniem jest zrobienie klipów lub lyrics video do wszystkich utworów z płyty „Space“. Niektóre z nich będą „wyżej budżetowymi” produkcjami, a nad innymi popracujemy sami. Póki co będziemy się spotykać z fanami na liveach online, dopóki sytuacja koncertowa nie ulegnie zmianie. Tęsknimy za sceną i za fanami.

Liczycie, że po unormowaniu się sytuacji – oby jak najszybszym – koncerty wrócą i zaczniecie promować „Space“ również live, czyli w środowisku najbardziej naturalnym dla rockmanów?

Piotr: Vincent zawsze był i pozostanie „zwierzęciem koncertowym” i jest to dla niego naturalne środowisko. Nie możemy doczekać się, żeby podać fanom „Space“ w formie live. Na pewno nas koncerty promujące płytę przygotujemy wiele niespodzianek.

Słyszy się głosy, że ludzie mogą odwrócić się od koncertów, obawiając się tłumu, etc., ale wydaje mi się, że przy zachowaniu środków bezpieczeństwa, szczepionkach, etc., prawdziwi miłośnicy muzyki nie zrezygnują z udziału w nich, bo to jednak zupełnie inne doznania i emocje, niż przy słuchaniu, nawet, najciekawszej, płyty?

Jafo: W pełni zgadzam się z tym, że koncerty na żywo są widowiskami samymi w sobie, w każdym miejscu wywołującymi inne wrażenia. Co do szczepionek, środków ostrożności - myślę, że uczestnicy koncertów doskonale wiedzą, jak mają się zachować. Na pewno koncerty nie znikną z mapy wydarzeń na świecie, a jeśli ktokolwiek będzie chciał do takiej sytuacji doprowadzić, to pewnie przeniosą się do tzw. „podziemia”. Wiadomo wszystkim, że zakazany owoc smakuje najlepiej.

Jak więc fani mogą zdobyć CD bądź LP „Space“? Są dostępne w regularnej sprzedaży, czy tylko wysyłkowo, za pośrednictwem waszej strony?

Piotr: Tym razem dystrybucja płyt ogranicza się do sprzedaży bezpośredniej przez priv na Facebooku, tj. u mnie (Piotr Sonnenberg) i u naszego gitarzysty (Jarek „Jafo” Michalski). Można również zakupić je w sklepie internetowym u naszego patrona medialnego, czyli na Prowinylcd.com. LP ukaże się w kwietniu 2021 w limitowanej edycji 3D. Dodatkowo fani już w kwietniu mogą liczyć na gadżety i odzież związaną z płytą „Space“ (t-shirts, longsleeves, kominy).

Wojciech Chamryk

140_fatum-158x600-singiel.png

Goście

3640304
DzisiajDzisiaj408
WczorajWczoraj778
Ten tydzieńTen tydzień4548
Ten miesiącTen miesiąc12382
WszystkieWszystkie3640304
35.173.234.169