Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 96sm

Szukaj na stronie

 
 UWAGA !!! 
         
Drukowaną, kolekcjonerską wersję 
 HMP Magazine 
możecie zamówić pisząc na adres:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.
 
 

SOFT MACHINE – Bundles

 
(1975 Esoteric / Harvest)
Autor: wasz Pit

softmachine-bundles

Utwory: 1. Hazard Profile Part One, 2. Hazard Profile Part Two (Toccatina), 3. Hazard Profile Part Three, 4. Hazard Profile Part Four, 5. Hazard Profile Part Five, 6. Gone Sailing, 7. Bundles, 8. Land Of The Bag Snake, 9. The Man Who Waved At Trains, 10. Peff, 11. Four Gongs Two Drums, 12. The Floating World

Skład zespołu: Roy Babbington – Bass Guitar, Allan Holdsworth – Electric, Acoustic and 12-string Guitars, Karl Jenkins – Oboe, Piano, Electric Piano, Soprano Saxophone, John Marshall – Drums, Percussion, Mike Ratledge – Organ, Electric Piano, Synthesiser

 

Fusion – muzyka, którą chude guwernantki straszyły rozwydrzone brytyjskie bachory w latach 70-ch ubiegłego stulecia. Wiem, że wielu ortodoksyjnym fanom zespół Soft Machine zawsze będzie się kojarzył z osobą pozytywnego wariata Roberta Wyatta, który może nie był błyskotliwym wokalistą, ale wnosił do grupy luz, humor i na pewno oryginalny styl gry na perkusji. Również i dla mnie, starego muzycznego masochisty, lata największej świetności artystycznej Soft Machine, to bezkompromisowy album „3”. Okres „postwyattowski” wyznaczają płyty może nie mniej ambitne ale coś uleciało a rotacje personalne w grupie śledzili już jedynie najbardziej zagorzali fani oraz dociekliwi do obłędu dziennikarze.

Jednak warto pochylić się nad albumem „Bundles”, który jest niewątpliwie cezurą w historii tej oryginalnej grupy. I to z trzech powodów – pierwszy, najbardziej banalny i od razu zauważalny, to zerwanie z numeracją i nadanie albumowi tytułu :) Drugi to zmiana wytwórni płytowej – od 1975 roku grupa na kilka lat trafiła pod skrzydła Harvest w ramach koncernu EMI. Trzeci powód to oczywiście muzyka. Utwory mimo wpasowania w suitową konstrukcję są krótsze, ich forma bardziej rockowa (czasami zauważalny układ zwrotka-refren-zwrotka-bridge-refren – „Hazard Profile Part One”) a okrojone improwizacje dostosowane do tej formuły są wręcz podręcznikowo podzielone na poszczególnych muzyków.

Pierwszą stronę albumu prawie w całości zawiera rozbudowany pięcioczęściowy utwór „Hazard Profile”. Ciężar zmagania się z materią muzyczną na płycie wziął na siebie Karl Jenkins – piąta część rozbudowanej kompozycji („Part Five”) oddaje także potęgę szaleństwa jego improwizacji. Krótsze utwory z drugiej strony są również połączone, chociaż całość wydaje się mniej spójna. Perkusista John Marshall został na wiele późniejszych lat filarem grupy i jego styl gry bardzo mi odpowiada – jest chyba bardziej zdyscyplinowany, mniej szalony od Wyatta ale wyśmienicie wpasowuje się w nowe oblicze grupy. Popis jego umiejętności na rozmaitych talerzach, dzwonkach i innych instrumentach perkusyjnych mamy w utworze „Four Gongs Two Drums”. Płytę kończy doskonały utwór, niemal oniryczny „The Floating World”. Prawie wcale nie czuć w nim klimatu fusion ale jest dobrym zabiegiem – po skończeniu płyty wyczuwa się pewien niedosyt.

Jedyny muzyk kojarzony ze starym składem grupy, klawiszowiec Mike Ratledge, objawia nam się jako autonomiczny kompozytor w dwóch króciutkich utworach „The Man Who Waved At Trains” oraz „Peff”, w którym ponownie szaleje na dęciakach Jenkins. Ale nie jest to jazzowy rozmach, tym bardziej, że Ratledge częściej statystuje w improwizacjach pozostałym muzykom a zwłaszcza jednemu, o którym za chwilę. Właśnie – najjaśniejszym punktem na tej płycie jest Allan Holdsworth. Nikt inny, jak on nie sprawdza się lepiej w roli ikony łączącej jazz z rockiem – młodzież odsyłam do U.K., Tempest, Gong, czy zespołu Billa Bruforda. Część osób zarzuca mu, że na każdej płycie rockowej (czy też żeby być correct – progresywnej) gra tak samo, używa tych samych ozdobników, sztuczek technicznych i brzmień. Złośliwi mogliby nazwać to manierą – ja użyłbym terminu styl. I to prawda – rzadko który gitarzysta jazzowy jest tak rozpoznawalny przez fanów rocka. Tym bardziej, że „Bundles” jest płytą, na której Allan najmniej „szarżuję” ze wszystkich swoich płyt w ramach projektów rockowych. Tworzy z pozostałymi muzykami doskonałą całość i gra momentami chyba w najbardziej rockowy sposób w całej swojej karierze („Hazard Profile Part One” oraz „Land of the Bag Snake”). Polecam dla niego!

Ocena: mocne 4 na 6 możliwych.

baner_oskar gif.gif ma_week_gif-gif.gif baner_lone assembly.gif baner_oh.gif maiden_united_bannery-v70_01.gif baner_158x600_mtwa.gif mrpun_h-158x600.gif

Goście

7785508
DzisiajDzisiaj2105
WczorajWczoraj3508
Ten tydzieńTen tydzień5613
Ten miesiącTen miesiąc96961
WszystkieWszystkie7785508
18.97.14.86