Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 79sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

open park m

legendy metaluiuy m

katatoniaaak 2 m

accept posterb1yyy m

helloween i hammerfallzzz m

vdgg plakat nowe daty m

steelpanther 2022pol m

 

PALE MANNEQUIN - Colours Of Continuity

 

(2021 Ambient Media House)
Autor: Wojciech Chamryk
 

pale mannequin colours of continuity s 

Tracklist:
1. The Sleeper (4:23)
2. Inkblot (5:47)
3. Scattered (4:08)
4. Most Favorite Trap (5:46)
5. Inertia (8:30)
6. Maniac's Mind (5:05)
7. Colours of Continuity (10:52)
8. In Mono (6:02)
               
Lineup:
Tomasz Izdebski - vocals, guitars
Grzegorz Mazur - vocals, guitars
Dariusz Goc - bass
Jakub Łukowski - drums
             
Okazało się, że już w trakcie sesji nagraniowej debiutanckiego albumu „Patterns In Parallel” (2019) muzycy Pale Mannequin tworzyli materiał na kolejną płytę. „Colours Of Continuity” została zarejestrowana rychło po premierze debiutu, w okresie listopad 2019 - marzec 2020, tak więc zespół zdążył z większością prac przed rozpoczęciem pandemii; pozostał tylko miks i mastering, dzieło Magdy i Roberta Srzednickich z Serakos Studio. Album ukazał się dopiero w maju tego roku, ale warto było poczekać. Nie tylko z racji formy wydania CD (a warto zapoznać się z zawartością, bardzo efektownego od strony edytorskiej, digibooka), ale też samej muzyki. Progresywny rock Pale Mannequin stał się bowiem znacznie ciekawszy i barwniejszy, zyskując przy tym na dynamice  – „Colours Of Continuity” przebija „Patterns In Parallel” pod każdym względem, a to przecież udany i dopracowany materiał. Mamy tu więc charakterystyczny dla zespołu klimat i sporą dozę melancholii w bardzo melodyjnym wydaniu (opener „The Sleeper”, przepiękny „Inkblot”, na poły balladowy „Maniac`s Mind”), coś, co na pewno zainteresuje fanów Riverside, ale też na przykład Pink Floyd albo i Snowy'ego White'a z okresu „White Flames”. Równie dobrze prezentują się szlachetnie przebojowe kompozycje singlowe: zróżnicowana rytmicznie i aranżacyjnie, dłuższa „Most Favourite Trap” i „Scattered”, potwierdzając, że w żadnym razie nie jesteśmy skazani na radiowe katusze z dźwiękami muzykopodobnymi, o ile oczywiście znajdzie się ktoś zainteresowany ich emisją. Nastąpiło też twórcze rozwinięcie innych wątków z debiutu, bo już wtedy Pale Mannequin lubił dla kontrastu zabrzmieć mocniej. Dlatego „Inertia”, początkowo fajnie kojarząca mi się z Budką Suflera z okresu pierwszych LP's, ma też niemal metalowe momenty (choćby doomowy riff w zwolnieniu), a w mrocznym utworze tytułowym mamy z kolei nie tylko surowiej brzmiące partie, ale też wokale ocierające się o growling. Z kolei fanów typowo progresywnej stylistyki pewnie najbardziej ucieszy finałowy „In Mono”, ale nie będę zdradzał co i jak, warto posłuchać i odkryć samemu wszystkie smaczki tej długiej kompozycji. Zaciekawia też warstwa tekstowa, bo jak wyjaśnia lider grupy Tomasz Izdebski: „ Inspirowaliśmy się tym, jak często nie jesteśmy w stanie dostrzec rzeczy z powodu zbyt wąskiej perspektywy, bycia zbyt blisko wydarzeń, które próbujemy analizować. Zrobienie kroku w tył i spojrzenie z daleka pozwala zrozumieć, dostrzec odcienie pośród tytułowych kolorów, podczas gdy z bliska – bywają one nie do odróżnienia. Sporo tekstów jest odniesieniem do potrzeby nieustannej kategoryzacji otaczającej nas rzeczywistości”. Powstała więc piękna i pod każdym względem urozmaicona płyta, kolejny dowód na to, że polski rock progresywny wciąż ma się bardzo dobrze.
(6)
Wojciech Chamryk
140_fatum-158x600-singiel.png 141_evil158x600.gif 142_sepultura158x600.gif

Goście

3661518
DzisiajDzisiaj131
WczorajWczoraj881
Ten tydzieńTen tydzień4138
Ten miesiącTen miesiąc14941
WszystkieWszystkie3661518
3.236.23.193