Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 85sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

lamb of god kreatorpw m

crystal viperbs m

beast in blackpw m

helliconx metal festival 2023nwpskx m

helstarbs m

soilwork i kataklysmpw m

metal hammer festival 2023knl m

hard rock heroes festival 2023 1nwpskx m

blind guardian plakatnwpskx m

DAWN ZERO - Black Celebration

 

(2021 Art Gates)
Autor: Iga Gromska
 

dawnzeroblackcelebration s 

Tracklist:
01 - Vampire
02 - Electricfire
03 - My Own Star
04 - Pure Darkness
05 - Manifested Temptation
06 - Undergods
                    
Christian Supersixx, mastermind projektu Dawn Zero, z pewnością jest człowiekiem kreatywnym, a do tego bardzo dobrym producentem. Słychać to w najdrobniejszych detalach „Black Celebration”, albumie eksplorującym możliwości dość trudnego gatunku, jakim jest metal industrialny. Supersixx nie jest w tej kwestii nowicjuszem – to założyciel i były wokalista industrialnego składu Killus (który też nie próżnuje, bo nie tak dawno wydał płytę „Devilish Deeds”). Czy nowy projekt Christiana to ciekawsza propozycja? Być może, w tym samym okresie, kiedy Killus wypuszczał nowy krążek, on zrobił cover klasycznego kawałka Misfits, „We Are 138”, niekoniecznie mocno go „industralizując”, poza swoim mansonowskim wokalem czy bardziej metalicznym brzmieniem gitar. Na „Black Celebration” eksperymentuje o wiele mocniej. To płyta w sporej części elektroniczna i choć znalazły się tu cięższe, gitarowe klimaty, choćby w postaci otwierającego album „Vampire” czy „My Own Star”, są też i bardziej klubowe kawałki idealne pod ostrzejszy rave („Electricfire” przełamywany metalcore’owym momentami wokalem czy rytmika „Just Burn The Witch”). Są i aranże na smyczki połączone z ostrym riffowaniem w „Golden Word Of God” Wokalnie, jak to często w tym gatunku, mamy pełne spektrum. Od spokojnych, czystych linii w „Pure Darkness” po przesterowane screamy we wspomnianym „Golden Word Of God” czy czystą agresję w „Crosses”. Aranżacyjnie najciekawszy wydaje się być „Black Celebration”, z wykorzystaniem przypominających syreny dźwięków, czy niepokojących, mrocznych synthów i industrialnych gitar. Odnoszę wrażenie, że byłby to dobry soundtrack do jakiejś klasycznej retro gry, tym bardziej, że jest to przyjemnie rozpisany, narastający emocjonalnie instrumental (pomijając chórki). Właściwie album wydaje się po tym dość asekuracyjnym opisie całkiem niezły, ale jest jeden problem, który widać już po tym, że najprzystępniejsza kompozycja to ta pozbawiona wokalu Supersixxa. Nie chodzi o to, że jest złym wokalistą – przeciwnie, w swoim gatunku właściwie nie miałby zbyt dużej konkurencji, szczególnie, że jest częścią tej sceny od ponad dwudziestu lat. Chodzi o całą tą otoczkę, wyczuwalną także w kompozycjach, którą wokół siebie tworzy – pretensjonalnej, na siłę tajemniczej, do tego stopnia ciężkiej, że aż przerysowanej, co jest bolączką zbyt niedaleko leżących zespołów metalcore’owych. Na dłuższą metę trudno to wytrzymać bez grymasu zażenowania porównywalnego z przesłuchiwaniem niektórych pomysłów Marilyna Mansona (którego wpływ, szczególnie jeśli chodzi o manierę wokalną, nie może pozostać niezauważonym), a do tego stylu jest Dawn Zero bliżej, niż choćby do Ministry. I nie ma też znaczenia, że płytę współtworzyli Snowy Shaw (powiązany z King Diamond, Sabaton, Dimmu Borgir) czy Ash (Devildriver, Static-X) – szczerze mówiąc, mimo współpracy nie w jednym, a kilku kawałkach, trudno jest mi usłyszeć ich większy wpływ. To też oczywiście kwestia osobistych muzycznych preferencji, więc trudno tu zachować obiektywność bez częstszego kontaktu z industrialem, który częściej jednak drażni niż mi się podoba. A że recenzje są jednak kierowane subiektywizmem, szczerze przyznam, że „Black Celebration” przez większość czasu jednak mnie drażniło. Warto docenić kreatywność aranżacji czy świetną produkcję, jeśli jednak chodzi o rodzaj eksperymentu w metalu – nie dla mnie. Za dużo tu sztucznej kreacji, a za mało duszy.
(2,5/6)
Iga Gromska
142_mag_baner5.png 138_mag_baner1.png 141_mag_baner4.png 140_mag_baner3.png 143_mag_baner6.jpg 144_mag_158x600px_72_dpi.jpg 139_mag_baner2.png

Goście

4228017
DzisiajDzisiaj1008
WczorajWczoraj2363
Ten tydzieńTen tydzień7151
Ten miesiącTen miesiąc18297
WszystkieWszystkie4228017
44.212.99.248