Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 75sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

kat roman kostrzewskiazq m

vaderazq m

doroplakatze m

nightwishposterz m

opethposterz m

epicaposterz m

richie kotzenposterz m

helloween nowadata m

laibachposterz m

mystic festivalzz m

evanescenceposterz m

van der graaf generator m

deeppurple 2021 posterb1mn m

fish posterb1 2021 v2ze m

tarja 2021 posterb1 m

 

Rhapsody of Fire, The Unity, Skeletoon - Warszawa - 24.02.2020

 

RHAPSODY OF FIRE, The Unity, Skeletoon - Progresja Music Zone - 24 lutego 2020

Poniedziałek nie jest najlepszym dniem do organizacji koncertów. Po pierwsze, ludzie są zmęczeni po poweekendowym powrocie do pracy, a po drugie – jest to po prostu poniedziałek. Organizatorzy opisywanego przeze mnie koncertu wyszli jednak z nieco innego założenia - przedłużą fanom power metalu weekend. Zaprosili więc 24 lutego 2020 roku do Warszawy, po ośmioletniej przerwie, Rhapsody of Fire, którym towarzyszyli również The Unity oraz Skeletoon. Zaprosili także fanów wspomnianych zespołów, choć niestety frekwencja pokazała, że poniedziałek pozostanie poniedziałkiem i wiele osób odpuściło sobie (zapewne z wielkim bólem) concert Włochów. Ja na szczęście znalazłem chwilę i wybrałem się do Progresji oberwać konkretną dawką metalu.

Pierwsi na scenie, przy dość skromnej jak na Progresję publiczności, zaprezentowali się Skeletoon. Wesoła grupa Tomiego Foolera grała nam przez 30 minut, choć grała to mało powiedziane. Podczas wielu numerów, oprócz wygłupów na scenie i uśmiechania się bez przerwy, gitarzyści biegali po sali zaczepiając publikę grając jednocześnie solówki. Do ludzi wyskoczył również sam Tomi i śpiewał wraz z ludźmi refreny piosenek. Setlista składała się głównie z numerów z najnowszej płyty “They Never Say Die” poświęconej filmowi “The Goonies”, choć zespół nie wyparł się również dwóch poprzednich krążków i wybrał z nich najbardziej znane smaczki. Występ “kreskówkowego” zespołu uważam za bardzo udany I liczę, że będę miał okazję ich zobaczyć w nieco dłuższym secie.

Drudzy tego wieczoru zaprezentowali się The Unity – grupa powstała na zgliszczach formacji Love.Might.Kill wraz z legendarnym już Henjo Richterem z Gamma Ray na gitarze. Zespół pojawił się po raz pierwszy w Polsce, lecz został przyjęty naprawdę entuzjastycznie przez widownię i nie był jej obcy. Zgromadzeni na koncercie znali grane przez grupę utwory, które w większości pochodziły z płyty “Rise” z 2018 roku, choć znalazło się również miejsce na dwa kawałki z debiutu oraz cover Gamma Ray - “Send Me a Sign”. Formacja niebawem wydaje swój nowy album, więc by w pewien sposób zapowiedzieć nadchodzące dzieło, zagrali także wydanego już singla “We Don’t Need Them Here” - jak na razie mój faworyt jeśli chodzi o tę grupę. Koncert był przedni i zainteresował mnie najbardziej ze wszystkich trzech grających zespołów tego wieczoru. The Unity wywarli na mnie naprawdę wielkie wrażenie i mam nadzieję, że niebawem wrócą do Polski jako headlinerzy, bo godzina to było dla mnie za mało!

Na sam koniec danie główne - Rhapsody of Fire! Nigdy wielkim fanem zespołu nie byłem, lecz miło i warto było wpaść na ich koncert - w końcu wrócili do nas aż po 8 latach! Na setlistę złożyła się cała nowa płyta - "The Eighth Mountain", co było dla mnie ciekawym zabiegiem, gdyż mało który zespół decyduje się na granie wszystkich utworów z najnowszej, promowanej płyty. Z jednej strony bardzo doceniam grupę, bo każdy utwór jest w ten sposób "żywy", lecz z drugiej strony usłyszeliśmy także kawałki, które się strasznie dłużyły, w tym 9-minutowego kolosa "March Against the Time". Nie mówię, że kompozycje z nowej płyty są słabe - wręcz przeciwnie. Zagranie ich wszystkich, jeden po drugim jak na płycie, wprowadzało jednak pewną monotonię, gdyż każdy znający najnowsze dzieło Włochów wiedział, który utwór zespół zagra jako kolejny. Był to najczęściej występujący w pokoncertowych rozmowach minus setlisty.

Oprócz promowania nowej płyty zespół świętował również 20-lecie wydawnictwa "Dawn of Victory", z której nie omieszkał zagrać nam aż 5 utworów. Tutaj publika reagowała znacznie żywiej - w końcu band Staropoliego gra klasyki Rhapsody! Oprócz takich oczywistości jak “Dawn of Victory”, “The Village of Dwarves” i “Holy Thunderforce” dostaliśmy także takie kąski jak “Triumph for My Magic Steel” oraz “Dargor, Shadowlord of the Black Mountain”. Nie było to jednak wszystko, co zespół miał w swojej ofercie tego wieczoru. Na bis dostaliśmy aż 3 kawałki (na poprzednich koncertach był tylko jeden) w postaci murowanych klasyków od Włochów. Zestaw “The March of the Swordmaster”, “Land of Immortals” i “Emerald Sword” z przytupem zakończył dwugodzinny set w Progresji. Set jak najbardziej solidny i dobrze wykonany, a to co mnie najbardziej urzekło to fakt, iż zespół wyszedł do ludzi po koncercie. Wielki szacunek, gdyż mało który band tej klasy jest w stanie po dwugodzinnym secie za darmo (!) spotkać się z fanami, podpisać fanty i zrobić z nimi zdjęcia. Był to jednak koncert, który spodobał mi się najmniej z całej trójki, która zaprezentowała się w Polsce tego wieczoru.

Poniedziałkowy wieczór w Progresji należał do jak najbardziej udanych, a przy wyjściu udało mi się również zamienić parę słów z członkami The Unity i Skeletoon. Mam nadzieję, że supporty spotkamy znów w Polsce wcześniej niż myślimy, a na Rhapsody of Fire nie będziemy musieli czekać kolejnych 8 lat. To teraz czas na koncert ekipy Turilli/Lione…

Maciej Uba

122_bluespills_158x600px_eu.gif 120_destruction_158x600px_eu.gif 120_slider_ot.gif 121_primalfear_158x600px_eu.gif

Goście

3328293
DzisiajDzisiaj661
WczorajWczoraj1479
Ten tydzieńTen tydzień8640
Ten miesiącTen miesiąc34271
WszystkieWszystkie3328293
3.219.167.194