Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

 

 

hmp 97sm

Szukaj na stronie

 
 UWAGA !!! 
         
Drukowaną, kolekcjonerską wersję 
 HMP Magazine 
możecie zamówić pisząc na adres:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.
 
 

Sabaton, Nocny Kochanek, Avatar - Kraków - 23.08.2022

SABATON, Nocny Kochanek, Avatar - Tauron Arena, Kraków - 23 sierpnia 2022

Kraków to dość urokliwe miasto, gdzie historia w dość naturalny sposób miesza się z nowoczesnością. Jak w wielu takich miejscach będących konglomeratem kulturowym oraz turystycznym, można wpaść tam na różnej maści freaków. Jest to jeden z elementów tego miasta, do którego miejscowi zdążyli się już przyzwyczaić. Jednak tamtego wieczoru nagromadzenie dziwaków mogło nieco zaskakiwać. Na przykład obok słynnego Lajkonika hasał sobie koń Rafał na białym rycerzu. Jegomoście żebrzący o słynne „cudzesy” też wyglądali nieco inaczej, a Kapitan Bomba chyba nieco zboczył z kursu w poszukiwaniach słynnego minerału. Nie mówiąc już o najeździe szwedzkich pogan, którzy szli ramię w ramię z powstańcami warszawskimi. Ale po kolei.

Cały show rozpoczął się występem szwedzkiej grupy Avatar. Trochę dziwi mnie fakt, że kapela tej rangi dostała do dyspozycji jedynie czterdzieści minut, ale cóż. W końcu godząc się na rolę suportu, trzeba się z liczyć z tego typu urokami. Co by jednak nie mówić, chyba każdy się zgodzi, że chłopaki doskonalewykorzystali ten krótki czas, który mieli do dyspozycji. Dużym atutem tej kapeli jest jej frontman Johannes Eckerstorm. Gość nie tylko umie nawiązać świetny kontakt z publicznością, ale też rozbawić ją swym komicznym zachowaniem. Było to istotne o tyle, gdyż Avatar grający mieszankę melodyjnego death metalu z metalcorem i innymi podobnymi wynalazkami stylistycznie odstaje od pozostałych dwóch zespołów, które miały się tego wieczoru pojawić na scenie. A pod nią zgromadzili się fani klasycznego heavy oraz pełnego melodii power metalu.

Po występie Szwedów w czerwonych gaciach nadszedł czas na gwiazdę wszystkich Juwenaliów i innych podobnych wynalazków oraz stały punkt playlist wszystkich mniej lub bardziej zakrapianych imprez. Przed nami Nocny Kochanek. Jakkolwiek jestem w stanie zrozumieć, że dość prymitywna mieszanka menelskiego humoru i prostackich seksualnych podtekstów nie każdemu musi odpowiadać, to jednak rasowy heavy grany przez ekipę ze Skarżyska- Kamiennej powinien zostać doceniony przez miłośników klasycznego metalowego grania. Wielu z nich, sądząc po znajomości tekstów, było z twórczością Nocnego Kochanka obeznanych. W pewnym momencie Krzysiek Sokołowski stwierdził, że dawno nie grał przed cudzą publicznością i zastanawia się, jak właściwie jest w tym momencie odbierany. W odpowiedzi usłyszał chóralne „pokaż dupę!” (jest to stały element koncertów tych wesołków). Jak się zapewne domyślacie, prośba została spełniona. Jeśli chodzi o dobór repertuaru, to pojechali kanonem oraz kilkoma utworami z nadchodzącej płyty „O jeden most za daleko”. Do pełni szczęścia zabrakło mi tylko „Dziewczyny z kebabem”. A wydawałoby się, że ten numer to część ich żelaznego repertuaru.

Punktualnie o 21:30 ustawiona na scenie replika czołgu wystrzeliła i rozpoczął się show gwiazdy wieczoru. Zresztą czołg nie był jedynym wojennym elementem zdobiącym scenografię. Właściwie cała dekoracja była stylizowana na jedno wielkie pole bitwy. Po bokach były ustawione wielkie ekrany odwołujące się do promowanej tą trasą najnowszej płyty zatytułowanej „The War to End All Wars”. Środek zaś wypełniał wielki telebim, na którym wyświetlały się różne bitewne sceny przeplatane aktualnym koncertem. Koncertem, na którym oczywiście jak to w przypadku Sabaton się sporo działo. Joakim Broden co rusz popisywał się swoją znajomością polskiego, wychodząc poza kultowe „jeszcze jedno piwo” czy oklepane do bólu „kurwa”. Dopuszczał też do mikrofonu innych członków zespołu (dość zabawnym skutkiem ubocznym było niedopuszczenie go do głosu przez Tommy’ego Johanssona). Jak już wspominałem, krakowski koncert był częścią trasy promującej album „The War to End All Wars”, więc spora część zagranych utworów pochodziło właśnie z niego. Nie obyło się oczywiście bez starszych kawałków oraz żelaznej klasyki i oczywiście polskich akcentów („40:1”? Było. „Uprising”? Było.). Koncert nie był oczywiście pozbawiony niespodzianek. W pewnym momencie na scenę ponownie wparował Krzysiek Sokołowski i razem z chłopakami Sabaton wykonali numer „Krótki lont”, co było miłym akcentem skierowanym w stronę polskiej ekipy.

Można Sabatonowi zarzucać muzyczno- wizerunkową infantylność oraz trywializowanie poważnego tematu, jakim jest wojna (zwłaszcza w momencie, gdy w Europie mamy obecnie realny konflikt zbrojny). Z drugiej strony jest to jeden z nielicznych współczesnych heavy metalowych bandów, który jest w stanie wypełnić dużą halę sportową. Czy wypełni kiedyś stadion? Cóż, zapewne zobaczymy w dalszej przyszłości. A jeśli chodzi o tą bliższą, to nie wiem jak Wy, ale ja się już nie mogę doczekać przyszłorocznej powtórki w Łodzi.

Bartek Kuczak

baner_158x600_mtwa.gif baner_gif_prr.gif baner_a158x600-19.gif maiden_united_bannery-v70_01.gif ma_week_gif-gif.gif baner_oskar gif.gif baner_158x600-19.gif baner_b158x600-19.gif baner_oh.gif baner_lone assembly.gif

Goście

8300870
DzisiajDzisiaj1213
WczorajWczoraj3225
Ten tydzieńTen tydzień1213
Ten miesiącTen miesiąc86770
WszystkieWszystkie8300870
216.73.216.79