Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 88sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

pandemic m

Holy Mother - Wrocław - 15.12.2022

HOLY MOTHER - Wrocław, Klub Liverpool - 15 grudnia 2022

Nieczęsto pisze się rok po roku relacje z koncertu tego samego zespołu. Ba, małego, zagranicznego. Kto by pomyślał, że Amerykanie z Holy Mother po dwóch mikroskopijnych koncertach jesienią 2021 roku w Polsce powrócą do Europy i zagrają w Polsce trzy równie kameralne koncerty. Poprzednią relację zaczęłam od koronawirusowego kontekstu – to był pierwszy heavymetalowy koncert zagranicznego zespołu w Polsce od ogłoszenia stanu pandemii. Minął rok, przez Polskę przewinęło się masę muzyków i zespołów, od wielkich nazw jak Judas Priest i Iron Maiden po małe, znakomite kapele takie jak Riot City czy Striker. Gdzie ten lockdown? Jak tam marudzenie „już nigdy nie będzie koncertów...!”?

Tak właśnie stało się - Holy Mother powrócił do Polski. Zespół mały, niezbyt popularny, przeplatający klasyczny heavy metal z nutą nowoczesnych brzmień, ale za to ze znakomitym wokalistą, charyzmą i obdarzony szacunkiem polskich metalowców za poprzednią trasę. Wygląda na to, że zespół celuje w takie małe koncerty. U siebie w Stanach, tak jak większość kapel, gra po godzinach, hobbystycznie, a koncerty w Europie traktuje jako coś w rodzaju wakacji. Na trasie Mike'owi już drugi raz towarzyszyła żona, Janet, która wydaje się wspierać zespół organizacyjnie, a fakt, że oboje mogą pozwolić sobie na taką europejską „wycieczkę” tylko uwiarygadnia fakt, że Holy Mother to pewien sposób na dobre spędzanie czasu. Być może więc dlatego Mike nie był zrażony śladową frekwencją na poprzednich koncertach, a na polskich występach AD 2022 dał czadu, jakby pod sceną były setki osób. Poza tym, Mike to człowiek, który wygrał życie. Walczył z tą samą chorobą, z jaką borykał się jego muzyczny autorytet – Dio. Mike tę walkę wygrał i choć wygrana kosztowała go wycięcie żołądka, przeniósł swoje muzyczne działania na wyższy lewel. Śpiewa genialnie, wygląda jakby miał z 10 lat mniej, niż ma i jedzie w takie trasy, na jakie ma ochotę.

Chorzowski koncert rok temu był świetny, a tegoroczny wrocławski jeszcze lepszy. Mike przyjechał z zupełnie innym zespołem, niż poprzednio, jak okazało się – na plus. Co prawda po dołączeniu do koncertowego składu Wayne Banksa, spodziewałam się więcej coverów Messiah's Kiss, a ku mojemu rozczarowaniu, Holy Mother nie wykorzystał faktu, że gra z nimi perkusista rzeczonej kapeli. O ile w zeszłym roku trafiła nam się jedna perełka z dyskografii Messiah's Kiss, tym razem Amerykanie tematu nie podjęli. Rozkręcili za to temat coverów od innej strony. O ile ostatnio zespół zaprezentował świetny medley składający się z utworów Dio, o tyle w tym roku poszedł na całość. Holy Mother zagrał całe kawałki takie jak „Holy Diver”, „Last in Line” czy „Rainbow in the Dark”. Okazały się strzałem w dziesiątkę, ludzie pod sceną dostali absolutnej ekstazy. Nie tylko dlatego, że Tirelli zaśpiewał je doskonale, z mocą i charyzmą, ale też zostały świetnie zagrane przez Mickey Lyxxa, który w tych kawałkach pokazał, jakim jest świetnym gitarzystą. Całość złożyła się w zgrabną układankę, bo pod sceną byli też muzycy z grającego ordynarny, oldskulowy speed metal – Night Lord i ich znajomi. W tej okoliczności ten eksplorujący zazwyczaj nowoczesne brzmienia Holy Mother kupił publikę całkowicie. Covery Dio, covery w takim wykonaniu zrobiły gigantyczną robotę. Wrażenie potęgował fakt, że ten szał pod sceną rezonował na sam zespół, który robił wszystko, żeby nie stać w miejscu. Momentami szał rąk i wyciągniętych do kręcenia telefonów zlewał się z gitarą i wyciągniętymi rękami ze sceny. Magia tych coverów zadziałała na długo, bo nawet przy zupełnie nieklasycznych kawałkach, takich jak „Love is Dead” czy „Wake up America” ludzie bawili się świetnie. Nowy koncertowy gitarzysta choć jest młodym szczylkiem chyba robi na nas tak samo dobre wrażenie, jak na samym Tirellim, bo ten dał mu zagrać cały jego własny instrumental - „Forza”. Koncert – petarda zakończył się drugim najlepszym holymotherowym kawałkiem po „Criminal Afetrlife” - „Toxic Rain”.

Amerykanie supportowani byli przez wrocławskim lokalny, istniejący już chyba z 20 lat Hollow Sign oraz młodą inowrocławską kapelę, Night Lord. Brud, speed, metal. Bardzo fajne, młodzieńcze granie na kilka kawałków. Cały, dłuższy koncert raczej dla mega miłośników takiego grania. Cieszę się, ze tradycja w heavymetalowym światku nie ginie i tego zespoły powstają i – chwała naszym obdarzonym łatwością nagrywania czasom – wydają płyty. To co, kolejny Holy Mother za rok?

Strati

rightslider_003.png rightslider_004.png rightslider_002.png rightslider_005.png rightslider_001.png

Goście

5019667
DzisiajDzisiaj1026
WczorajWczoraj2508
Ten tydzieńTen tydzień11091
Ten miesiącTen miesiąc23318
WszystkieWszystkie5019667
3.235.172.123