Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 68sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

bullet tourchartsentry weba b

black silesia open air iii m

king crimson m

deeppurple posterb1e m

iced earth plakat m

striker summer slam m

wacken plakatd m

anathema plakatz m

roger waters plakatu m

ino rock festival plakata m

hellion metal festivalx m

primal fear plakata b

threshold european tour 2018z m

ross the boss bullet crystal viper m

ross the boss 2 plakat m

diamond head plakat m

 

„W Exlibris muzyka zawsze stoi na pierwszym miejscu” (Exlibris)

Jakiś czas temu rozmyła się moja fascynacja melodyjnym power metalem oraz ogólnie zmalała jego popularność wśród fanów ostrego grania. Oczywiście nadal jest spore grono kapel, które faworyzują ten styl, ale ciężko odnaleźć wśród nich te wyróżniające się. O dziwo pewien wyłom przyszedł z Polski. Nowy album Exlibris "Innertia" od początku przykuł moją uwagę. Jest na prawdę dobry. Z nadzieją, że zostanie to zauważone nawet na głównej scenie, namawiam was do przeczytania rozmowy z klawiszowcem Piotrem "Voltanem" Sikorą...

HMP: Rynek muzyczny dla gatunków niszowych tak się skurczył, że praktycznie nie ma różnicy, kto wydaje płytę. Obojętnie czy to wyda firma fonograficzna czy sam zespól, praktycznie album sprzeda się na tym samym poziomie. Niemniej z moich obserwacji wynika, że większe szanse na szerszą popularność mają te kapele, które współpracują z wytwórniami. Małymi, dużymi, obojętnie... Nie macie obaw, że rezygnując ze wsparcia wytwórni, ograniczacie swoje możliwości i zdolność do promocji i rozwoju kapeli?

Piotr "Voltan" Sikora: Na tym etapie ciężko ocenić, jak ta decyzja odbije się na samej sprzedaży płyt, ale wynik finansowy nigdy nie był elementem kluczowym przy jej podejmowaniu. Podstawowa różnica między wydawaniem płyty samemu, a za pośrednictwem wytwórni, to ilość pracy, którą trzeba wykonać. Sami musimy zadbać o promocję, przygotowywać notki prasowe, planować produkcję płyt itd. Trzeba mieć świadomość, że – wbrew temu w co chciałoby się wierzyć – muzyka nie obroni się sama, czy też raczej żeby miała szansę obronić się, najpierw ktoś musi jej posłuchać. Brak profesjonalnie przygotowanych materiałów to dla odbiorcy sugestia, że dla danego zespołu nie warto poświęcać czasu.  Biorąc pod uwagę, że zespołem zajmujemy się „po godzinach”, jest to spore wyzwanie, ale wkładamy w to naprawdę dużo pracy i myślę, że przy odrobinie szczęścia te możliwości wcale nie będą ograniczone, a wręcz przeciwnie – mamy szanse dotrzeć do nawet szerszej grupy odbiorców, niż dotychczas. Oczywiście na pewnym poziomie ogarnięcie wszystkiego samemu przestaje być możliwe i trzeba mieć od tego ludzi – ale nam jeszcze nieco do tego poziomu brakuje. Nie zgodzę się też, że obojętne jest, czy wytwórnia jest duża czy mała – duży może zdecydowanie więcej, ale nie jest też zainteresowany inwestowaniem w wydawnictwa, które nie są komercyjnymi pewniakami.

Wasze DVD "Night Of Burning" wydaliście własnym sumptem, więc macie wiedzę jak działa prowadzenie własnej dystrybucji. Na ile ta wiedza zostanie spożytkowana przy sprzedaży nowego albumu "Innertia"? Czy jest możliwość aby ją tak wykorzystać, aby powiększyć sprzedaż nowego krążka?

Koncertowe DVD to wydawnictwa skierowane raczej do największych fanów zespołu i naturalnym jest, że mają nakłady znacznie mniejsze od regularnych albumów studyjnych. DVD sprzedawaliśmy głównie na koncertach, więc tak naprawdę „Innertia” to nasze pierwsze poważne podejście do tego tematu.

Na początku "Innertia" będzie sprzedawana wersji cyfrowej (nie licząc pre-orderów). Czy ta forma sprzedaży skierowana jest do zagranicznych klientów, czy również do polskich fanów? Po prostu jestem ciekaw, czy w Polsce wersje cyfrowe wydawnictw cieszą się popularnością porównywalną z tą na zachodzie?

Ponownie – jest za wcześnie, żebym mógł oprzeć się na konkretnych wynikach, ale z naszych obserwacji wynika, że popularność sprzedaży cyfrowej w Polsce jest zdecydowanie mniejsza niż na zachodzie. Inną kwestią są natomiast serwisy streamingowe – te cieszą się u nas dość dużą popularnością. „Innertia” będzie naszym pierwszym albumem dostępnym na tych platformach – jest to jedna z rzeczy, na które nie mieliśmy wpływu współpracując z dotychczasowym wydawcą. Zależy nam, żeby fani metalu mogli poznać naszą muzykę niezależnie od miejsca zamieszkania.

Jak już wspomniałem w pierwszej fazie "Innertia" będzie dostępne w wersji cyfrowej, później pojawią się płyty CD, aby w końcu ukazał się winyl, a w zasadzie dwupłytowy album winylowy. Skąd taki pomysł?

Nie do końca tak jest – premiera na CD będzie miała miejsce równocześnie z wersją cyfrową – a w zasadzie osoby, które zamówiły płytę przed premierą, będą mogły prawdopodobnie posłuchać jej nawet kilka dni wcześniej – wszystko w rękach listonoszy. Płyty nie będą, przynajmniej na razie, dostępne w stacjonarnych sklepach, ale w dzisiejszych czasach tak niszową muzykę i tak kupuje się głównie online. Co do winyli to sprawa jest dość prozaiczna… Album podwójny, bo jest nieco zbyt długi, żeby znaleźć się na jednej płycie bez „kompromisu” w kwestii jakości dźwięku. A w późniejszym terminie, bo zwyczajnie nie mamy budżetu na zrealizowanie tego od razu. Osobiście zależało mi na wydaniu tego albumu na winylu z kilku powodów. Popularność tego nośnika, choć nadal jest to pewnego rodzaju nisza, rośnie bardzo szybko, sam w domu słucham głównie płyt analogowych. Poza tym okładka jest wręcz stworzona dla takiego formatu.

Kiedy zaczęliście pracę na materiałem na "Innertia", jakie mieliście założenia i pomysły podczas pisania tego materiału i czy udało się wam wszystko zrealizować?

Pierwsze utwory powstały jeszcze w 2015 roku, tuż po ostatnim koncercie z Krzyśkiem Sokołowskim na wokalu. Ostatni – ukończony był bodajże na dwa tygodnie przed rozpoczęciem nagrań. Nigdy nie robimy innych założeń niż to, że muzyka powinna być w naszym rozpoznawalnym stylu, ale jednocześnie nie powielać poprzednich materiałów i być od nich po prostu lepsza. Zawsze staramy się do mieszanki dorzucić coś nowego i dbamy, żeby materiał był jednocześnie spójny i zróżnicowany. Osobiście uważam, że udało się w stu procentach.

Praktycznie nowy album powstawał z dwoma nowymi muzykami. Jak ich obecność wpłynęła na nowy materiał muzyczny? Tak w ogóle jak oceniacie Grzegorza Olejnika oraz Riku Turunena jako muzyków i ludzi?

Z Grześkiem znam się już kilkanaście lat i zawsze chciałem grać z nim w zespole, ale do tej pory nie udawało nam się odpowiednio zgrać w czasie. Kiedy potrzebowaliśmy nowego perkusisty, był pierwszą i jedyną osobą, do której się odezwaliśmy - i tym razem się udało. To niesamowicie zdolny muzyk, więc dzięki niemu mogliśmy w pełni zrealizować wszystkie nasze pomysły. Szczerze powiedziawszy jest prawdopodobnie nie tylko najlepszym perkusistą, ale też najlepszym gitarzystą i klawiszowcem w zespole. Riku to człowiek-huragan o ogromnych pokładach energii, a przy tym bardzo mocno zaangażowany w okołomuzyczną działalność zespołu – np. samodzielnie odpowiada za naszą stronę internetową. Mimo mocno rokendrolowego charakteru jest też bardzo solidny i zawsze dobrze przygotowany. W ciągu dwóch lat wspólnego grania zagraliśmy ok trzydziestu koncertów, a tylko cztery wspólne próby. A wystarczyłyby pewnie nawet dwie.

"Innertia" brzmi wyśmienicie. Gdzie, kiedy i z kim nagrywaliście ten album?

Ekipa nie zmieniła się znacznie w stosunku do poprzedniego albumu. Za miks i mastering – podobnie jak w przypadku wszystkich naszych wydawnictw począwszy od „Humagination” - odpowiada Tomek Zalewski. W jego ZED Studio nagrywane były też wszystkie partie gitary i basu. Wokale prowadzące ponownie nagraliśmy w HZ Studio pod okiem Roberta Wawro i Mariusza Konika, a chórki w naszych domowych studiach. Wszelkie partie klawiszowe i orkiestrowe zrealizowałem sam. Poważniejsze zmiany w stosunku do sesji „Aftereal” były w zasadzie dwie. Pierwsza to nagranie bębnów – nie tylko w innym miejscu (Heinrich House Studio z Filipem Hałuchą w roli realizatora), ale też sama sesja przebiegała nieco inaczej niż poprzednie. To pozwoliło nam na zachowanie bardziej naturalnego brzmienia bębnów. Druga kwestia to to, że tym razem nie goniły nas żadne terminy, więc mieliśmy więcej czasu, by zrobić wszystko tak, jak chcemy.

Mam wrażenie, że spora część rockowo-metalowych produkcji nagranych ostatnio w Polsce zbytnio nie odbiega od tego co słyszymy z Europy czy też Ameryki. I nie chodzi o jakość studia i sprzętu ale o talenty inżynierów dźwięku, którzy w sporej mierze są też producentami nagrań. Macie podobne odczucia?

Zgadzam się, zresztą Tomek Zalewski jest tego świetnym przykładem – jego studio jest bardzo skromne, a efekty znakomite. To samo dotyczy też realizatorów na koncertach. Kiedy zaczynaliśmy koncertowanie kilkanaście lat temu, sale koncertowe były najczęściej kiepsko wyposażone, a realizatorzy często sprawiali wrażenie, jakby znaleźli się tam przypadkiem lub za karę. Dzisiaj co prawda najczęściej jeździmy z własnym realizatorem, bo nie tylko daje to większą pewność, że zespół będzie brzmiał tak, jak powinien, ale też usprawnia przebieg prób – ale w zdecydowanej większości miejsc spotykamy ludzi dobrze znających się na tej robocie. Absolutnie Polska nie ma powodów do wstydu w tej kwestii.

Czy na albumie znalazły się wszystkie utwory z sesji, czy jest jakaś część, która odrzuciliście bo nie pasuje do koncepcji albumu?

Nagraliśmy tylko te utwory, które weszły na płytę, ale napisanych – w różnym stadium ukończenia – było znacznie więcej. Prawdopodobnie część z nich znajdzie się na kolejnym albumie, bo wcale nie są gorsze, ale ostatecznie zawsze wybieramy te, które najlepiej tworzą spójną całość.

Muzyka na "Innertia" to wszystkie najlepsze elementy melodyjnego power metalu w stylu Stratovarius, Sonata Arctica ale także fragmenty klasycznego heavy metalu, symfoniki, progresji, co ogólnie przechodzi w ambitniejsze klimaty power metalu w stylu np. Kamelot. Wydaje mi się, że jednym z waszych zamysłów było wierne oddanie kanonów tego stylu, czy mam rację?

W zasadzie nikt z nas nie jest fanem power metalu jako gatunku. W dzisiejszych czasach najpopularniejsi przedstawiciele tej szufladki to zespoły, które grają bardziej imagem i otoczką, niż samą muzyką. Pomysły są różne, niektóre zupełnie nieźle zrealizowane, ale muzycznie króluje banał. Nas to nie interesuje – w Exlibris muzyka zawsze stoi na pierwszym miejscu. Naszym zamysłem zawsze było po prostu granie tego, co lubimy. Dlatego praca gitar opiera się na konkretnym riffowaniu, a sekcja rytmiczna nie ogranicza się do szybkiej podwójnej stopy. Unikamy wielu elementów, które są być może charakterystyczne dla gatunku, ale nas zwyczajnie nudzą. Wspomniany Kamelot jest niewątpliwie jednym z naszych ulubionych przedstawicieli tego nurtu, chociaż im też już zdarza się powtarzać.

Świetnie na albumie zaprezentował się  Daniel "Dani" Lechmański, znakomite riffy, wyborne rytmiczne ornamenty, doskonałe sola, a to wszystko bez jakiegoś epatowania techniki czy wirtuozerii, po prostu odpowiedni człowiek w zespole takim jak Exlibris…

Dani nie lubi instrumentalnych popisów, czasem wręcz broni się przed graniem solówek – ale jak już jakaś się pojawia, to wiadomo, że będzie ciekawa i wpadająca w ucho. Gra z fajnym feelingiem, dobrym brzmieniem i ma dużo swoich charakterystycznych zagrywek. W Exlibris jest od samego początku, jest jednym z głównych kompozytorów i jego gra jest ważną częścią naszego zespołowego charakteru.

Niemniej udanie wypadły twoje umiejętności.  W swoim repertuarze przedstawiłeś przeróżne barwy instrumentów klawiszowych, wśród nich, na szczególną uwagę zasługują organy, jednak najważniejszą ich cechą jest to, że nie brzmią plastikowo czy wręcz badziewnie... Uniknąłeś częstej pułapki zespołów melodyjnego power metalu i twoje partie brzmią z klasą, a czasami wręcz wyrafinowanie…

Uważam, że dla klawiszowca praca nad brzmieniem powinna być tak samo ważna, jak praca nad aranżem. Czasem nawet bardzo proste partie mogą być kluczowe dla utworu dzięki odpowiedniemu graniu barwą instrumentu. Zawsze zwracam uwagę, by klawisze nie tylko brzmiały ciekawie, ale też współgrały z zespołem. Podczas gdy wielu klawiszowców stawia na klasyczne instrumenty klawiszowe albo na nowocześnie brzmiącą elektronikę, ja lubię łączyć jedno z drugim, dodając do tego pełne aranżacje orkiestrowe, które jednak nie dominują nad heavy metalową bazą, a jedynie wzbogacają ją brzmieniowo i harmonicznie. Tym razem dorzuciłem nawet śladowe ilości jazzu. W sumie nagrania partii klawiszowych na album Exlibris to wieloetapowy proces trwający kilka miesięcy. Dla kontrastu – partie na nowy album Leash Eye, gdzie gram bardziej klasyczne rockowe rzeczy, planujemy nagrać w 2-3 dni.

Bardzo udanie wygląda współpraca gitary i klawiszy, nie wygląda mi to na jakąś misterię a raczej na coś naturalnego, wieloletnie zgranie i porozumienie dwóch muzyków…

Daniel i ja gramy razem już 15 lat. Po takim czasie z jednej strony wiemy, czego się po sobie spodziewać, a z drugiej nadal próbujemy podnosić poprzeczkę dla siebie nawzajem. Ja piszę riffy, których Dani nie zagrałby sam z siebie, a on ma własne koncepcje aranżacji, które czasem popychają mnie w być może mniej znajome dla mnie rejony. Dzięki temu wszyscy się rozwijamy jako muzycy. To wszystko przychodzi dość naturalnie i daje naprawdę dobre efekty.

Sekcja rytmiczna podkreśla walory muzyki, ale nie jest to zwykłe wystukiwanie rytmu, bowiem perkusja i bas żyją swoim życiem, choć dla słuchacza to pewnie tylko przyjemny podkład muzyczny…

Mimo że wszystkie utwory napisane są przez Daniela i mnie, to ostateczny aranż poszczególnych instrumentów w dużym stopniu zależy od samych muzyków. Zazwyczaj przedstawiamy zespołowi utwory w postaci już gotowej wersji demo, ale partie perkusji i basu z takiej wersji traktowane są bardziej jako ogólne wskazówki. Grzesiek jest multiinstrumentalistą, a Piotrek też nie zajął się gitarą basową z przypadku, więc dobrze rozumieją co zrobić, żeby jednocześnie zagrać ciekawie i skutecznie podkreślić grę instrumentów prowadzących.

Śpiewająco sprawdził się Riku Turunen, jego głos kojarzy mi się ze współczesną szkołą melodyjnego power metalu, ma on swój charakter ale bywa, że słyszę podobieństwa do Tobiasa Sammeta (częściej) innym razem do Tony'ego Kakko (rzadziej). Niemniej mam wrażenie, że dzięki niemu Exlibris wskoczył na level wyżej…

Kiedy odpowiadam na to pytanie, jeszcze niewiele osób słyszało nowy album. Spodziewam się, że zdania słuchaczy na ten temat będą podzielone, bo po pierwsze zmiana wokalisty to chyba największa możliwa zmiana w brzmieniu zespołu, a po drugie – jakby nie patrzeć – Krzysiek jest świetnym i bardzo charakterystycznym wokalistą.  Z drugiej strony – wiele osób sceptycznie nastawionych do tej zmiany całkowicie zmieniało zdanie po zobaczeniu nas w nowym składzie na żywo, więc podejrzewam, że podobnie może być z albumem. Na pewno Riku spisał się tu bardzo dobrze – już teraz docierają do nas opinie, że brzmi zdecydowanie lepiej niż w którymkolwiek z zespołów, w których udzielał się wcześniej. To co niewątpliwie zmieniło się w stosunku do wcześniejszych albumów, to aranżacje i wykonanie wszelkich harmonii i dodatkowych partii wokalnych. We wszystkich utworach usłyszeć można wielogłosowe chóry, które śpiewa Riku, Dani i ja, a w kilku utworach dodatkowo fińska wokalista Ann Charlotte Wikström. Czasem to nawet kilkadziesiąt głosów śpiewających jednocześnie.

Kompozycje są świetnie wymyślone, znakomicie zagrane, różnorodne, wielowątkowe, przesycone melodiami, pełne kontrastu oraz umiejętnie utrzymują balans między fragmentami lżejszymi i cięższymi. Jest jeszcze jednak coś co powoduje, że chętnie słucha się nie tylko pojedynczych utworów, ale również całej płyty. Nie umiem tego określić czemu tak się dzieje, więc pytam się was, co to jest?

Po prostu nagrywamy taką muzykę, której sami chcielibyśmy słuchać.

Aktualnie popularność melodyjnego power metalu zdecydowanie spadła, mimo wszystko wiele zespołów próbuje zaistnieć na tym rynku. Niestety większość tych produkcji nie zachęca do kolejnego odsłuchu płyty, a coraz częściej bywa tak, że w ogóle nie można ich dosłuchać do końca. Co takim zespołom brakuje, co się zmieniło w tej muzyce albo w podejściu muzyków do niej?

Sam bardzo lubię poznawać nową muzykę, ale do nowości z gatunku „power metal” zaglądam rzadko. Najczęstszym problemem jest właśnie brak tej nowej muzyki – młode zespoły grają te same riffy, które słyszałem już u dziesiątek kapel w ciągu ostatnich dwudziestu lat – to po prostu nie jest dla mnie interesujące. Nie jestem pewien czy nastąpiła w tej kwestii jakaś zmiana. Może tak, a może właśnie nie i po prostu to, co było nowe w roku 2000, już dawno nowe nie jest. Oczywiście nadal są zespoły robiące to po prostu dobrze, ale jak przyjrzysz się bliżej, to okazuje się, że częściej są to te bandy, które raczej umiejętnie nawiązują do klasyki metalu, niż do europejskiej sceny z przełomu tysiącleci. A najlepiej wypadają te grające po prostu po swojemu.

Wróćmy do waszej płyty "Innertia". Sporo fragmentów waszej muzyki jest inspirowana muzyką progresywną. W sumie jestem bardzo ciekaw jakbyście zaprezentowali się w programie ambitniejszego melodyjnego power metalu, w czymś co byłoby wypadkową dokonań Kamelot, Angra czy Pagan's Mind. Jest szansa, że kiedyś pójdziecie z muzyką w tym kierunku?

Jeśli spojrzysz na całą dyskografię Exlibris, to prawdopodobnie zauważysz, że takie elementy były u nas zawsze i z każdą kolejną płytą jest ich więcej. Naturalnym i prawdopodobnym wydaje się dalszy rozwój w tym kierunku, ale kto wie – może skręcimy w zupełnie gdzie indziej. Prawdopodobieństwo, że nasza następna płyta będzie zawierała np. mieszankę elektroniki, country i jazzu, jest niskie, ale nie zerowe. Pewnym jest tylko to, że nadal będziemy próbować nowych rzeczy.

Moimi faworytami  na waszym nowym albumie są singlowy "Incarnate" i "Amorphous", a jakie są wasze ulubione kompozycje?

Piękne jest dla mnie to, że ci, którzy już płytę słyszeli, mają bardzo rozbieżne opinie na temat jej mocnych punktów. To chyba świadczy o tym, że zrobiliśmy coś dobrze. Wspomniane przez ciebie numery dość szybko wpadają w ucho, ale chyba już o każdym utworze na płycie słyszałem od kogoś, że jest tym najlepszym. Ja jako fan rocka progresywnego wskazałbym m.in. „Origin of Decay”, ale bardzo lubię też np. zamykający płytę „Ascension” - to świetny przykład utworu, który jest prosty, ale nieoczywisty.

Do "Incarnate" nakręciliście teledysk, oparty jest na prostym pomyśle, czyli głównie na fragmentach z miejsca nagrywania. Czy takie teledyski mają szansę zainteresować fanów? Czasami mam wrażenie żeby zainteresować publiczność to trzeba nagrać prawie, że film fabularny…

Oczywiście jeśli klip zrealizowany jest z rozmachem, to przyciągnie więcej oczu, ale myślę, że w dzisiejszych czasach klip ma przede wszystkim wyróżnić utwór na tle reszty albumu i dodatkowo zachęcić do zapoznania się z muzyką - stąd popularność wszelkiego rodzaju lyric videos czy takich prostych klipów, jak nasz, które można zrealizować bez kosmicznych budżetów. Wszystkie one spełniają swoje zadanie w jakimś stopniu. Zresztą ostatnio bardzo podobny klip wypuścił np. Spock’s Beard, a to przecież nieco inna liga. My tymczasem planujemy kolejne teledyski, w tym jeden nieco bardziej „profesjonalny”.

Wydaje mi się, że album  posiada koncepcje, ale mogę się mylić. O czym traktuje "Innertia"?

Z racji tego, że teksty są generalnie mojego autorstwa, i duża część z nich pisana była – jak zwykle – w krótkim czasie na samym końcu procesu powstawania materiału, to zapewne da się w nich wyczuć jakieś wspólne nuty, ale poszczególne utwory nie tworzą w zamyśle jakiejś większej całości. Moje teksty w Exlibris odpowiadają bardziej pewnym abstrakcyjnym konceptom i emocjom, niż konkretnym historiom.

Jak ma się okładka do zawartości albumu? Kto jest jej autorem?

Okładkę wykonał Kuba Sokólski wg koncepcji opracowanej przez Daniela. Przede wszystkim jest to dla nas nieco nowa estetyka. Cała szata graficzna albumu jest skromniejsza, mniej kolorowa niż w przypadku poprzednich płyt, wprowadzając element tajemnicy, mistycyzmu. Osobiście bardzo mi się podoba ten nowy kierunek i myślę, że dobrze współgra z muzyką, w której nie chodzi o ornamenty, fajerwerki i tanie efekciarstwo. Kuba jest artystą doskonale znanym osobom śledzącym polską scenę alternatywną, ale chyba pierwszy raz jego praca znalazła się na okładce albumu stricte heavy metalowego.

Nieraz słyszałem opinię, żeby w Polsce grać i wydawać płyty z melodyjnym power metalem, to trzeba mieć po prostu jaja. Co sądzicie o naszych maniakach, dla których melodyjny power metal to "pitu-pitu melodic pierdololo"?

Trzeba mieć dużo samozaparcia i po prostu kochać to robić. Polscy fani heavy metalu – oczywiście uogólniając – mało interesują się polską sceną, nie chodzą na koncerty poza kilkoma topowymi kapelami. Czasami można odnieść wrażenie, że mało kogo ta muzyka interesuje i w tym momencie wielu muzyków się zniechęca i przestaje się w to bawić. My nie potrafilibyśmy przestać, mimo że pewnie ułatwiło by nam to życie w jego pozostałych aspektach. Zaś co do opinii – jeśli kogoś zupełnie nie interesuje dana stylistyka, to jego opinia nie ma dla zespołów w tej stylistyce poruszających się żadnego znaczenia. Wyobrażasz sobie, że muzyk death metalowy przejmowałby się tym, że ktoś jego muzykę nazywa hałasem i darciem mordy, albo jazzowy, gdy ktoś powie, że przesadnie kombinuje z harmonią? Ja też nie, a to przecież powszechne opinie wśród tych, którzy z taką muzyką nie mają nic wspólnego. Swoją drogą my akurat szczególnie często się z takimi opiniami nie spotykamy.

O waszą promocję w Polsce zupełnie nie martwię się, o dziwo jesteście zespołem, który nie ma problemu z organizowaniem koncertów a nawet trasy. Zdradźcie jak to robicie, jest kilka kapel w Polsce, które grają melodyjny power metal i chętnie skorzystałyby z dobrych pomysłów…

Nie sądzę, żeby tu był potrzebny jakiś szczególny pomysł. Organizacja koncertu to nie jest przysłowiowe „rocket science”, ale problemem bywa chyba lekkie odklejenie artystów od rzeczywistości. Na przykład zespół nie robi nic w kwestii promocji koncertu, a potem dziwi się, że nikt nie przyszedł. Czasem jeszcze ma o to pretensje do innych. W dzisiejszych czasach nawet bardziej znane grupy muszą docierać do odbiorców bezpośrednio, bo mało kto jest w stanie śledzić wszystkie wydarzenia w swojej okolicy. Trzeba mieć tego świadomość i liczyć się z tym, że nie każdy koncert będzie spektakularnym sukcesem. To w zasadzie chyba tyle.

Grając w Polsce nie mieliście przypadku, że podszedł do was prawdziwy metalowiec i pouczał was jak powinno grać się prawdziwy metal?

Zazwyczaj jeśli ktoś do nas podchodzi po koncercie, to dlatego, że mu się podobało. Pouczanie, jeśli ma miejsce, to najczęściej w internecie. Nie mówię o pouczaniu konkretnie nas, bo szczerze powiedziawszy nie przypominam sobie wielu takich sytuacji, ale generalnie ludzie najwięcej do powiedzenia mają na odległość – w każdej sprawie, nie tylko w kwestiach związanych z muzyką.

Co z zagranicą. Temat trudny ale macie pomysł jak tam zaistnieć?

Od czasu opublikowania informacji o premierze nowego albumu, zainteresowanie naszą muzyką zagranicą wyraźnie rośnie. Nadal mamy zdecydowanie więcej fanów w Polsce, niż w dowolnym innym kraju, ale docieramy do co raz większej liczby ludzi na świecie. Myślę, że liczba zagranicznych koncertów też będzie rosła, choć przyznam, że to wymaga od nas więcej pracy, niż koncerty w Polsce. Graliśmy już w Czechach, Niemczech czy Finlandii i muszę przyznać, że przyjęcie zawsze mieliśmy bardzo dobre.

Zauważyłem, że próbujecie zaistnieć dzięki zachodnim promotorom, anons o albumie widziałem w newsletterach Against PR…

Publikacja materiałów prasowych i inicjowanie kontaktów z mediami to jedna z ważniejszych rzeczy, w których do tej pory w dużym stopniu wyręczał nas wydawca. O ile z przygotowaniem publikacji samemu radzimy sobie raczej dobrze, o tyle trzeba przyznać, że nasze własne bazy kontaktów są dość skromne – po prostu nie znamy magazynów i portali np. w Hiszpanii, Grecji czy Brazylii, a dotrzeć z informacją chcemy wszędzie. Na szczęście są też ludzie zajmujący się tym profesjonalnie – zaraz po publikacji pierwszych informacji o nowym albumie dostaliśmy oferty od kilku takich agencji, a oferta Against PR wydała nam się dość dobrze dopasowana do naszych aktualnych potrzeb. W tej chwili jest za wcześnie, by ocenić efekty, ale skoro do informacja dociera również do polskich mediów, to chyba spełnia to swoje zadanie. Sami jesteśmy ciekawi, jak dużo uda się w ten sposób zdziałać – szczególnie w porównaniu do wsparcia od strony dotychczasowego wydawcy.

Ty i Riku Turunen związani jesteście z innymi zespołami, czy ma to wpływ na działalność Exlibris?

W zasadzie każdy z nas robi coś poza Exlibris. Ja kończę właśnie przygotowania do nagrania nowego albumu z Leash Eye, Grzesiek nie tak dawno wypuścił swój mini-album z gościnnym udziałem Anneke van Giersbergen, na którym sam zagrał na wszystkich instrumentach, a jeszcze w tym roku trochę szumu powinien zrobić Whorrecane, który współtworzą Dani i Toper. Wpływ ma to przede wszystkim taki, że mamy co robić w okresach, kiedy Exlibris jest nieco mniej aktywny z różnych powodów. Terminy koncertów ustalamy tak, żeby uniknąć kolizji. Oczywiście od czasu do czasu zdarzy się, że któryś z zespołów musi z czegoś zrezygnować ze względu na wcześniejsze zobowiązania któregoś z muzyków, ale to są raczej sporadyczne sytuacje.

Riku pochodzi z Finlandii pewnie wiążą się z tym problemy logistyczne, jak bardzo deprymuje to wasze działania?

Ani trochę. W zasadzie jedynym utrudnieniem są koszty podróży, gdy gramy koncerty, ale nigdy nie robiliśmy tego dla pieniędzy. Większość pracy odbywa się zdalnie – w dzisiejszych czasach nie stanowi to żadnego problemu. Fakty są takie, że od czasu dołączenia Riku do składu produktywność zespołu i ilość granych koncertów wyraźnie wzrosła.

Między wydaniem "Aftereal" a "Innertia" minęło cztery lata czy jest szansa, że następny album dostaniemy dużo szybciej?

Z drugiej strony między „Humagination” a „Aftereal” minęło tylko 14 miesięcy, a potem wydaliśmy też jeszcze album koncertowy. Nie twierdzę, że kolejnej płyty należy się spodziewać już za rok, ale nie sądzę też, żeby to była bardzo długa przerwa. Mamy sporo materiału, którego nie wykorzystaliśmy na „Innertia”, więc kiedy już zabierzemy się za przygotowywanie płyty, to powinien to być dość szybki proces.

Życzę wam samych sukcesów ale przede wszystkim aby wasz kolejny studyjny krążek stał się czymś ważnym dla całego nurtu melodyjnego power metalu...

Dzięki! Do zobaczenia na koncertach!

Michał Mazur

120_overkill_158x600px_eu_b.gif 116_epica_158x600px_eu.gif 119_slayer_158x600_eu.gif 118_riotV_158x600px_eu.gif 117_anthrax_158x600px_eu.gif 121_ex_158x600.gif

Goście

1297225
DzisiajDzisiaj653
WczorajWczoraj2212
Ten tydzieńTen tydzień11728
Ten miesiącTen miesiąc42876
WszystkieWszystkie1297225
54.81.254.212

powerwolf plakatz m

nightwish plakatz m

annihilator plakatz m

slayer plakatz m

batushka plakatz m