Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 75sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

within temptation evanescencezz m

kat roman kostrzewskiazq m

vaderazq m

helloween nowadata m

mystic festivalzz m

deeppurple 2021 posterb1mn m

 

„Prometeusz kontra Obcy” (Subterfuge)

Oszczędna okładka, z symboliczną ilustracją przypominającą naskalne rysunki sprzed tysięcy lat, nie jest może zbyt efektowna, ale skrywa drugi album Subterfuge, płytę znacznie ciekawszą od debiutanckiego wydawnictwa „Projections From The Past”. „Prometheus” to również koncept album, część druga zaplanowanej trylogii, a o szczegółach jego powstania oraz powstającej już kontynuacji opowiada nam lider zespołu i autor całego materiału:

          

HMP: W momencie premiery waszego debiutu „Projections From The Past” wiosną 2018 roku druga część tej trylogii była już nagrywana, a do tego pracowałeś już nad utworami mającymi trafić na część trzecią - to naprawdę imponujące tempo, szczególnie, że są to przecież podwójne albumy, trwające 80-90 minut?

Tyberiusz Słodkiewicz: To prawda, każdy z naszych albumów ociera się o granicę dziewięćdziesięciu minut, nie inaczej będzie z ostatnią częścią trylogii, którą od lutego rozpoczniemy nagrywać w Mulisort Studio w Nadolu. Tempo niezłe, choć pewnie można byłoby szybciej, pytanie tylko po co?

Nie byłoby to pewnie możliwe bez stworzenia zgranego składu, z czym wcześniej miałeś problemy i co miało wpływ na późniejsze niż planowałeś wydanie pierwszej płyty, bo materiał był gotowy, ale do pewnego momentu nie miał go kto nagrać?

Kompletowanie składu na pierwszy album zajęło sporo czasu i nie obyło się bez problemów. Zupełnie inny, lepszy komfort pracy mieliśmy już przy „Prometheusie”, gdzie skład był ustabilizowany, oczywiście doszedł do naszego składu studyjnego Daray (perkusja), oraz Piotrek Lamparski (bas) ale to były zmiany, które wniosły wartość dodaną do zespołu.

Przy okazji naszej poprzedniej rozmowy mówiłeś, że stworzenie albumu koncepcyjnego zawsze było twoim marzeniem, ale trylogia to już poważne wyzwanie – od razu wiedziałeś, ż będzie to aż tak rozbudowana opowieść, czy też kolejne jej części pojawiały się stopniowo, w miarę pisania?

W trakcie pracy nad „Projections From The Past” zdecydowałem, że chcę, aby ta płyta została koncept albumem – w tym samym momencie pojawił się pomysł trylogii. Stwierdziłem, że historia, którą chcę opowiedzieć nie zmieści się na jednym ani dwóch krążkach, poza tym chciałem, aby te opowieści były w pewnym sensie symbolicznie podzielone na różne fazy życia naszego bohatera. Klimat pierwszej płyty różni się od tego co jest na drugim albumie, z kolei trzeci album będzie różnił się od swojego poprzednika.

Czyli w żadnym razie nie czujesz się ograniczony tą konwencją, nawet wręcz przeciwnie, bo w takiej rozbudowanej formie masz większe pole do popisu niż na płycie złożonej z niepowiązanych z sobą utworów?

Lubię konwencję i samą pracę nad koncept albumem, zwłaszcza interesująca jest praca w fazie tekstowej. Nie mogę opowiadać historii wprost, muszę posiłkować się skojarzeniami, odniesieniami i starać się w miarę logiczny sposób powiązać następujące po sobie teksty utworów w taki sposób, aby słuchacz zorientował się o co w tym wszystkim chodzi i nie zastanawiał się co autor miał na myśli.

Nie obawiasz się jednak, że zostaniesz zaszufladkowany jako „ten facet od konceptów”? Jasne, że lada jaki muzykant nie jest w stanie porwać się na coś takiego, ale też tak ambitna muzyka może odstraszyć mniej wyrobionego słuchacza epoki smartfonów i streamingu, nawet jeśli jest fanem metalu w tej progresywnej formie?

Nie, tego absolutnie się nie boję. Mogę ci zdradzić, że po następcy „Prometheusa”, czyli po ostatniej części trylogii, powstanie również koncept album, tym razem w jednym akcie. Natomiast absolutnie nie zamierzam odchodzić od koncept albumów, to jest konwencja, w której najlepiej się odnajduję, pod względem kompozycji jak i pisania tekstów. Wiem, że dzisiaj żyjemy szybciej, intensywniej, jesteśmy nastawienia na jak najszybszą i jak najłatwiejszą konsumpcję, wiem, że jesteśmy bombardowani tysiącem informacji o świecie, który nas otacza, ale może w tym pędzie na chwilę zwolnimy i zajmiemy się czymś, na co potrzeba może troszkę więcej czasu, ale pozwoli nam się zrelaksować i zregenerować przed gonitwą za kolejnym dniem…

Bohater płyty „Prometheus“ był zahibernowany przez 10 tysięcy lat, a kiedy w końcu obudził się okazało się, że jest w świecie ludzi pierwotnych. Z racji swej wiedzy i doświadczenia zyskał więc niepowtarzalną szansę ukształtowania tej społeczności, sprawienia, że powstanie nowy, lepszy świat, którego istnienia po wiekach nie zakończy nuklearny konflikt. Perspektywa wspaniała, do tego świetna historia?

Tak, zgadza się, nasz bohater dostaje jedyną w swoim rodzaju szansę ukształtowania nowego homo sapiens, jest idealistą, któremu wydaje się, że poprzez zaszczepienie uniwersalnych wartości, jednego języka, jednej religii w przyszłości uniknie tego wszystkiego czego cywilizacje doświadczały przez stulecia. Utopia - to prawda, ale nasz bohater ze swoją wizją naprawy świata jest romantykiem, a to, że obudził się po dziesięciu tysiącach lat i ma szansę na spełnienie swoich marzeń wpływa na niego jeszcze bardziej mobilizująco.

Bywa, że takim koncepcyjnym płytom towarzyszą lub ukazują się później książki z tą samą historią – nie myślałeś również o czymś takim?

Myślałem i to całkiem poważnie i może kiedyś uda mi się zrealizować to marzenie. Na razie niestety cierpię na chroniczny brak czasu i to jest głównym ograniczeniem. Nie wykluczam jednak, że kiedy uporam się z trzecią, ostatnią częścią trylogii to usiądę do klawiatury i zacznę pisać, oby starczyło mi wytrwałości. (śmiech)
„Prometheus“ - ten tytuł nie jest chyba przypadkowy, bowiem mityczny Prometeusz stał się stwórcą ludzkości, a za przeciwstawienie się Zeusowi musiał sporo wycierpieć. Tutaj bohater również chce zmienić losy człowieka, wyrwać go z jaskiń, ale by się to udało musi stoczyć walkę z kosmitami, można powiedzieć bóstwami, więc historia jakby się powtarzała?

Prometeusz jest moją ulubioną mityczną postacią, do tego wyjątkowo symboliczną i idealnie pasuje do naszego bezimiennego bohatera. Kosmici? Cóż, nie do końca wierzę w teorię ewolucji, raczej skłaniałbym się do teorii zaprezentowanej w Starym Testamencie, a tak pięknie zobrazowanej przez Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej, bądź, jak kto woli, teorii zaprezentowanej przez Ridley'a Scotta w filmie o tytule tożsamym z tytułem naszej drugiej płyty, czyli o tzw. „Inżynierach”. Jedna teoria nie wyklucza drugiej, ja podążam tropem Scotta. Obcy są zdecydowanie bardziej interesujący niż miliony lat ewolucji, czyż nie?

Dlaczego obcym tak bardzo zależy na tym, żeby ludzkość pozostała na tym pierwotnym etapie rozwoju?

Jak to zwykle w życiu bywa chodzi o władzę. Rządzenie jest narkotykiem, ponadto daje potężne możliwości. Dla obcych jest to przede wszystkim pozyskiwanie organów, złóż mineralnych, pożywienia, ale też również możliwość przeprowadzania eksperymentów naukowych z dziedziny medycyny, socjologii etc. W dodatku dzięki swojej wiedzy, technologii, umiejętności wpływania na ludzi mogą to robić całkowicie bezkarnie. Wreszcie gdy dana cywilizacja staje się zbyt potężna i zaczyna zagrażać obcym, ci podejmują decyzję o jej anihilacji i rozpoczynają wszystko od nowa…

Czyli część trzecia tej historii zapowiada się równie ciekawie, chociaż jej zakończenia rzecz jasna na tym etapie nie zdradzimy?

Trzecia część w warstwie tekstowej jest bardzo trudna, ale też chyba najciekawsza. Naszpikowana alegoriami, opowiada o wyborach, których dokonujemy w życiu, najbardziej filozoficzna… Co do samej muzyki to powiem ci o niej za kilka miesięcy, kiedy zakończymy nagrywanie. (śmiech)

Z drugiej strony to ludzkości wcale nie musi zagrozić jakiś konflikt na ogólnoświatową skalę, już prędzej wyniszczy się sama, na co ostatnio mamy coraz więcej dowodów?

To, że w tej czy innej formie zmierzamy do samozagłady nie ulega żadnej wątpliwości. Ludzkość od siedmiu dekad dysponuje bronią, która mogłaby zniszczyć ziemię kilkanaście razy, więc scenariusz wojny atomowej nie jest wcale taki nierealny. Są też inne sposoby zniszczenia życia na ziemi, choćby wirusy, jednak jak się domyślam w swoim pytaniu dążyłeś do najmodniejszej w ostatnim czasie ekologii i globalnego ocieplenia. Powiem tak, uczmy się gromadzić wiedzę z różnych źródeł, uczmy się czytać między wierszami i ważyć teorie, którymi jesteśmy karmieni. Kilkanaście lat temu według badań tzw. naukowców margaryna była najzdrowszym tłuszczem jaki możemy użyć do smarowania kanapek, dzisiaj jest zupełnie odwrotnie… Nie mówię, że nie powinniśmy uczyć się żyć ekologicznie, bo ograniczenie zanieczyszczeń w powietrzu, wodzie, żywności leży w interesie nas wszystkich, jednak nie ulegajmy chwilowym prorokom i ich teoriom, nie zawsze stoją za nimi czyste intencje.

Nie jest to jednak chyba temat tak nośny, żeby mógł stać się podstawą warstwy tekstowej płyt czy książek, poza jakimiś raportami czy naukowymi opracowaniami – chowamy więc głowy w piasek, aż w końcu okaże się, że jest on zbyt gorący, by ludzkość mogła przetrwać?

Ktoś tam w metalu już chyba się dotykał tematów związanych z ekologią, przynajmniej w pojedynczych utworach więc chyba można, natomiast na pewno nie jest to temat na całą płytę. Poza tym chowamy głowy w piasek pewnie też dlatego, że jeżeli ma się stać w tej materii coś złego, to na pewno nie wydarzy się to za naszego życia, taka ludzka natura.

My już pewnie tego nie doczekamy – ja na pewno – ale kolejne pokolenia będą miały poważny problem – myślisz, że jest jakakolwiek szansa na to, żeby świat przetrwał?

Wszystko w rękach ludzi a może obcych? (śmiech), a tak poważnie to wszystko na tym świecie jest kwestią pieniędzy. Kto pięćdziesiąt lat temu myślał o wytwarzaniu energii ze słońca na skalę przemysłową? Dzisiaj instalacje fotowoltaiczne bez problemu zasilają nie tylko gospodarstwa domowe, ale i również fabryki, kto wie na co pozwoli rozwój technologii jutro? Poza tym potrzeba jest matką wynalazków i na pewno ludzkość jakoś sobie poradzi z ekologiczną produkcją energii, bardziej martwię się o sprawy pokoju na świecie.

Wracając zaś do tematów przyjemniejszych – zadbałeś o to, by warstwa muzyczna „Prometheus“ była jeszcze bardziej urozmaicona niż na debiucie. 16 utworów podzielonych na dwa rozdziały opowieści, ponad półtorej godziny muzyki – długo pracowałeś nad tym wszystkim?

W sumie może jakieś dwa miesiące, gdybym nie był takim leniem to pewnie udałoby się szybciej (śmiech).„Prometheus“ jest albumem bardziej dojrzałym, doskonale wiedziałem w jakim kierunku chcę iść i jaki finalny efekt chcę osiągnąć. Sama praca w studiu trwała jakieś pół roku, co uważam, że jak na duży skład i zobowiązania zawodowe i rodzinne muzyków jest bardzo dobrym osiągnięciem.

To nie tylko różne odmiany metalu, ale też odniesienia do progresywnego rocka, jazzu czy nawet pop music – szukałeś po prostu odpowiednich rozwiązań, w żadnym razie nie sugerując się czy można albo „wypada” po nie sięgać, jeśli jest się metalowym zespołem?

Nigdy nie komponuję muzyki na zasadzie: wrzucę tutaj teraz fragment odnoszący się do jazzu, bo to podniesie rangę kompozycji albo dodam smyczki, to zdobędę uznanie melomanów muzyki klasycznej. Nie, zwykle gdy mam już pomysł na utwór, to już mam poukładany w głowie cały jego scenariusz, melodie, strukturę, a nawet pomysły na solówki. Poza tym metal już chyba wieki temu stracił dziewictwo i nikt chyba nie oburza się na klawisze, smyczki, saksofon czy inne wynalazki. Pamiętam, że kiedy chodziłem do podstawówki, a były to lata osiemdziesiąte, to pojawienie się klawiszy na albumie ukochanego zespołu metalowego graniczyło prawie ze zdradą. Dzisiaj po latach eksperymentów w muzyce obecność innych instrumentów, czy rozwiązań melodycznych w utworach metalowych nikogo nie zaskakuje, zwłaszcza jeżeli mówimy o muzyce progresywnej.

Mimo tego, że macie w składzie skrzypaczkę i saksofonistę to ich instrumenty nie są wykorzystywane w aranżacjach jakoś nagminnie – uznałeś, że łatwo byłoby pod tym względem przedobrzyć, dlatego pojawiają się wtedy, kiedy są naprawdę potrzebne, tak jak w „Experiment” czy „Farewell”?

To jest kwestia smaku. Kiedyś, gdy byłem młodym człowiekiem (znów wracam do lat osiemdziesiątych) i będąc fanem gitary wymagałem od swoich ulubionych zespołów dwudziestominutowych solówek, albo masy krzyków czy przejść perkusyjnych. Dzisiaj jestem trochę starszy i wiem, że w muzyce łatwo przedobrzyć i nasycić ją niepotrzebnymi nutami, w muzyce trzeba grać dokładnie tyle ile trzeba (wiem brzmi trywialnie), i pamiętajcie drodzy czytelnicy: w muzyce najfajniejsze są niedopowiedzenia. Przepraszam, ale jakoś nie wyobrażam sobie saksofonu w szesnastu utworach, na Boga to nie album Coltrane’a! (śmiech)

Chyba też nie przypadkiem – nie licząc swoistego outro „To The Stars” na drugim kompakcie – obie części tego albumu wieńczą najdłuższe, najbardziej rozbudowane kompozycje?

To lekcja odebrana od największych w metalu, zwykle najdłuższe, najbardziej złożone utwory były prezentem dla fanów umieszczonym na końcu albumu, staram się uczyć od najlepszych. (śmiech)

Pisząc dany utwór od razu masz kompletną wizję partii wokalnych, wiesz od razu co będzie śpiewać Kinga, co Mateusz, a gdzie będzie duet?

Mam swoją wizję wokali, ale staram się nie wtrącać i przede wszystkim nic nie proponować zarówno Kindze, jak i Mateuszowi. Czekam na ich pomysły i wówczas po ich prezentacji Witek Nowak (producent i drugi gitarzysta) czy ja mamy jakieś swoje uwagi. Zwykle jednak nie są potrzebne, bo wokaliści znają swój fach doskonale i mają wspaniałe pomysły.

Posiadanie w składzie dwojga wokalistów to prawdziwy luksus, szczególnie w przypadku, kiedy nagrywa się tak rozbudowane, zróżnicowane płyty?

Niestety jest tylko jeden Rob Halford. Kinga i Mateusz to jeden z najlepszych prezentów jaki otrzymałem pracując z Subterfuge. Są niezwykle inteligentnymi i wrażliwymi muzykami o wielkim talencie, technice i skali głosu. W pełni ich talent udało nam się wykorzystać dopiero na „Prometeuszu”, mam nadzieję, że wraz z Witkiem wyciągniemy z nich jeszcze więcej na kolejnym albumie.

Zaprosiłeś też do nagrań chór Vox Caelestis – chóralne brzmienia z syntezatora czy z samplera to jednak nie to samo?

Przy produkcji drugiego albumu wraz z Witkiem postawiliśmy na naturalność, naturalne brzmienia instrumentów czy wokaliz (oczywiście tam gdzie się to da uczynić). Znaleźliśmy też trochę przestrzeni dla chóru, praca z chórem i profesjonalnym dyrygentem to świetna rzecz, nic nie jest w stanie zastąpić ludzkiego głosu, do tego to też wielka nauka.

W książeczce płyty nie ma waszych zdjęć – to zabieg celowy, żeby słuchacz skoncentrował się na całej historii, słowach utworów?

Książeczka płyty jest bardzo obszerna z uwagi na ilustracje przygotowane przez Dominikę Łoskot, jak wiesz każdy utwór jest ilustrowany akwarelami według jej pomysłu i wykonania. Natomiast na pewno nie chcieliśmy burzyć harmonii wydawnictwa dodatkowymi informacjami czy zdjęciami. Jest dokładnie tak jak to zaplanowałem. Muszę jeszcze wspomnieć o prezentacji mutlimedialnej stworzonej na poczet prezentacji albumu przez Tomka Nowackiego, trwa ona dokładnie tyle co album i jest doskonałą wizualizacją naszej muzyki. Być może będziemy prezentować jej fragmenty podczas koncertów.

Można słuchać tej płyty jako oddzielnej całości, czy jednak wskazane byłoby sięgnięcie również po część pierwszą, nawet jeśli ktoś miałby poznać ją już po odsłuchu „Prometheusa”?

Chciałbym aby fani sięgnęli również po pierwszą płytę i zapoznali się z historią, której „Prometheus” jest kontynuatorem, natomiast jeżeli ktoś sięgnie jedynie po naszą drugą płytę to na pewno nie będę miał tego nikomu za złe.

„Projections From The Past” wydała firma Kameleon Records i również tę wytwórnię podawałeś jako potencjalnego wydawcę „Prometheus“. Zaszły jednak pewne zmiany, również co do daty premiery płyty, ale wygląda na to, ża warto było poczekać, bo firmuje ją niemiecka Pure Steel Publishing. Daje to wam na pewno większe możliwości promocyjne, szczególnie na Zachodzie, gdy Kameleon koncentrował się jednak głównie na reedycjach i wydawaniu archiwalnych materiałów?

Tak, Pure Steel Records to zupełnie inna bajka, wytwórnia skoncentrowana jedynie na muzyce metalowej, o szerokich możliwościach prezentacji i dystrybucji albumu. Dla nas jest to krok naprzód, ponieważ dzięki nim jesteśmy w stanie dotrzeć do dziennikarzy muzycznych i fanów na całym świecie.

Jaka jest różnica pomiędzy Pure Steel Records, a Publishing?

Szczerze mówiąc nie zagłębiałem się tak mocno w ten temat. Pure Steel Records to wytwórnia, natomiast Publishing zajmuje się dodatkowo dystrybucją, również na rzecz Records, tak to chyba wygląda ale nie dam sobie za to ręki uciąć. (śmiech)

Istotne jest więc, że ta firma jest wydawcą tego materiału, a nie tylko dystrybutorem waszego samodzielnego wydawnictwa, co też zdarza się całkiem często. Z racji tego, że płyta zbiera za granicą świetne recenzje jest szansa na to, że pojawicie się tam w koncertowej odsłonie, czy też trzeba poczekać na pierwsze wyniki sprzedaży?

Oprócz niezłych recenzji, jest również zainteresowanie tym abyśmy pojawili się na koncertach przynajmniej za naszą zachodnią granicą. Aktualnie jesteśmy w trakcie rozmów z potencjalnymi menedżerami, jeżeli tylko z kimś się zwiążemy, to na pewno sprawy ewentualnych koncertów potoczą się bardzo szybkim trybem i niebawem usłyszcie o tym gdzie się pojawimy.

Subterfuge to oktet, tak więc spory skład, co też ma pewnie wpływ na opłacalność waszych koncertowych wojaży, szczególnie w Polsce, gdzie warunki i zainteresowanie publiczności rockiem, szczególnie w wykonaniu mniej znanych zespołów, wyglądają jak wyglądają. Zamierzacie w tej sytuacji promować „Prometheus“ koncertowo w Polsce?

Tak, jak najbardziej. Jesteśmy oktetem i na pewno koszty logistyki są dużo wyższe niż w przypadku kwartetów czy kwintetów, natomiast nie są to jakieś sprawy nie do ogarnięcia. Liczymy się, że w muzyce, tak jak w każdym innym przedsięwzięciu trzeba trochę zainwestować, hobby kosztuje. (śmiech)

Rzadko bywa tak, że rozmowę dotyczącą premiery najnowszej płyty możemy zakończyć w tak konkretny sposób, ale wszystko wskazuje na to, że w przyszłym roku ukaże się ten trzeci, po części już gotowy, album Subterfuge i tym sposobem trylogia dopełni się?

Jeżeli tylko zdrowie pozwoli, to na pewno tak się stanie. Mam nadzieję, że trzecią i ostatnią część trylogii będziemy mogli zaprezentować mediom jeszcze w tym roku!

Wojciech Chamryk

120_slider_ot.gif

Goście

3230450
DzisiajDzisiaj836
WczorajWczoraj2431
Ten tydzieńTen tydzień5580
Ten miesiącTen miesiąc17055
WszystkieWszystkie3230450
3.215.133.185