Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 80sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

katatoniaaak 2 m

accept posterb1yyy m

helloween i hammerfallzzz m

vdgg plakat nowe daty m

steelpanther 2022pol m

 

„Upadły demon” (Neaghi)

           

Ten wrocławski, tworzony przez doświadczonych muzyków zespół, znanych choćby z InDespair, Demogorgon czy Kreona, nie bawił się w jakieś półśrodki. Dlatego debiut Neaghi to koncepcyjny album „Whispers Of Wings”: w warstwie tekstowej bazujący na książce „Insania” Agaty Lesieckiej i Julii Steć, muzyczne nieoczywisty i bardzo dopracowany, potwierdzający, że w thrash/death metalu w żadnym razie nie powiedziano jeszcze wszystkiego.

            

HMP: Akurat wczoraj układałem pytania do zespołu, który jakby na 10 rocznicę powstania wydał debiutancki materiał w postaci EP. W waszym przypadku nie dość, że poszło to znacznie szybciej, bo zespół powstał w 2018 roku, to zaczynacie od mocnego uderzenia, albumu koncepcyjnego – takie było założenie, czy ten pomysł rodził się stopniowo?

Lever: pomysł stworzenia concept albumu zrodził się w momencie, gdy na nazwę kapeli wybraliśmy imię jednego z bohaterów książki „Insania”, czyli upadłego demona Neaghi. Jego historię rozpisaliśmy na 11 części jeszcze w momencie, gdy wraz z Wojbassem i Lukasem poszukiwaliśmy do zespołu brakującego ogniwa w postaci gitarzystów. Można więc powiedzieć, że od samego początku wiedzieliśmy iż album składał się będzie z 11 utworów, które pomimo że nie zaczęły się nawet prace związane z ich komponowaniem, posiadały już tytuły, a także zarys w postaci koncepcji scenariusza całej historii, którą zamierzaliśmy opowiedzieć. Nie ukrywam, że kilka razy żałowaliśmy podjętej decyzji, bo stworzenie concept albumu wymagało od nas naprawdę dużo wysiłku. Na przykład „State Of Mind” pierwotnie to była zupełnie inna kompozycja, jednak muzycznie zupełnie nie pasowała do bardzo mrocznego tekstu. Gdyby nie był to concept album, po prostu usunęłoby się ten numer z płyty, a tak już w trakcie sesji nagraniowej musieliśmy stworzyć zupełnie nowy utwór, którego charakter wpasowałby się w lirykę. Tu wielkie słowa uznania dla Michała Kaszczyszyna, który mimo presji czasu stanął na wysokości zadania.

Pracując nad tekstami bazowaliście na książce „Insania” Agaty Lesieckiej (zbieżność nazwisk nieprzypadkowa) i Julii Steć, zaczerpnęliście z niej nawet nazwę zespołu – mając do dyspozycji taką wielowątkową, mroczną, a więc wymarzoną dla metalowego zespołu, historię, nie było co się zastanawiać?

Lever: Ano nie było (śmiech). Oczywiście mieliśmy obawy, że z uwagi głównie na teksty zostanie do nas przyklejona łatka zespołu satanistycznego, ale postanowiliśmy się tym nie przejmować i robić swoje.

Szukałem w sieci informacji na temat „Insanii”, ale bez skutku – czy ta książka została ostatecznie wydana, jest jakoś dostępna?

Wojbass: Została wydana w symbolicznej ilości 10-ciu sztuk, które trafiły do osób zaangażowanych w ratowanie Agaty. Było to marzenie córki, dzięki pielęgniarce z Przylądka Nadziei zostało spełnione. Pani Ilona Baszkiewicz zredagowała setki stron rękopisu, załatwiła drukarnię, z żoną nie mieliśmy głowy do tego w tamtym czasie.

Musieliście zakończyć tę opowieść sami z powodu śmierci Agaty, a debiutancki album Neaghi stał się niejako jej wspomnieniem, a do tego utrwaleniem tego, co stworzyła?

Wojbass: Tak się stało, choć trochę przypadkiem. Do zmontowania kapeli szykowaliśmy się od dłuższego czasu, gdy padł problem wyboru nazwy, pomysł „Neaghi” pojawił się nagle, w moim odczuciu został mi podesłany z drugiej strony lustra, było to wręcz namacalne, gdy chłopcy zaakceptowali nazwę; reszta potoczyła się z automatu, treści zawarte  w „Insanii” zainspirowały Levera do tekstów.

Wiąże się to oczywiście z kosztami, ale może warto byłoby wypuścić, nawet niewielki, limitowany nakład CD + książka, choćby na zasadzie przedsprzedaży, bo byłaby to wtedy całość?

Wojbass: Myśl taka była, ale do realizacji nie doszło; intuicja podpowiadała mi, że to by było przegięciem, trudno mi o tym mówić.

Intrygująca warstwa słowna, a do tego nieoczywista muzyka. Metalowa, to jasne, ale trudna do zaszufladkowania, w której podstawą wydaje się thrash/death metal, ale w technicznym, bardzo urozmaiconym, progresywnym wręcz wydaniu. Dostosowaliście dźwięki do tekstów, żeby nie było dysonansu, że coś odstaje in minus?

Lever: Głównym kompozytorem materiału który znalazł się na „Whispers Of Wings” jest Michał Kaszczyszyn, który zanim zaczął tworzyć muzykę, bardzo uważnie zapoznał się z historią jaką chcieliśmy opowiedzieć. Gdy stworzył szkic danej kompozycji wówczas ja zastanawiałem się która z 11 części historii najbardziej będzie pasowała do stworzonej przez niego muzyki, a następnie siadałem, aby przelać na papier pomysł na lirykę. Gdy utwór zarówno kompozycyjnie jak i tekstowo był wstępnie gotowy, wówczas braliśmy go na warsztat podczas prób i pracowaliśmy wspólnie nad najdrobniejszymi szczegółami
Kiedyś pogoń za oryginalnością nie była regułą, zwykle w każdej stylistyce dominowały bezpieczne schematy. Z czasem jednak tych muzycznych wizjonerów było coraz więcej, a już obecnie mamy pod tym względem niewiarygodną swobodę, bo artyści już od dawna nie muszą oglądać się na nic i na nikogo, czego dowodów mamy na „Whispers Of Wings” bez liku, choćby w jazzującym lekko za sprawą gitary „Cyclone Of Lies” cz w finałowym „The Last Redemption”?

Lever: Na pewno zależało nam na tym, aby Neaghi nie dało się łatwo zaszufladkować do jakiegoś konkretnego stylu, a w szczególności żeby nikt nie powiedział, że jesteśmy kalką jakiegoś innego zespołu. Oryginalność Neaghi wynika przede wszystkim z niezwykłego zmysłu i gustu muzycznego Michała Kaszczyszyna a także mrocznej historii, którą zobrazował za pomocą dźwięków. Oczywiście każdy z członków Neaghi miał duży wpływ na to jak finalnie wyglądały kompozycje z „Whispers Of Wings”, natomiast nie da się ukryć, iż piętno jakie odcisnął Michał jest nie do przecenienia.

Lukas: Przede wszystkim nie robiliśmy nic na siłę, ponieważ nie zakładaliśmy jakiegoś konkretnego deadline'u  w finalizacji albumu, a to na pewno przekładało się na komfort pracy, która i tak w procesie twórczym  okazała się żmudna i wyczerpująca  Tak jak wspominał Lever, nie da się nas łatwo zaszufladkować, ponieważ gramy to co chcemy i jak chcemy, nie goniąc za oryginalnością. Gramy od serca, bo tak to czujemy a wszystko wychodzi w praniu. W tym konkretnym przypadku głównie z głowy Michała Kaszczyszyna. Poznał nasze skille w grze podczas prób i tak to wyszło jak słychać.

Myślicie, że muzyk ma prawo wymagać od swej publiczności coraz więcej, bo skoro rozwija się sam, to powinno to również dotyczyć jego słuchaczy/fanów?

Lukas: Oczywiście, że tak. To zjawisko jest dziś na muzycznej scenie obecne. Wiele zespołów wyznacza trendy w graniu, ponieważ wznoszą się na muzyczne wyżyny, przez co automatycznie odbiorcy ich muzyki również. Wiadomo jest natomiast, że nie wszystkim fanom to będzie pasowało, ale taka kolej rzeczy. Nie wszystko się wszystkim podoba.

Jak poznaliście producenta tej płyty Harshę Dasariego? Fakt, że od jakiegoś czasu mieszka w Polsce pewnie ułatwił waszą współpracę?

Lever: Harshę poznałem dzięki jednemu z facebookowych forum dla muzyków. Zamieścił tam ogłoszenie, że poszukuje muzyków do swojego projektu. Zapoznałem się z jego miksami, a także jego twórczością w angielskim zespole Karybdis, którego był gitarzystą. Wspólnie w zespole uznaliśmy, że przyda nam się osoba spoza kapeli, która chłodnym okiem spojrzy na naszą muzykę i stworzy takie brzmienie, z którego będziemy wszyscy zadowoleni. To, że Harsha mieszka we Wrocławiu miało oczywiście kluczowe znaczenie, bo spora część materiału została nagrana w jego domowym studio.

Zaproszenie do nagrania solówki w „State Of Mind” Caleba Binghama, ex gitarzysty Five Finger Death Punch, było pewnie jego pomysłem?

Lever: To akurat był mój pomysł. Chcieliśmy mieć na płycie znane nazwisko, które pomoże nam w promocji albumu i otworzy drzwi, które wcześniej były dla nas zamknięte. Jako, że z Calebem od dłuższego czasu łączyły mnie koleżeńskie relacje, więc pomysł aby zaprosić go do gościnnego zagrania na naszej płycie przyszedł naturalnie. Byliśmy pod ogromnym wrażeniem jego pracy, bo jednego dnia otrzymał ode mnie wava do „State Of Mind”, a następnego w mailu zwrotnym otrzymałem od niego partie gitar, które nagrał w swoim studio Nightmare Sound w Los Angeles.

Kobiecy wokal w „The Awakening Of Evil” to też ciekawe rozwiązanie, finalnie zasługa Margo z Moyry – dlaczego śpiewa tylko w jednym utworze, skoro spisała się tak dobrze?

Lever: Margo spisała się kapitalnie, a dlaczego śpiewa tylko w jednym utworze? To też wynika z concept albumu, którego „lirycznym ja” jest postać Neaghiego. W tym utworze natomiast pojawiają się słowa, które Neaghi słyszy w swojej głowie, słowa wypowiadane przez tytułowe Zło. Stąd też pomysł był taki, aby ten fragment utworu zaśpiewany był przez innego wokalistę. Margo wymyśliła świetną linię melodyczną, a mi pozostało napisać do niej odpowiedni tekst. Podobny zabieg zastosowaliśmy w utworze „Ashes Of Fear”, który w warstwie lirycznej jest dialogiem pomiędzy Neaghim a Bogiem, którego rolę powierzyliśmy Alessandro Dominiziemu z włoskiej kapeli GunJack.

Harsha też pograł sobie tu i ówdzie, szczególnie ta fortepianowa koda „The Last Redemption” wyszła mu nad podziw – okazało się, że czasem warto zaufać producentowi, nawet jeśli początkowo jego wizja wydaje się niezbyt ciekawa?

Lever: Tutaj muszę przyznać, że akurat pomysły Harshy, które wniósł na płytę, od razu przypadły nam do gustu i nawet nad nimi nie dyskutowaliśmy. Oprócz wspomnianego przez ciebie fortepianu urzekły nas wiolonczele w „No Man’s Land”, które bardzo zmieniły charakter tego numeru. Dodatkowo Harsha dograł sporo partii rytmicznych gitar, aby podkreślić klimat danego utworu. Powierzyliśmy mu rolę producenta płyty i jak na producenta przystało miał ogromny wpływ nie tylko na brzmienie, ale również na wiele detali i smaczków, które czasem są nawet trudne do uchwycenia przez ucho.

Sami zadbaliście o projekt okładki i szatę graficzną płyty – to teraz konieczność, wydawca musi dostać komplet materiałów, żeby chcieć wydać płytę?

Lever: Nie, nie jest to koniecznością, ale z uwagi na koncepcyjny charakter naszego albumu chcieliśmy mieć wszystko pod kontrolą. A ponieważ Lukas oprócz tego, że jest świetnym bębniarzem, to również bardzo zdolny grafik, więc jego wybór na osobę odpowiedzialną za szatę graficzną był dla nas czymś oczywistym.

Lukas: Tak to prawda, że jestem autorem grafiki. Komfortem dla mnie, jako autora oraz nas jako zespołu było to, że nikt z góry nie narzucał nam jaka ma być okładka, co nie jest takie oczywiste. Wraz z tworzeniem nowych kompozycji co rusz wpadałem na jakiś pomysł graficzny i zalewałem nimi skrzynki odbiorcze kolegów z zespołu, prosząc o opinię.

Zaskoczył mnie ten Soliton, bo ta wytwórnia kojarzy się z bardzo różną muzyką, akurat mnie z jazzem czy klasyką, ale jednak nie z metalem. Jak do niej trafiliście i co to wam w ostatecznym rozrachunku dało?

Lever: Soliton był jedną z kilku wytwórni, z którymi nawiązaliśmy kontakt w sprawie naszej płyty. Owszem, być może nie specjalizują się w metalu, jednak warunki jakie nam zaproponowali były najbardziej przejrzyste i długo nie zastanawialiśmy się nad podpisaniem kontraktu. Bardzo ważna była dla nas kwestia dystrybucji digitalnej, a tu Soliton działa naprawdę prężnie. Dodatkowo dzięki Solitonowi nasz album dostępny jest w sprzedaży w sieci Empik, gdzie łatwo nie jest się dostać. Wiadomo, że nie jesteśmy zbyt znanym zespołem, więc nakład płyty CD nie jest zbyt duży, niemniej jednak jesteśmy bardzo zadowoleni ze sprzedaży, pomimo braku promocji w postaci koncertów.

Zwykle jest tak, że kiedy zespół wydaje pierwszą płytę, to jego muzycy są tym maksymalnie podjarani i koncentrują się na muzyce. A u was akurat odwrotnie, bo niedawno straciliście gitarowy duet Adam/Michał. Zaskoczyła was ich decyzja na tym przełomowym etapie, czy może wiedzieliście wcześniej, że do tego dojdzie?

Lukas: To była decyzja naszych gitarzystów. Michał był zmęczony pracą nad albumem, chciał poświęcić się rodzinie i swojej pracy, jako nauczyciel gry na gitarze. Szanuję i rozumiem. Wcześniej były jakieś małe symptomy tego, iż taki moment może nadejść, ale póki nie ma oficjalnej informacji po co sobie zaprzątać tym głowę.

Jak przebiega proces szukania ich następców? Zdołacie zagrać jakieś koncerty promujące „Whispers Of Wings” zanim nas znowu pozamykają?

Lever: Na drugą część pytania nie znam odpowiedzi, musiałbym siedzieć w głowie premiera i ministra zdrowia, a tu strach nawet pomyśleć, do czego są oni zdolni.

Natomiast co do szukania następców. Nowy skład już jest, dołączyli do nas dwaj młodzi, bardzo zdolni i ambitni gitarzyści Paul i Archee i liczymy, że połączenie rutyny z młodością przyniesie dobry efekt. Pomimo że za nami dopiero pierwsze próby, to energia i chemia na nich panująca pozwala nam z wielkim optymizmem patrzeć w przyszłość.

Paul: Jestem zadowolony, że dołączyłem do Neaghi, nawet nie mogłem pomyśleć, że przyjadę na pierwszą próbę i zagramy numery tak, jak to byłby prawdziwy koncert. Ta kapela ma ogromny potencjał, więc mam ochotę na granie w tym zespole, spróbuję pokazać wszystkie swoje umiejętności i wzbogacić zespół swoim czuciem muzyki i techniką.

Archee: Również bardzo cieszę się, że gram w takim zespole. Od razu wyczułem świetną atmosferą i myślę, że osiągniemy wiele sukcesów. Mam nadzieję, że niebawem zobaczymy się na koncercie. Najlepsze jeszcze przed nami.

W takiej sytuacji nawet tak drobne sukcesy, jak trafienie „Painting A Dead Man’s Face Red” na listę przebojów Radia SOK cieszą tym bardziej, pokazując przy tym, że są jeszcze w tym kraju słuchacze doceniający mocną, ambitną muzykę?

Lever: oczywiście cieszymy się z każdych, nawet drobnych sukcesów, niemniej jednak nie do końca zabiegamy o pozycje na listach przebojów. Fajnie że są ludzie, którym podoba się nasza muzyka, że na nas głosują, jednak prawdziwą weryfikacją będą koncerty. Na tym się w tej chwili skupiamy i przygotowujemy do tego, aby w końcu wyjść na scenę i pokazać na co tak naprawdę nas stać.

Tak czy inaczej, czeka was teraz ciekawy i pełen wyzwań okres, bo po tak udanej, debiutanckiej płycie warto byłoby zaskoczyć słuchaczy za rok czy dwa czymś równie dobrym?

Lever: Na razie nie myślimy o nowym materiale, jest oczywiście jakaś wizja tego w jakim kierunku pójdziemy, ale za wcześnie by o tym mówić. Tak jak wspomniałem, koncentrujemy się na przygotowaniach do grania na żywo, a ponieważ materiał z „Whispers Of Wings” na którym oprzemy nasz koncertowy set, nie jest łatwy, więc trochę czasu potrzebujemy, aby być gotowym na 100 procent. Patrząc jednak w jakim tempie idą prace wierzę, że jeszcze w tym roku Neaghi zadebiutuje na scenie.

Lukas: Nowy materiał na pewno będzie energetyczny.  Chcemy, aby było zachowane DNA Neaghi z debiutanckiego albumu z domieszką świeżej krwi naszych nowych gitarowych. Paul i Archee mają sporo pomysłów i świeżą głowę. Przede wszystkim są w 100% metalheadami.

Wojciech Chamryk

143_kata_158x600 kopia.jpg 144_hmpbanner.jpg 141_evil158x600.gif 139_gojira_158x600 kopia.jpg 140_fatum-158x600-singiel.png 142_sepultura158x600.gif

Goście

3752183
DzisiajDzisiaj1110
WczorajWczoraj814
Ten tydzieńTen tydzień3326
Ten miesiącTen miesiąc1924
WszystkieWszystkie3752183
54.158.251.104