Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 88sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

pandemic m

„Opowiedzieć jeszcze jedną historię” (Faust)

           

Powrotnym albumem „Wspólnota brudnych sumień” Faust niewiarygodnie wysoko podniósł sobie przysłowiową poprzeczkę. A tu proszę, kolejny materiał „Cisza po tobie” trzyma równie wysoki poziom, zaś pod pewnymi względami nawet przebija poprzednią, świetną płytę. Lider grupy Tomasz „Kaman” Dąbrowski opowiada jak doszło do nagrania tego zaskakującego materiału, jak można grać brutalny metal z ludowymi czy etnicznymi instrumentami i nie zrobić z tego trywialnego folk metalu oraz jakie ma plany na przyszłość.

            
HMP: Trzy lata temu za sprawą albumu „Wspólnota brudnych sumień” odnotowaliście wspaniały powrót po 15 latach milczenia. Domyślam się, że z racji tego, co wydarzyło się wkrótce na całym świecie, koncertów promujących tę płytę zbyt wielu nie zagraliście, ale wydaliście ją  nie tylko w wersji CD, ale również na LP i kasecie, a świetne recenzje tylko upewniły was, że rzecz warta jest kontynuacji?

Tomasz „Kaman” Dąbrowski: Płyty CD, winyle, a nawet kasety poszły bardzo fajnie. Pojawiły się nawet reedycje dwóch pierwszych albumów w Kazachstanie. Debiutancki album „Król moru i perła” w ciągu roku został wznowiony przez trzy różne wytwórnie płytowe. Jeden z fanów z Wielkiej Brytanii tak bardzo chciał mieć ten materiał na winylu, że w całości pokrył jego produkcję. Dziękujemy ci Paweł – to co zrobiłeś było totalnie szalone! Udało nam się zagrać na przełomie roku 2021/22 siedem koncertów, w tym z fantastycznymi ekipami z Dragon, Destroyers oraz jeden z Hate. Gig przed Kreator, Sodom, Sinister i Malevolent Creation, obok Turbo, miał być ukoronowaniem tej serii, jednak festiwal United Arts został odwołany trzy tygodnie przed startem. To wszystko nie miało jednak żadnego wpływu na to, że postanowiliśmy nagrać kolejną płytę: po prostu czuliśmy potrzebę opowiedzenia jeszcze jednej historii. Nie gramy tylko dla grania. Gdy poczujemy, że nasza muzyka może stać się formą bez treści, wówczas Faust zniknie na kolejne lata lub na zawsze.

Czasu na twórczą pracę nie brakowało w ostatnim okresie chyba nikomu, ale wy wykorzystaliście go nadzwyczaj owocnie, czego efektem jest nie tylko poszerzenie składu, ale też nagranie najlepszej płyty w dyskografii zespołu?

Dziękujemy za taką opinię na temat nowej płyty. Tym bardziej z ust takiego weterana jak ty. Wydawało nam się, że „Wspólnotą brudnych sumień” poprzeczkę postawiliśmy sobie tak wysoko, że nigdy jej już nie przeskoczymy. Tymczasem „Cisza po tobie” zbiera jeszcze lepsze recenzje, choć poprzednia zbierała prawie wyłącznie maksymalne noty. Nowy album powstał spontanicznie jakoś w grudniu 2021, w ciągu niecałych dwóch tygodni skomponowałem cały ten materiał. W tym samym miesiącu nagraliśmy bębny, a potem reszta ekipy robiła swoje aranżacje tych kompozycji. Ze względu na terminy studyjne nagrywanie tej płyty trwało znacznie dłużej bo kolejne półtora roku.

W sumie sam nie wiem co jest lepsze: nagrywać co dwa lata trzymający poziom, ale jednak przewidywalny i w sumie niezbyt oryginalny materiał, dzięki czemu przez 25 lat istnienia taki zespół dysponuje już dość obszerną dyskografią, czy może mieć tych płyt mniej, ale takich, obok których nie da się przejść obojętnie – obstawiam, że wybierzesz drugą opcję?

Jestem zwolennikiem opcji drugiej, tym bardziej, że jak powiedziałem na wstępie, muzyka dla mnie musi mieć treść, musi być o czymś, wtedy związuję się z nią najbardziej. Ale i same dźwięki potrafią malować fantastyczne opowieści i emocjonalne krajobrazy. Dla relaksu słucham wiatru, deszczu, ptaków itp. Gdy z angielskiego rozumiałem tylko „yes” i „no” samym dźwiękiem urzekał Pink Floyd, a agresja wylewająca się z muzyki Slayer była jak terapia, choć nie miałem pojęcia o czym są teksty. Czy opcja nr 2 charakteryzuje Fausta, tego mi oceniać nie wypada. Mam nadzieję, że tak jest i może nadal będzie. 

Skąd pomysł na wzbogacenie brzmienia Fausta etnicznymi instrumentami i kobiecym głosem?

Gdy komponuję muzykę wymyślam sobie najpierw bohaterów. Wyobrażam sobie jak oni wyglądają, w jakim są wieku, jakie są między nimi relacje i jakie relacje mają oni sami z otaczającym ich światem. Potem wyobrażam sobie, że ten świat zawala się im z jakiegoś powodu i zgaduję, co wówczas z nimi może się dziać, jak to przeżywają. W tym przypadku zaczyna się od retrospekcji – grupa ludzi ucieka przed… wojną, prześladowaniem, wykluczeniem – słuchacz sam sobie wybierze opcję. W mojej historii uchodźcy to matka z małym dzieckiem. Ich relacje opisuje ostatni utwór „Zdążyć przed deszczem”. Słychać, że jest tam miłość, troska i świadomość tego, że jedyną drogą ucieczki pozostała już tylko śmierć. Tekst tego utworu to jednocześnie kołysanka i pieśń pogrzebowa. Nie wyobrażałem sobie w tym numerze przesterowanych gitar, itd. Cała rzecz dzieje się w górach, w otoczeniu majestatycznej, nieśmiertelnej przyrody. Naturalne okazało się więc użycie instrumentów etnicznych, które są najbliżej źródeł, najbliżej natury. Tak trafiliśmy na Karolinę Matuszkiewicz – mistrzynię świata w tworzeniu magii za pomocą głosu i kilkusetletniego instrumentarium. Karolina jest muzykiem po akademii z bardzo bogatym dorobkiem artystycznym. Nie liczyliśmy za bardzo na to, że się zgodzi. Gdy jednak dostała pierwszy tekst, weszła w to bez zastanowienia, dla samej przyjemności twórczej pracy. To, o czym robimy płytę chyba bardzo ją poruszyło, na co wpływ niewątpliwie miał fakt, że sama kilka miesięcy wcześniej została mamą. Miło było patrzeć, jak wielką przyjemność czerpie z nagrywania płyty z metalowym zespołem.

Zasklepienie się w jednej stylistyce czy brzmieniowej konwencji uważasz więc za początek końca, twórczej stagnacji, stąd nagranie płyty odmiennej od „Wspólnoty brudnych sumień”, na której podążacie nieco innymi, chociaż wciąż metalowymi, ścieżkami?

Twórczej stagnacji nigdy nie odczułem, bo nigdy w życiu nie próbowałem nic skomponować, tylko dlatego, że muszę. Nie odczuwam najmniejszego ciśnienia na to, żeby grać w zespole, żeby wychodzić na scenę. Przed nagraniem „Wspólnoty...” np. 15 lat nie wziąłem ani razu gitary do ręki. Pomiędzy koncertami też nie gram, nie ćwiczę – sama gra dla grania mnie nie interesuje, nie uważam siebie nawet za muzyka i myślę, że niewiele potrafię. Ale masz rację – gdy Karolina dołączyła do ekipy, mój horyzont patrzenia na to, co można zrobić w oparciu o metal, ogromnie się poszerzył. Ramy gatunkowe pękły. Okazało się, że można nadal grać brutalny death metal czy ultra szybki thrash z wplecionymi instrumentami etnicznymi i nie zrobić z tego folk metalu, za którym osobiście niezbyt przepadam. A Karolina jak zauważyłeś, skocznych melodyjek nie gra i mimo wszystko folk metal to nie jest. Bardzo podobają mi się pierwsze recenzje, gdy widzę jak w jednym tekście dziennikarze zestawiają ze sobą klimat starego Kat, Morbid Angel, Dead Can Dance z Testament i muzyką etniczną.

Dobrym przykładem takiego podejścia jest choćby kompozycja „Iskra pod śniegiem”, bo przecież nawet kiedyś, kiedy mieliście w składzie klawisze, wykorzystywaliście je inaczej, ich partie nie były tak wielowymiarowe?

Kiedyś podchodziliśmy do tematu bardziej stereotypowo. Zakładaliśmy, że klawisz ma być po to, żeby robić plamy, dodawać przestrzeni. A że klawisz niezbyt pasuje do wizerunku „skóra i dżinsy to my, źli metale” to z założenia był dyskryminowany. Dziś jest keyboard, fortepian, suka biłgorajska, fidel płocka, kazachski kobyz, trochę industrialnych sampli, białe głosy i ludowe chóry a nawet australijskie didgeridoo. A wszystko to okraszone piekielnymi blastami Pavulona.

Death/thrash nie wyklucza też czerpania z dorobku największych sprzed wielu lat, zespołów, które pół wieku temu zapoczątkowały metalowe granie – to dlatego w „Pogardzie” słyszę echa Black Sabbath, od takich wpływów nie da się uciec?

Od wpływów muzycznych na jakich się wychowaliśmy, nigdy nie uciekniemy. Moją wyobraźnię muzyczną kształtowały raczej Slayer, Kat, Testament czy Iron Maiden, ale i kolekcję Sabbath mam na półce. Gdy pierwszy raz usłyszałem „Pogardę” pomyślałem sobie, że ten utwór brzmi raczej, jakby był wyjęty z pierwszej płyty Six Feet Under. Ale twoje porównanie do Sabbath bardziej mi się podoba. Jeszcze o wpływach… dyskutowaliśmy o tym z naszym realizatorem z Heinrich House Studio. Filip twierdził, że muzycy z mojego pokolenia komponują w oparciu o zupełnie inne podziały rytmiczne niż np. młodsi, którzy wychowali się na innej muzyce. I tego nie da się przeskoczyć, to jest zakodowane w podświadomości. Nigdy nie zagrasz bluesa, jakiego robiło się  latach 60., jeśli nie żyłeś w latach 60. i ten klimat nie przenikał cię na każdym kroku.

Znowu wyszła wam krótka, zwarta płyta, niewiele przekraczająca 30 minut. W sumie można powiedzieć, że za wyjątkiem, nieco tylko dłuższej, „Misantrophic Supremacy” to już taka wasza tradycja – przy tak intensywnej, chociaż też zróżnicowanej, warstwie muzycznej nie ma lepszego rozwiązania, lepszy jest niedosyt niż przesyt?

W planach byłe EP-ka, więc i tak się zdziwiliśmy, że wyszło aż 32 minuty. Jakoś tak to zawsze samo wychodzi. Pomysł się zamyka i wtedy dopiero patrzymy na czasówkę. Ale może to i dobrze – sam nie jestem w stanie wysłuchać dziś dłuższych metalowych albumów niż 30 – 40 minut. Tym bardziej, że w kolejce czeka tysiąc kolejnych. Takie mamy czasy. A jeśli niechcący po zakończeniu ostatniego utworu na płycie słuchacz czuje niedosyt zamiast przesytu, to chyba obydwu stronom wyjść może to tylko na zdrowie.

„Wspólnota brudnych sumień” intrygowała nie tylko od strony muzycznej, bo warstwa słowna tego albumu była zwartą całością, traktującą o skali problemu pedofilii w Kościele katolickim. Mieliście jakiś odzew na te teksty, pojawiły się reakcje świadczące, że daliście komuś do myślenia?

O tak. Mnóstwo ludzi pisało do nas w sprawie tych tekstów. Jedni dopytywali o szczegóły tych historii, jeszcze inni deklarowali, że skłoniło to ich do tego, żeby wreszcie dokonać apostazji, co wreszcie i ja sam zrobiłem, żeby skończyć z wygodną hipokryzją. Kilka osób pisało do mnie, że w ich parafiach są księża podejrzewani o pedofilię, lecz nikt nic z tym nie robi, bo to małe miasteczka. Były i sygnały od osób w bardzo słabej kondycji psychicznej, czy wręcz list od fana z zakładu psychiatrycznego. Na skutek jakich przeżyć ci ludzie znaleźli się w takim stanie jako osoby dorosłe, nawet nie chcę się domyślać. W każdym razie dało się odczuć, że ludzie traktują to co zrobiliśmy bardzo poważnie i osobiście. Świadomość tego, że potem mamy wyjść na scenę i zagrać te numery ludziom „do tańca” była dosyć przytłaczająca. Nie chcieliśmy wyjść na smutnych panów. Okazało się, że na żywo publiczność odbiera je jednak na luzie i wszyscy mogliśmy sobie poskakać.
Po takim temacie ciężko wymyślić coś równie mocnego, ale wam się to udało. Tyle, że nie jest tak dosłownie, bo wręcz w filozoficzny sposób pokazujecie, że rodzaj ludzki ma okrucieństwo niejako zakodowane w genach, wojna wywołuje tylko jego eskalację i żadna religia tego nie zmieni, niezależnie od tego, czy jest się osobą niewierzącą, chrześcijaniniem czy buddystą?

Religia tego nie zmieni, bo to katalizator całego tego syfu. Zacznijmy jednak od tego, że według mnie mnie słowa „chrześcijanin” i „katolik” coraz częściej się wykluczają. Uważam, że nie możesz dziś określać siebie chrześcijaninem, jeśli nadal pozostajesz katolikiem, wiedząc ile zła i okrucieństwa ta organizacja uczyniła i czyni dalej. Żeby być dobrym chrześcijaninem nie potrzebujesz żadnego kościoła. Jeśli jesteś katolikiem, należysz do organizacji, która na sumieniu ohydne zbrodnie i śmierdzi trupem, strachem i korupcją. Każdy człowiek jest z natury dobry. To socjalizacja robi z ludzi potwory. A jeśli w procesie edukacji i socjalizacji pojawia się religia, to mamy już kierunek na totalitaryzm. Każdy totalitaryzm, tak jak i religia, dąży do tego, żeby przejąć kontrolę nad całym twoim światopoglądem, ukształtować twoje życie prywatne według jednego jedynego, słusznego wzorca. Ci, co są poza nawiasem kończą jako obiekt drwin, jako śmieci, wszy, zaraza. Jednym słowem należy im się wyłącznie „Pogarda”, upokorzenie i gwałt. Doskonale pokazuje to wojna na Ukrainie – nazistowska Rosja z jednej strony cierpi na kompleks niższości, z drugiej uważa się za naród wybrany. Tam religią jest nieświadomy nazizm. W efekcie Rosja nienawidzi wszystkich z sobą samą włącznie. Rosja to „kraj systemowo chory psychicznie”. Pytasz jeszcze o buddyzm. Wielkie religie stawiają człowieka w roli władcy świata, obiecują mu też życie po śmierci. Buddyzm idzie pod prąd. Tu człowiek nie jest najważniejszą istotą na planecie, a po śmierci zostanie unicestwiony, osiągnie cel, jeśli rozpuści się w niebycie i w ten sposób zjednoczy się z planetą.

W sumie polityka jest powiązana z religią od tysięcy lat, już od starożytności, wypraw krzyżowych czy choćby znanej nam doskonale ekspansji Krzyżaków na ziemie polskie, odbywającej pod pretekstem krzewienia chrześcijaństwa – problem w tym, że ten problem jest cały czas aktualny, a przecież czasy średniowiecza mamy już przecież dawno za sobą?

Bez względu na epokę, zawsze w żyłach będziemy mieli testosteron, a ludzie zwichnięci psychicznie będą dążyć do osiągnięcia absolutnej, autorytarnej władzy. Głównie dlatego, że nie radzą sobie sami ze sobą, mają za małego ptaka w rozporku albo innego rodzaju zaburzenie na tle seksualnym, w tym nienawiść do kobiet. Każda ideologia, czy to krzewienie światowego komunizmu, jedynej słusznej religii czy kultu Wodza-Boga będzie dobra jako narzędzie do osiągnięcia celu. Im gorzej wyedukowane społeczeństwo, im więcej przemocy w stosunku do najmłodszych dzieci, tym cel taki uda się osiągnąć łatwiej. Największy syf jaki zbiera się w człowieku to ten, jaki pakujemy w jego głowę w pierwszych latach jego życia.

Kolejność utworów wydaje mi się nieprzypadkowa, a finał w postaci utworu „Zdążyć przed deszczem” zdaje się nieść, mimo wszystko, pewną nadzieję, nawet jeśli traktuje o śmierci?

Nadzieja w tym, że śmierci nie ma. Jeśli spojrzeć na to z odpowiednio szerokiej perspektywy. Jest tu taka zwrotka: „Otulą nas korzenie drzew, liście nakarmią słońcem. Przestanie mieć znaczenie czas, i koniec i początek”. Bohaterowie tego utworu już nie chcą dalej uciekać. Ich ludzkie życie kończy się pod drzewem, pod którym stanęli w trakcie swojej wędrówki. Energia rozpuści się w przestrzeni, zamieni w ciepło, wiatr. Ciała zostaną wchłonięte przez tysiącletnie drzewo, które wyda owoce. Tymi owocami nakarmi inne stworzenia. Ale i to kiedyś przeminie. I tak w kółko. To jest jedyna sensowna religia, jedyna realna wizja wiecznego życia bez śmierci. Tak na marginesie tego tematu: pierwszymi organizmami na ziemi były grzyby – ni to rośliny, ni zwierzęta. Po każdą naszą stopą znajdują się setki tysięcy kilometrów grzybni, która oplata naszą planetę siecią połączeń przypominających neurony. Wielu naukowców uważa, że wszyscy jesteśmy potomkami grzybów i po śmierci wrócimy do macierzy, staniemy się grzybnią. Nawet ta wizja wydaje mi się dużo bardziej rozsądna od pieprzenia o bramie do raju lub piekielnych kotłach. I o skazaniu własnego dziecka na tortury w imię teoretycznej miłości do reszty klientów stojących w kolejce po buziaczka od tatusia z długą, siwą brodą To jakieś bzdury dla imbecyli. Wolę towarzystwo grzybów.

„Wspólnota brudnych sumień” zwracała też uwagę niesamowitą szatą graficzną. Anna Malesińska jest również autorką oprawy graficznej „Ciszy po tobie” –  nie było innej możliwości?

Nie było. Po pierwsze idealnie wie o co chodzi w naszej muzyce i tekstach, więc od razu proponuje swoją graficzną interpretację naszego tematu. Jej obrazy współistnieją z naszą muzyką i tworzą jedną spójną całość. Nad tymi grafikami pracowała rok. Poza tym to nie tylko malowanie, ale i studiowanie źródeł historycznych. Tu żaden element, szczegół, kolor czy kąt nachylenia dowolnej literki w ręcznie spisanych tekstach nie jest przypadkowy i wszystko to ma  oparcie w studiach na temat epoki, do jakiej się odnosi.

Matka Boska z Dzieciątkiem są na głównym planie okładkowej ilustracji, ale ich otoczenie budzi niepokój: owoce gniją, miasto w oddali płonie, wszystko pęka, a te owady też dają do myślenia – w ten symboliczny sposób chcieliście pokazać, że współczesny świat chyli się ku upadkowi, a kondycja moralna jego mieszkańców pozostawia wiele do życzenia?

Owoce, roślinne ornamenty, zwierzęta czy owady – to wszystko miało w malarstwie konkretne symboliczne znaczenie. W wersji Ani Malesińskiej te znaczenia zostały odwrócone. Coś co symbolizowało np. życie, tu umiera, gnije, koroduje. Najważniejszy duchowny Rosji układa się z chciwości z nazistą Putinem. Katolicki papież nie zauważa porwań tysięcy i śmierci setek ukraińskich dzieci i nie dostrzega różnicy między agresorem a ofiarą. A świat za ich plecami płonie. Słowa religijnych przywódców to nic nie warte, infantylne i puste frazesy. Oczywiście gdy powstała ta okładka, a my nagraliśmy już wersję demo płyty,  nikt nie myślał jeszcze o tym, że wybuchnie wojna w Ukrainie, która jest w gruncie rzeczy także naszą wojną. Jeśli Ukraina jej nie wygra, za 15 lat to my będziemy siedzieć w okopach.

Zestawienie w książeczce barwnego świata roślinnego z miłymi dla oka owadami z tymi wszystkimi pająkami, ćmami, karaluchami czy kleszczami też nie jest przypadkowe, ten album to znacznie więcej niż tylko jeden komunikat do słuchacza, atakujecie go z różnych stron?

W koronie kobiety z okładki jest np. żyjący u nas owad, chrząszcz grabarz. Kilka razy jako dziecko widziałem jak pracuje, gdy mieszkałem na wsi. Pod martwym ciałem np. myszy kopie on jamę, aż ciało się w niej zapada. Potem to ciało staje się pokarmem dla potomstwa grabarza. W ten sposób śmierć daje życie pięknie wybarwionemu owadowi. Te wszystkie źle kojarzące nam się stworzenia robią kapitalna robotę oczyszczając nasz świat z martwych szczątek i zgnilizny i zamieniając to na powrót w życie. Jeśli zapytasz o kleszcza, to nie będę potrafił ci powiedzieć w jakim celu stworzyła go natura. Może jego zadaniem jest wyłącznie roznoszenie chorób? Podsumowując twoje pytanie – ilustracje mają skłaniać do refleksji na temat przemijania, ciągłej ewolucji życia z jednej formy w drugą. Jak to zaakceptujesz, przestajesz bać się śmierci, bo dociera do ciebie, że ona nie istnieje. Bardzo fizyczne są tylko związane z nią odczucia bólu, pustki i smutku jaki ona niesie dla bliskich, którzy nagle zostają sami.

Do tego tym leniwym oferujecie rzecz jasna cyfrową wersję albumu, ale dla bardziej wymagających jest CD z grubą książeczką i slipcase; mieliście też w ofercie kolekcjonerskie boxy, na przykład w drewnianych pudełkach. Sprzedały się błyskawicznie, tak więc wciąż są fani zwracający uwagę na takie unikalne wydania?

Fani są zawsze, jeśli traktować ich poważnie. Po cóż ktoś miałby kupować płytę CD, jeśli w kartonowym digipacku znajdzie cztery strony książeczki? Przecież i tak będzie słuchał ze Spotify lub YouTube. Dziś płyta jest prawie wyłącznie przedmiotem kolekcjonerskim, ładnym artefaktem i fizycznym uosobieniem wartości, które cenimy. Dlatego wydajemy te fizyczne nośniki maksymalnie napakowane zawartością. Żeby pokazać ludziom, jak bardzo ich szanujemy i jak bardzo wdzięczni jesteśmy za to, że doceniają to co robimy na tyle, żeby za to zapłacić. Dla jasności - nigdy jeszcze nie zwróciło nam się studio, nigdy nie zarobiliśmy na muzyce tyle, żeby choć pokryć koszty powstania którejkolwiek naszej płyty. Płyty sprzedają się dziś w małych nakładach, a im bogatsze wydanie, tym koszt produkcji większy. Ale warto to robić. Z wersji cyfrowych kiedyś nic nie zostanie, a plastik i papier są wieczne. Ten album wydała firma Szataniec. Piotr nie przestraszył się kosztów produkcji bookleta do CD, który składa się z 28 stron w czasach, gdy papier jest koszmarnie drogi. Do tego włożył to w piękne, kartonowe etui. A to dlatego, że jest on przede wszystkim fanem muzyki, a nie tabelek w Excelu.

Chociaż gdyby ktoś powiedział ci na przełomie wieków, że po 20 latach znowu będziecie aktywni i będziecie wydawać świetne płyty, ale w nakładach 200-500 sztuk, trudno byłoby w to uwierzyć, mimo tego, że wtedy królowało fonograficzne piractwo i zaczynał się boom na muzykę w sieci?

Gdy przyjechała do mnie paleta z płytami „Wspólnoty…” nie oczekiwałem, że ktokolwiek o nas pamięta i że ktokolwiek napisze recenzję, w której dostaniemy więcej jak 50% punktów. Cały nakład chciałem rozdać w Warszawie za darmo przed koncertem Kat na trasie Legendy Metalu. Tyle, że płyty dotarły do mnie kilka dni później. I tak zaczęliśmy je rozprowadzać. Tymczasem nie było ocen poniżej 80% i trafiło się kilka „pełniaków”. Granie koncertów w ogóle było abstrakcją - a już półtora roku później zagrałem przed moimi idolami z Dragon i Destroyers, o propozycji koncertu przed Kreator i Sodom nie wspominając. Co do nakładów, to 500 kopii „Misantropic Supremacy” już się rozeszło, zostało z pięć sztuk tej płyty. Zniknęło też 700 sztuk CD „Wspólnoty...” i „Cisza po tobie” ma szansę pójść w tym samym kierunku. Podobno dziś 200 kopii to spore osiągnięcie jak na taki band jak Faust. Póki co znacznie przekraczamy te progi, ale jak wspominałem wcześniej, nie znaczy to, że zarobiliśmy na muzyce choćby złotówkę na plus.

Dobrze przynajmniej, że ludzie wciąż chcą chodzić na koncerty. Planujecie jakieś występy w sezonie jesienno-zimowym, żeby pograć nowy materiał na żywo, i to z obu powrotnych płyt?

Zagramy, ale będzie to luty/marzec 2023 roku. Na początek będzie to kilka koncertów ze Sceptic Jacka Hiro – podobnie jak my wrócili z nowym materiałem po kilkunastu latach przerwy. Ponadto mamy tego samego wydawcę, więc wspólne granie to naturalna kolej rzeczy. Być może powtórzymy coś z Dragon i Destroyers. Bardzo fajna była ta ostatnia trasa z nimi.

A co w dalszej perspektywie, kolejny album za dwa-trzy lata, skoro tak wam się udał ten powrót po 15 latach milczenia?

Tego nikt nie wie. Obecnie widzę dwie zupełnie odrębne ścieżki, którymi ja osobiście chciałbym podążyć. Jedna z nich to prosty, tradycyjny thrash/death metal. Druga nie ma z metalem wiele wspólnego i ciąży bardziej w stronę teatru. Ale jak to w życiu często bywa – z konkretnych planów zazwyczaj wychodzi coś, co ostatecznie jest ich kompletnym przeciwieństwem.

Wojciech Chamryk

rightslider_001.png rightslider_004.png rightslider_002.png rightslider_005.png rightslider_003.png

Goście

5019735
DzisiajDzisiaj1094
WczorajWczoraj2508
Ten tydzieńTen tydzień11159
Ten miesiącTen miesiąc23386
WszystkieWszystkie5019735
3.235.172.123