Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 76sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

kat roman kostrzewskiazq m

vaderazq m

doroplakatze m

nightwishposterz m

opethposterz m

epicaposterz m

richie kotzenposterz m

helloween nowadata m

laibachposterz m

mystic festivalzz m

kiss poster m

steelpanther poster m

evanescenceposterz m

vandenberg poster m

van der graaf generator m

deeppurple 2021 posterb1mn m

fish posterb1 2021 v2ze m

tarja 2021 posterb1 m

 

STALLION - Slaves Of Time

 

(2020 High Roller)
Autor: Wojciech Chamryk
 

stallion-slavesoftime s

Tracklist:
1. Waking the Demons
2. No Mercy
3. Time to Reload
4. All in
5. Brain Dead
6. Die with Me
7. Merchants of Fear
8. Dynamiter
9. Kill the Beast
10. Meltdown
                    
Na debiutanckim albumie „Rise And Ride” (2014) Stallion pokazał się z jak najlepszej strony w wydaniu heavy/speedmetalowym. Na wydanym po trzech latach „From The Dead” ugruntował to wrażenie, a teraz przebija atutową kartą, trzecim w dyskografii longplayem „Slaves Of Time”. Jego tytuł bez problemu można odnieść do muzycznych  zainteresowań młodych Niemców, bowiem słychać, że klasyczny metal to wciąż ich największa pasja, jeśli już nie obsesja. Co ciekawe coraz śmielej łączą speed/thrash z bardziej melodyjnymi odmianami metalu, od jego najlżejszej, przebojowej odmiany w wydaniu hair („ All In”), aż po klimaty w stylu wczesnego AC/DC („Time To Reload”). Znacznie ciekawsze są jednak te bardziej tradycyjne nawiązania, tak jak w rozpędzonym openerze „Waking The Demons”, w którym Pauly wrzeszczy niczym Geoff Tate za najlepszych lat czy Midnight, zanim gorzałka nie zniweczyła jego wokalnych możliwości, albo w  „Dynamiter”, którego refren błyskawicznie zapisuje się na twardym dysku mózgu. Thrashowa łupanka w „No Mercy”, speedowy „Brain Dead” i szybki, przebojowy „Meltdown” też robią wrażenie – to kolejne, mocne punkty tej udanej płyty. Szkoda tylko, że przytrafił się na niej zdecydowanie za długi, rozwleczony i nudny, niby epicki „Die With Me”, ale poza tą jedną wtopą jest naprawdę dobrze.
(4/6)
Wojciech Chamryk
120_destruction_158x600px_eu.gif 121_poparzeni_kawa_trzy.gif 120_slider_ot.gif 137_if_158x600px_eu.gif 122_bluespills_158x600px_eu.gif 124_heathen_158x600px_eu.gif 121_primalfear_158x600px_eu.gif

Goście

3414946
DzisiajDzisiaj1086
WczorajWczoraj1563
Ten tydzieńTen tydzień5978
Ten miesiącTen miesiąc51086
WszystkieWszystkie3414946
3.226.241.176