Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 89sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

pandemic m

„Po prostu projekt dla przyjemności” (Masterplan)

           

O Masterplan było ostatnio dość cicho. Jednak w 2023 roku pojawiło się wznowienie debiutanckiego albumu "Masterplan", singiel z nowym kawałkiem "Rise Again". Po prostu zaczęło się wokół nich coś dziać, a w dodatku przyszła wiadomość, że w tym rok zagrają dwa koncerty wspólnie Firewind, więc czemu nie zrobić wywiadu z liderem zespołu Rolandem Grapowem?

                    

HMP: Ponoć pierwszy album Masterplan miał być zemstą na byłych kolegach z Helloween? Czy zemsta się udała? Jak smakowała?

Roland Grapow: To nie miała być zemsta, może w tamtym momencie w pewnym sensie tak to odczuwaliśmy, ponieważ album odniósł spory sukces. To był nowy line-up, nowy styl, stworzyliśmy coś zupełnie nowego i byliśmy z tego zadowolenie, więc zemsta nie byłaby odpowiednim słowem.

Kością niezgody był album "The Dark Ride", z którego byli niezadowoleni Andi Deris i Michael Weikath. Oskarżali głównie ciebie i Uli Kuscha, że wprowadziliście więcej mroku i wolniejsze kompozycje. Mnie akurat "The Dark Ride" bardzo się podobał i szczerze mówiąc, liczyłem, że muzyka Masterplan będzie zbliżona do klimatu wspomnianego albumu. Niemniej aż takiego mroku nigdy nie wprowadziłeś do muzyki swojej kapeli dlaczego?

Uli i ja nie byliśmy odpowiedzialni za wspomniany „mrok” na płycie, w końcu byliśmy tylko gitarzystą i perkusistą. Ten koncept wyszedł od managementu, całego zespołu i Royzi. Rzeczywiście jako zespół zrobiliśmy taką muzykę, ale nie był to nasz pomysł, tylko managementu. Nigdy w zespole nie miałem na tyle głosu, żeby móc wprowadzać jakieś większe zmiany, więc to wszystko ściema, plotki. Ludzie potrzebowali kogoś do obwinienia i padło akurat na nas, choć moim zdaniem jako zespół, wydanie takiej płyty nie było błędem, ponieważ uwielbiam ten album. Mimo że na początku fani, nie przepadali za tą płytą, to teraz wielu z nich uważa ją za swoją ulubioną. To wszystko polityka. Byliśmy wtedy demokratyczni, była nas piątka plus menadżer i wszystkie decyzje podejmowaliśmy wspólnie. Ja i Uli po prostu dawaliśmy z siebie wszystko jako instrumentaliści i songwriterzy. Uważam, że zrobiliśmy mocnego i potężnego, cieszę się, że napisałem tytułowy utwór z tej płyty. Ludzie nie powinni się tyle zastanawiać nad tym, to wszystko polityka i rzeczy zza kulis. Na pierwszym, albumie Masterplan, można usłyszeć styl, który z Ulim naprawdę chcieliśmy prezentować, dużo nauczyliśmy się, nagrywając „Dark Ride”, chociażby zaczęliśmy też do niektórych utworów stroić niżej gitary, ale reszta jest raczej w oldschoolowym stylu. Zaczęliśmy blendować to czego nauczyliśmy się w Helloween z naszą miłością do muzyki lat 70.

W założeniach debiut Masterplan miał być twoją kolejną płytą solową, jednak Uli Kusch, który wspierał cię od początku, namówił cię, żeby to była płyta zespołu. Jakich użył argumentów?

To był nasz wspólny pomysł, choć racja na samym początku chciałem zrobić album solowy, w tym samym czasie Uli wspominał, że był zawiedziony, że Helloween nie użyło jego piosenek i zostało mu sporo dobrego materiału. Zaproponowałem więc, żebyśmy zrobili coś wspólnie i tak to się zaczęło. Miał to być tylko drobny projekt na boku, z Russelem Allenem z Symphony X na wokalu, nawet nie wiedzieliśmy, kto miałby uzupełnić skład zespołu w tamtym okresie, Nie miało być nic znaczącego, nie miała to być konkurencja dla Helloween, był to po prostu projekt dla przyjemności. Dopiero kiedy się rozdzieliliśmy to, zrobiło się poważniej, bo wtedy zaczęło chodzić po prostu o przetrwanie.

Miałeś jakieś wytyczne, zakładając ten zespół? Udało się wszystkie zrealizować?

Nie, po prostu staraliśmy się robić to dobrze, miałem u boku Uliego, który był dobrym wzmocnieniem zarówno jako bębniarz, ale jak i kompozytor. Każdy z nas robił swoje, ja dogrywałem klawisze na moich numerach, Uli na swoich. Mieliśmy też specjalnego gościa, który zagrał na klawiszach w trzech innych piosenkach (Janne Wirman). Jak nagrywaliśmy album to, nie mieliśmy basisty, sprawdziliśmy kilku gości, ale żaden nie pasował, lub nie grał tak, jak byśmy tego chcieli, więc Andy Sneap, zaproponował, żebym to ja zagrał na basie. Powiedziałem, że nie umiem grać na basie, ale odpowiedział, że skoro umiem grać na gitarze to, umiem też na basie. Po tym jak nagrałem jeden utwór, spodobało nam się brzmienie (miałem w studiu dobry bas, który czasem używałem do pisania piosenek) i to jak grałem, więc nagrałem bas na całym albumie. Pełny lineup powstał z osiem miesięcy później.

Pierwszymi wyborami na wokalistów Masterplan był Russell Allen i Michael Kiske. Szczególnie to drugie nazwisko jest elektryzujące w kontekście Masterplan. Dlaczego nie doszło do współpracy z tymi muzykami?

Z Russelem to był nasz głupi pomysł z Ulim, bo po sytuacji z Helloween chcieliśmy prawdziwego zespołu, a nie tylko projektu, Russel chętnie wystąpiłby w side-projekcie, ale odmówił nam gdy zapytaliśmy go o dołączenie do zespołu, był zadowolony w Symphony X. Uznaliśmy, że musimy mieć naszego wokalistę, a nie gościa, który już śpiewa w innym zespole, nie moglibyśmy koncertować i jeździć w trasy. I kolejnym pomysłem był Michael Kiske, który przecież tak jak my był byłym członkiem Helloween i, mimo że byłoby to wspaniałe, to nie byłaby to dobra decyzja. Michael 20 lat temu nie był tak wkręcony w heavy metal, o czym ludzie nie pamiętają i nie miał dobrych stosunków z Helloween. Kiske uznał, że mógłby zaśpiewać na jednej piosence, więc napisałem dla niego utwór „Heros” i zrobiliśmy duet Kiske z Lande i nagraliśmy tę piosenkę. Pamiętam, że był to sierpień, byliśmy wtedy od dwóch miesięcy poza burtą Helloween i uznaliśmy z Ulim, że musimy, znaleźć naszego wokalistę i był to Jorn Lande, którego kilka miesięcy wcześniej słyszeliśmy na trasie. Nie było łatwo się z nim skontaktować, w końcu znalazłem kogoś z wytwórni we Francji, kto dał mi numer do jego ówczesnej dziewczyny i obecnej żony. W końcu zobaczył e-maila ode mnie, przyjechał do mojego studia w Hamburgu, przesłuchał materiał, spodobał mu się i zgodził się, żeby coś z tym zrobić. Zabrał numery do domu, dopisał 60% tekstów (resztę już wcześniej napisałem ja) i melodie wokalne. Wrócił pod koniec stycznia i dokończyliśmy album. Kilka miesięcy później, jak posłuchał gotowych miksów, był podekscytowany i chciał do nas dołączyć i wkrótce w 100% poświęcił się Masterplan, mimo że w tym samym czasie grał też w Ark.

Jak z perspektywy lat oceniasz wasz debiut "Masterplan"? Jakie masz wspomnienia z okresu powstawania, nagrywania i promocji tej płyty?

Same pozytywy, po ponad 12 latach spędzonych w Helloweeen, była to duża część mojego życie. Gdyby nie Helloween nie byłbym w miejscu, w którym jestem teraz jako muzyk, ale w tamtym czasie nie myśleliśmy tak o tym, przez pierwsze dwa miesiące byliśmy bardzo zawiedzeni. Później jednak zaczęliśmy ciężko pracować. Kiedy czujesz, że robisz dobrą muzykę i widzisz, że ona się ludziom podoba, to przestajesz myśleć o przeszłości. Wszystko działo się dość szybko jeśli chodzi o szukanie muzyków i tworzenie materiału. Dopiero kiedy przyszedł czas, wypuszczania płyty i szukania wytwórni pojawiły się problemy i to zajęło bardzo dużo czasu. Cały ten proces potrwał rok. Przez cały ten czas nawet nie wiesz, czy ta muzyka się ludziom spodoba, oczywiście nasi przyjaciele uważali, że te numery są świetne i mówili, że lepsze niż Helloween, (śmiech) Ale było to duże ryzyko, i tak już nie mieliśmy zbyt dużo funduszy, sam musiałem opłacić produkcje. To było trochę jak loteria i udało nam się wygrać, mimo że trochę to zajęło.

Po dwudziestu latach wznowiliście tę płytę, do podstawowej wersji dodaliście kilka bonusów i dodatkowy dysk DVD z koncertem "Live in Gothenburg 2003", dlaczego wybraliście akurat ten koncert? Macie w zanadrzu jeszcze takie perełki?

Nie, mamy tylko jeden koncert profesjonalnie nagrany, właśnie ten z Gothenburga, mieliśmy też jakieś nagrania z telewizji w Japonii, ale to tylko kilka piosenek nie mieli osobnych plików dźwiękowych z tych nagrań. Więc nie dało się tego zmiksować. Pamiętam jak w Gothenburgu ekipa filmowa zapytała się, czy nagrać również nasz koncert, (byli tam po to, aby nagrać Hammerfall) jednak nie było to tanie, ekipa chciała 4 tysiące euro za sam materiał bez edytowania. Zapytałem więc chłopaków z zespołu i oczywiście wszyscy byli na tak, ale kiedy zapytałem wytwórni, oczywiście powiedzieli, że nie. Po co nam wideo jak dopiero wydaliśmy pierwszy album. Więc zapłaciliśmy za wideo z  naszych pieniędzy zarobionych na merchu. Po dziesięci latach znalazłem te materiały wideo w moim studio i pomyślałem, że była to straszna strata pieniędzy, mamy teraz nowego wokalistę inny lineup, nie ma opcji ze byśmy zrobili reedycje. Choć czasem sobie to oglądam i próbuje zmiksować. Dwa lata temu gdy nadchodziła 20. rocznica naszej płyty, rozmawiając z AFM Records wspomniałem, że bonus track czy takiej okazji to trochę nuda, ale jakby wypuścić live DVD z oryginalnym składem, to byłoby to coś ciekawego. Wytwórnia się zgodziło, i teraz tylko musiałem dokończyć montaż i miks. Walczyłem z montażem, bo nie umiałem tego robić, a były tam ujęcia z dziewięciu kamer. Później nasz klawiszowiec Axel, który trochę pracował w TV, ulepszył nagranie.

W szeregach Masterplan nie ma już Jorna Lande i Uli Kuscha. Nie myślałeś, aby zorganizować specjalny koncert, gdzie gościnnie wystąpiliby Jorn i Uli? Mielibyście następny materiał do samodzielnego wydania, albo dodatek do kolejnego wznowienia…

Tak, gadałem z Ulim i był zainteresowany. Chcieliśmy na zeszłorocznym Wacken zagrać taki rocznicowy koncert, ale Uli powiedział, ze jednak nie przyjedzie, więc uznałem, że nie ma sensu ściągać Jorna. Poza tym Masterplan nie miał wtedy budżetu, żeby opłacić loty Jornowi, tylko po to, by zagrać jeden koncert. Dodatkowo mieliśmy też dziwny slot na festiwalu, graliśmy o 11 rano, ale na dużej scenie. Nie było to takie złe, ale akurat tego dnia zepsuła się pogoda i ludzie nie zjawili się aż do połowy naszego setu. Pamiętam, że później w 2005 roku graliśmy o tej samej porze i były dziesiątki tysięcy ludzi. Także był taki pomysł, dość naiwny zresztą i tak nie wypalił.

Aktualnie za mikrofonem w Masterplan stoi inny znakomity wokalista Rick Altzi, jak sobie radzi on w repertuarze, w którym śpiewał Lande?

Rick jest też fanem Masterplan, i uwielbia Lande jako wokalistę. Rick nie jest taki sam oczywiście, ma swój własny styl, ma agresywny i dość surowy głos, Jorn miał na pewno więcej środka w głosie i używał też czystego wokalu. Kiedy Rick śpiewa stare utwory na żywo, to jest dobrze, ludziom to się podoba i to jest najważniejsze. Myślę, że takich jak Jorn Lande czy Michael Kiske nie da się zastąpić, są ludzie, którzy śpiewają podobnie albo są blisko, ale to nie to samo. Mimo że obydwaj są ze Skandynawii i mają czasem pewne podobieństwa to, nie chcieliśmy kogoś, kto byłby następnym Jornem Lande.

W roku 2016 do Helloween powrócili Michael Kiske i Kai Hansen, nie było ci przykro, że byli koledzy, nie zaprosili ani ciebie, ani Uli Kuscha?

Oczywiście, było, to było dziwne, fani ze świata pisali do mnie i pytali, czemu nie jestem tego częścią, ale jedyne co im odpowiadałem to, żeby pytali Helloween, bo sam nie wiedziałem. Na przestrzeni ostatnich lat wiele razy spotykałem Helloween lub jego członków, często rozmawialiśmy, czy robiliśmy wspólne zdjęcia. Jak byliśmy w drodze na ostatni Wacken, to spotkałem Helloween na lotnisku, trochę gadaliśmy, dowiedziałem się trochę o sytuacji wewnątrz zespołu, wiem trochę o ich prywatnych sprawach. Z drugiej strony oni nie wydają się być zainteresowani mną, nie wiem czemu, odkąd odszedłem, nie grają też moich piosenek na żywo, nigdy nie zgrali „Dark Ride”, „Time of the Oath” czy innych. Podobnie było w przypadku Uliego, jego piosenki zagrali może z trzy razy i później przestali. To wszystko polityka, pewnie to jakiś jeden człowiek stoi za tymi decyzjami, choć nie znam realnej przyczyny. Jesteśmy w gorszej pozycji, bo jesteśmy poza burtą Helloween, a fani wierzą we wszystko, co powie im wokalista (lider). Nikt nie poznaje realnej prawdy, ludzie dostają tylko to, co mają usłyszeć i co mają wiedzieć. Nie czuje się z tym w porządku i pewnie powinienem coś z tym zrobić, ale nie mam na tyle siły czy władzy, szkoda pieniędzy na prawników.

W roku 2017 wypuściliście album "PumpKings" z coverami Helloween. Czy w ten sposób chciałeś przypomnieć się kolegom, czy też, chciałeś przypomnieć swoim fanom, że byłeś częścią Helloween i zostawiłeś tam sporo serca?

Żadne z tych opcji, ja po prostu chciałem odzyskać moje piosenki, które nie sprawiały im radości, prawdę mówiąc, oni nie byli zadowoleni z czegokolwiek, co robiłem w Helloween. Nie grają moich utworów, nie mówią o mnie dobrze, jeżeli w ogóle mówią, ignorują moją karierę, naprawdę nie wiem dlaczego. Więc te utwory to nie są covery, to utwory Rolanda Grapova, moje piosenki. Jedyne co tam jest od Helloween to tekst Kiske na „Mankind” i tekst do „Time of the Oath”. Nikt inny przy nich nie pomagał, wiele z nich powstało nawet jeszcze przed sformowaniem Helloween, jak przykładowo „Rampage” czy „Step Out of Hell”. Nikt nie mówi, Michaelowi Schenkerowi, że gra covery UFO, on gra po prostu swoje piosenki. Tak samo jest ze mną, Helloween nie ma prawa mówić mi, że gram ich covery, to są moje utwory. Dlatego zawsze zwracam uwagę na to, że to nie są covery i nie powinny być tak nazywane.

Bywa, że na koncertach Masterplan gracie jakieś utwory Helloween?

Graliśmy wiele razy, niegdyś jak mieliśmy dłuższą setlista to wrzucaliśmy tam z trz piosenki Helloween, ale teraz jak już, to gramy „Chance”, lub „Time of the Oath”. Teraz jak byłem w Ameryce Południowej i grałem trzy koncerty w Sao Paulo w ramach „Roland Grapow Special”. I graliśmy wtedy cztery piosenki Masterplan, jedenaście Helloween i dziewięć z nich to były utwory moje i Uliego, których Helloween nie gra na żywo, było świetnie, ludziom bardzo się podobało. Dla mnie było to też spore wyzwanie, przygotowywałem się do tego ponad dwa tygodnie, bo niektórych piosenek nie grałem od lat. Tamtejsze solówki nie należą do najłatwiejszych, szczególnie „Mr Torture”, jest bardzo szybka i jak zrobisz, choć drobny błąd to już się nie odnajdziesz i zacząłem się zastanawiać, jak ja to robiłem, jak byłem młodszy, więc było to dobre wyzwanie i cieszę się, że udało mi się dobrze zagrać te partie. Drugi gitarzysta, podczas „Dark Ride” grał harmonie, on był naprawdę dobry, nawet w Helloween tak nie graliśmy. Ale wracając do pytania, ogólnie, mieszamy czasem piosenki z Helloween i Masterplan, ale na ten moment na żywo gramy tylko jedną.

Materiał na "Masterplan" był nagrywany w twoim studio Crazy Cat Studio, przy jego produkcji wspomagał cię Andy Sneap, przyjaźnisz się również z Roy'em Z., także miałeś od kogo uczyć się fachu producenta i realizatora nagrań. Jak się czujesz jako producent? Czy spełniasz się w tym zawodzie?

Bardzo lubię tę pracę, zacząłem to robić około 15 lat temu, po albumie „MK II”. Pamiętam, że zapytałem wtedy AFM o pieniądze, na rozwój, ale też po prostu na życie i wtedy wytwórnia powiedziała, żebym wykorzystał moje studio, nagrał kilka zespołów i zarobił trochę pieniędzy. Od razu powiedziałem, że nie, to było studio tylko dla Masterplan. (śmiech) Z perspektywy czasu, zrobienie studia, tylko żeby nagrywać mój zespołu, wydaje się dość dziwne. Przypadkiem, w podobnym czasie akurat odezwały się do mnie dwa zespoły, jeden z Czech i drugi z Włoch i zapytały o nagrania i miksy. Nagrywać potrafiłem dobrze, ale jeśli chodzi o miksowanie to, zaczynałem od zera, pojechałem do Anglii do Andy’ego Sneapa, on pokazał mi podstawy i zadałem mu masę głupich i prostych pytań pokroju: Czym jest kompresor? (śmiech). Kiedy nagrałem w końcu ten czeski zespół i ludzie usłyszeli moją pracę, to całe Czechy i Słowacja chciały u mnie nagrywać. Tak to się zaczęło, zacząłem realizować więcej i więcej. Teraz już tylko zajmuje się miksem i masteringiem, nagrywanie pochlania dużo czasu, dodatkowo masz w domu muzyków, na co potrzebujesz sporo energii. To jest irytujące, niektóre zespoły, które nagrywałem kilka razy, nie zapamiętują żądnych rzeczy, które im przekazałem, jak choćby poprawne strojenie gitary. Jak miksuje, nie muszę się z tym męczyć, kontaktuje się tylko mailowo i mam spokój.

Płyty Masterplan ukazują się coraz rzadziej, czy nie jest tak, że idzie ci tak dobrze jako producent, że masz coraz mniej czasu na zespół?

Nie do końca, powoli wracam do pracy nad Masterplan, teraz miałem 10-letnią przerwę, która była zbyt długa, ale to dlatego, że miałem bardzo dużo pracy z miksowaniem. Ale po koronie, rynek się trochę uspokoił, dużo ludzi zaczęło robić wszystko samemu w domu, więc mam więcej czasu na Masterplan. W końcu mogę wypełnić mój kontrakt i nagrać kolejny album studyjny, w zeszłym miesiącu wyszedł singiel „Rise Again”, teraz pracuje na kolejną piosenką, ale album jest gotowy, nagrany i zmiksowany, brakuje tylko kilku partii. Myślę, że album wyjdzie jakoś na początku lata, a drugi singiel może po trasie. Znowu jestem bardzo zajęty, ale teraz czymś innym co jest bardzo fajne, bo zajmuje się moją muzyka i Masterplan. Wróciłem do pisania muzyki, wokali i tekstów, co nie było takie łatwo po tylu latach zajmowania się czymś jednak trochę innym.

No, właśnie teraz to się chyba zmieni zapowiedź trasy z Firewind oraz nowy cyfrowy singiel "Rise Again". Wygląda to jak na przymiarkę do nowego albumu, czego możemy się po nim spodziewać i kiedy planujecie jego premierę?

Nie mogę powiedzieć kiedy dokładnie, będzie kolejna piosenka, będzie typowo w moim stylu: szybka i progresywna, podwójna stopa i dobry refren. Myślimy też o zrobieniu video, mam jeden dzień wolny w trakcie trasy i to chyba nawet w Polsce, będę dzisiaj o tym gadać z AFM, żeby zrobić wideo w trakcie trasy i nie marnować trasy. Jest lekki stresik, ale nie, nie lenimy się zarówno na scenie jak i poza nią i na backstage’u.

Czego fani mogą spodziewać się na polskich koncertach Masterplan? Co przygotowaliście swoim fanom?

Dawno nie graliśmy w Polsce i ledwo to pamiętam, ale na scenie zawsze mamy szeroki uśmiech, nie jesteśmy sztywni i dużo się dzieje. Staramy się dawać z siebie wszystko muzycznie i robić też performance na tyle, jak bardzo scena pozwala. Nie jestem już taki młody, może już tyle nie biegam i nie skaczę, wszystko dostosowuje się do wieku, ale gra na gitarze dziś sprawia mi większą przyjemność, niż 30 lat temu. Teraz gram znacznie więcej rytmu niż solówek. Kiedy wszystko będzie ze sobą współpracować to, pojawi się magia.

Do zobaczenia na którymś z koncertów!

Szymon Tryk, Szymon Paczkowski, Michał Mazur

rightslider_004.png rightslider_002.png rightslider_005.png rightslider_001.png rightslider_003.png

Goście

5110387
DzisiajDzisiaj715
WczorajWczoraj1189
Ten tydzieńTen tydzień9957
Ten miesiącTen miesiąc44107
WszystkieWszystkie5110387
3.239.11.178