Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 78sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

legendy metaluiuy m

accept posterb1yyy m

helloween i hammerfallzzz m

vdgg plakat nowe daty m

steelpanther 2022pol m

 

DIVINE WEEP - The Omega Man

 

(2020 Ossuary)
Autor: Wojciech Chamryk
 

divineweep-theomegamann s 

Tracklist:
1. Cold As Metal
2. Journeyman
3. Firestone
4. Riders of Navia
5. The Screaming Skull of Silence
6. Walking (Through Debris of Nations)
7. Die Gelassenheit
8. Mirdea Lake
9. The Omega Man
                      
Niedawno recenzowaliśmy ten album w wersji CD, ale skoro „The Omega Man” doczekał się też  wydania na winylowej, nie możemy więc nie odnotować również tej edycji, bo to nośnik dźwięku chyba najbardziej adekwatny dla metalowego wydawnictwa. Edytorsko pierwszy longplay w dyskografii białostockiej grupy jest wręcz dopieszczony i zarazem bardzo klasyczny w formie: pojedyncza okładka, dwustronna wkładka z tekstami i foto, czarna koperta wewnętrzna na LP i to, co najważniejsze, sam krążek. Ciężki, solidny (pewnie 180), dostępny w wersjach black i blue splatter, gdzie każda jest limitowana do 150 egzemplarzy. Z czarnej płyty Divine Weep brzmi jeszcze lepiej niż z CD i tym bardziej można docenić dźwiękową jakość tego materiału, od początku szykowanego przecież pod tę wersję. Stąd też dobre rozłożenie trwającego trzy kwadranse materiału, gdzie na stronie A mamy pięć krótszych utworów, a na B trzy dłuższe kompozycje i miniaturę „Die Gelassenheit”. Jeśli ktoś nie miał okazji słyszeć jeszcze „The Omega Man” to dodam, że pod względem muzycznym jest równie dobrze. Przyznam, że po nagłej rezygnacji Igora Tarasewicza ze śpiewania i perypetiach Divine Weep z jego kilkoma, potencjalnymi następcami, miałem poważne obawy co do dalszych losów zespołu. Sytuacja zmieniła się na lepsze w roku 2017, a Mateusz Drzewicz (Hellhaim, Subterfuge) okazał się nie tylko godnym następcą poprzedniego frontmana, ale też wokalistą znacznie bardziej uniwersalnym. Znajduje to potwierdzenie zarówno w tych bardziej klasycznych utworach, utrzymanych w stylistyce tradycyjnego/power metalu, ale też tych czerpiących z black czy death metalu – ortodoksom wspomnę tylko, że nie jest to żadna „zdrada”, bowiem Divine Weep zaczynali w pierwszej połowie lat 90. od grania ekstremalnego metalu, a blasty, skrzek, growling tylko dodają ich muzyce intensywości, co potwierdza choćby „Mirdea Lake”. Dla mnie w punkt, a za oprawę graficzną i sam klimat wydawnictwa dodaję pół gwiazdki, więc:
(5,5/6)
Wojciech Chamryk
140_fatum-158x600-singiel.png

Goście

3640285
DzisiajDzisiaj389
WczorajWczoraj778
Ten tydzieńTen tydzień4529
Ten miesiącTen miesiąc12363
WszystkieWszystkie3640285
35.173.234.169