Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 68sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

bb plakatz m

bullet tourchartsentry weba b

camel ebiuletynf m

black silesia open air iii m

choppers club plakatxyz m

exodus plakat katowice 250 m

judaspriest posterb1 m

king crimson m

deeppurple posterb1e m

iced earth plakat m

wacken plakatd m

anathema plakatz m

roger waters plakatu m

ino rock festival plakata m

hellion metal festivalx m

primal fear plakata b

threshold european tour 2018z m

 

Magnum - Bydgoszcz - 08.04.2018

MAGNUM - Kuźniak - 08 kwietnia 2018

Do grona najbardziej zaskakujących wydarzeń koncertowych tegorocznej wiosny śmiało można zaliczyć pierwszą wizytę Magnum w Polsce. Cóż, lepiej późno niż wcale, zważywszy iż jest to grupa z ponad 45 letnim stażem. Z drugiej strony jest w tym też trochę zrozumienia. Melodyjna odmiana hard rocka, której jednym z najważniejszych prekursorów jest właśnie Magnum, nigdy nie cieszyła się i nie cieszy nadal zbyt dużą popularnością w naszym kraju. Zresztą nie tylko. Praktycznie kompletny zanik zainteresowania graniem typowo pod lata 80-te w kolejnej dekadzie doprowadził nawet zespół do rozwiązania się. Na szczęście, na początku XXI wieku Magnum powróciło do świata żywych i co najważniejsze, od około 10 lat nagrywają wciąż regularnie niemal wyłącznie dobre i bardzo dobre albumy, a „Escape from the Shadow Garden” czy najnowszy „Lost on the Road to Eternity” mogą pokusić się o certyfikat wręcz świetnych. Czy można zatem było przepuścić tak dobrą okazję do zobaczenia ich na żywo?

Po przybyciu do Bydgoszczy, dość szybko można było sobie zdać sprawę, iż pod względem promocji promotor zdecydowanie dał ciała. Ani jednego plakatu czy nawet reklamy na ulicach miasta, a przynajmniej na odcinku Dworzec autobusowy – Klub Kuźnia. Niemal od początku wydawało się oczywiste, że na polskim koncercie Magnum raczej nie ma co oczekiwać wysokiej frekwencji, ale przy takiej promocji wiele osób nie posiadających internetu mogła zwyczajnie być nieświadoma obecności takiego wydarzenia na naszej koncertowej mapie. Sama miejscówka sprawiła jednak bardzo pozytywne wrażenie. Położona w starszej części miasta Kuźnia stanowi hotel, restaurację i klub muzyczny w jednym. Kameralna sala z niewielką sceną to z pewnością nie były warunki do jakiej mogli przywyknąć panowie z Magnum (w latach 80-tych mieli okazję dzielić scenę z m.in. Rush, Marillion czy ZZ Top), ale myślę, że sam przyjemny i dość niepowtarzalny klimat tego miejsca zrobił na muzykach bardzo pozytywne wrażenie.

Magnum rozpoczął swój koncert o godzinie 20:00. Trzon obecnego składu zespołu stanowią oczywiście wokalista Bob Catley i gitarzysta Tony Clarkin. Obaj już z przekroczoną 70-tką, ale jakie to ma znaczenie kiedy duchowo wiek zatrzymał się dla nich może nawet 30 lat temu. Skład dopełniają dwa nowe ogniwa, czyli perkusista Lee Morris i klawiszowiec Rick Benton, który przed dwoma laty zastąpił długoletniego Marka Stanwaya, oraz basista Al Barrow, będący w składzie od samego początku reaktywacji. Zaczęli od „When We Were Younger”, numeru otwierającego bardzo dobry album „Princess Alice and the Broken Arrow”, kolejnym mocnym uderzeniem był utwór tytułowy przedostatniego krążka „Sacred Blood „Divine” Lies”. A potem już przyszedł czas na nowości. „Lost on the Road to Eternity” i piękne „Without Love”, gdzie do śpiewania nie trzeba było zachęcać nawet tych którzy być może nie do końca dobrze znali repertuar zespołu. Z ostatniej płyty usłyszeliśmy jeszcze w dalszej części koncertu „Peaches and Cream” i „Show Me Your Hands” wybornie rozgrzewające widownię. A z kolei „Crazy Old Mothers”, kolejny świetny numer z płyty „Sacred Blood…” dowiódł, że zarówno na scenie jak i w studiu Magnum, mimo wieku dwóch liderów, jeszcze długo nie zamierza powiedzieć ostatniego słowa. Nie zabrakło też oczywiście utworów z dorobku przypadającego na lata 80-te! Najhojniej obdarowani zostaliśmy materiałem ze świetnego krążka „On a Storyteller’s Night”, z którego poleciały „Les Morts Dansant”, „All England’s Eyes” i w końcu jeden z najlepszych utworów z całego dorobku zespołu „How Far Jerusalem”, z rozbudowaną, wyśmienitą solówką Clarkina oraz Bentona. Podstawowy set zakończył tytułowy kawałek z albumu „Vigilante”, wyprodukowanego przez Davida Richardsa, czyli gościa odpowiedzialnego za brzmienie czterech ostatnich płyt w dyskografii Queen, oraz Rogera Taylora z tej właśnie legendarnej kapeli (nawet udzielił się przy dwóch utworach w chórkach) i długi „Don’t Wake the Lion (Too Old to Die Young)” z ostatniego udanego krążka przed rozpadem - „Wings of Heaven”. Zespół kłania się i znika za sceną, lecz natarczywe skandowanie nazwy zespołu w końcu wyciąga ich na bisy w postaci „The Spirit”, najstarszy numer zagrany tego wieczoru i „When the World’s Come Down”, który ostatecznie zakończył cały koncert.

Tak jak się można było spodziewać, frekwencja tego dnia nie powaliła, koncert zgromadził uczciwie mówiąc może niecałe sto osób. Przynajmniej wiadomo było jednak, że nie ma wśród nich nikogo przypadkowego, żywiołowe reakcje na kolejne utwory, zarówno przez starych weteranów-koneserów, jak i może nielicznych, ale jednak obecnych, młodszych fanów niejednokrotnie wywoływały uśmiech na twarzy Boba i reszty zespołu. Muzycy zapowiedzieli zresztą, że do Polski jeszcze powrócą (to samo usłyszałem przed koncertem nawet z ust managerki). Sam trwający nieco ponad 100 minut koncert był naprawdę bardzo, bardzo dobry. Zarówno pod względem wykonawczym, gdzie jestem zmuszony znów wyróżnić Mr. Catleya, który swym okraszonym tak charakterystyczną barwą głosem jak i aktywnością ruchową przez cały czas trwania koncertu musiał z pewnością wprawić w osłupienie tych, którzy po występie odczytali w Wikipedii, że ów człowiek ma już 71 lat. Na duży plus wyróżniam też bardzo dobre nagłośnienie, jak i oświetlenie. No i mam wielką nadzieję, że zespół jeszcze faktycznie wróci do nas, może tym razem do Warszawy, gdzie kto wie, może będzie nieco lepiej w kwestii frekwencyjnej?

Należy jeszcze wspomnieć, iż zanim Magnum przejął scenę w Kuźni, jako support wystąpili rosyjscy hard rockowcy Reds’Cool. Formacja, którą można było oglądać już w naszym kraju jako rozgrzewaczy Royal Hunt i Accept. O ich występie nie mogę jednak nic konkretnego napisać, bowiem najzwyczajniej w świecie… przeleciał mi koło nosa. Może innym razem ;)

Damian Czarnecki

118_riotV_158x600px_eu.gif 121_behemoth_158x600px_eu.gif 116_jt-gig-baner.gif 120_overkill_158x600px_eu_b.gif 117_anthrax_158x600px_eu.gif

Goście

1177054
DzisiajDzisiaj567
WczorajWczoraj2036
Ten tydzieńTen tydzień567
Ten miesiącTen miesiąc62062
WszystkieWszystkie1177054
54.224.91.58

powerwolf plakatz m

nightwish plakatz m

annihilator plakatz m

slayer plakatz m

batushka plakatz m