Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 80sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

katatoniaaak 2 m

accept posterb1yyy m

helloween i hammerfallzzz m

vdgg plakat nowe daty m

steelpanther 2022pol m

 

„Mała bohema” (Sezamkova)

           

W połowie lat 90. przemknęli przez polską scenę niczym meteor. Nie zrezygnowali jednak z grania, by pod zmodyfikowaną nazwą nagrać na „Pirates Of Truth” utwory sprzed lat. To materiał bardzo urozmaicony, obejmujący wpływy od metalu aż do jazzu, a zespół już zapowiada jego kontynuację; ma też w zanadrzu coś jeszcze.

                                

HMP: Jakie to uczucie trzymać w rękach płytę, która na dobrą sprawę powinna ukazać się tak gdzieś w 1994 roku? Macie poczucie, że pewne sprawy zostały wreszcie zamknięte, bo jednak przed laty nie potoczyło się to tak, jak mogło i powinno?

Sezamkova: Spełnienie, szczęście, samozadowolenie. Co lepszego moglibyśmy dzisiaj mieć, gdybyśmy nagrali tę płytę kiedyś? To prawda, że chcieliśmy zamknąć pewien ważny dla nas etap po to, żebyśmy mogli pójść dalej. I wcale nie uważamy, że coś poszło kiedyś nie tak. Odrzuciliśmy kontrakt w pełni świadomie i teraz również zrobilibyśmy to samo, gdybyśmy

czuli, że cokolwiek nas ogranicza.

Sukcesy na różnych przeglądach, nagranie demo, koncerty ze znanymi zespołami, a to wszystko osiągnęliście w wieku, kiedy jeszcze legalnie nie można kupić alkoholu – byliście zbyt młodzi, by wtedy pociągnąć to dalej, podpisać zaoferowany kontrakt, nagrać płytę?

Rzeczywiście połowę czasu spędziliśmy nad rozkminianiem jak ten alkohol kupić. Byliśmy młodzi, pełni pasji i buntu - nagranie płyty było naszym marzeniem, ale nie za wszelką cenę.

Zakładam, że bardzo wtedy rozrywkowi Acid Drinkers nie przestraszyli was podczas trasy „Rebel on the East Tour” ,podczas której im towarzyszy liście, były inne powody, które sprawiły, że Ulica Sezamkowa nie wykorzystała wtedy swojej szansy?

Nie tylko nas nie przestraszyli, ale pokazali jak się zachowywać na scenie i poza nią. Uwierz nam, że to co się wtedy działo na koncertach to była zajebista wirtuozeria, połączona z totalnym melanżem. Dlatego właśnie nie w głowie nam były papiery i negocjacje. Chłonęliśmy ten klimat i to nam w zupełnosci wystarczyło. Mieliśmy szczęście rozgrzewać publiczność przed ich koncertami i każdy z nich był zajebistym przeżyciem. I to było dla nas dokładnie to, czego w tamtym czasie potrzebowaliśmy.

Nie było jednak tak, że zespół rozpadł się jakoś nieodwołalnie, bo graliście przecież na różnych imprezach, choćby podczas Przystanku Woodstock '99?

Jak w historii wielu zespołów: skład się zmienia, a my robiliśmy swoje. Przystanek Woodstock to jest scena na wysokości drugiego czy trzeciego piętra. Po kilkuminutowej wędrówce po schodach ukazuje się widok, który zapiera dech w piersiach i jest spełnieniem marzeń chyba każdego muzyka. W tamtym czasie skupiliśmy się głównie na graniu koncertów. Dużo też eksperymentowaliśmy z brzmieniem. Używaliśmy niestandardowych efektów do gitar i przede wszystkim wokali.

Życie dzięki muzyce staje się lżejsze, a na pewno ciekawsze, stąd decyzja o ponownym powrocie, mimo tego, że rozrzuciło was nie tylko po Polsce, ale też po świecie?

Nie chodzi o to jak muzyka zmienia życie, bo my się z nią nigdy nie rozstaliśmy, więc nie wiemy jak to jest. To nie jest żaden powrót. To nie jest typowa reaktywacja w stylu: kolesiom się przypomniało, że kiedyś mieli zespół. My ciągle działamy muzycznie i to w różnych projektach. I nie „rozrzuciło nas”, tylko każdy z nas świadomie wybrał swoje miejsce na ziemi. Obecna technologia daje nam znakomite możliwości kontaktu i pracy. Depeche Mode nagrywali płyty z różnych miejsc na ziemi już w latach 90. Dzisiaj mamy trochę lepiej, bo nie musimy wysyłać sobie DHL-em paczek z nagraniami. Odpowiedzi do tego wywiadu również powstają podczas jednej z naszych konferencji i to z udziałem zacnych sponsorów alkoholowych (śmiech). Jak na ironię, obecnie rozmawiamy ze sobą częściej niż kiedyś.

Czyli teraz nadrabiacie stracony czas, było mi szkoda tego materiału, który nigdy nie doczekał się wersji płytowej, nie chcieliście być określani mianem straconej nadziei polskiego rocka?

Dojrzeliśmy do tego, żeby honorować własną twórczość na tyle, aby pokazać ją światu w należyty sposób. Nigdy nie chcieliśmy być niewolnikami czyichś nadziei, od zawsze chcieliśmy być spełnieniem nadziei sami dla siebie. Nie można tworzyć muzyki, pisać, czy malować pod presją spełniania czyichś oczekiwań. Odbiór tej płyty i reakcje ludzi utwierdzają nas w tym przekonaniu.

Wybraliście jednak na ten płytowy debiut niezbyt sprzyjający moment, bo pandemia nie odpuszcza, o koncertach wciąż nie ma mowy, a branża muzyczna ma się fatalnie. A może przeciwnie, uznaliście, że może być jeszcze gorzej, więc lepiej wydać „Pirates Of Truth” już teraz?

W przekazie medialnym pandemia jawi się jako monstrum. Jednak dla wielu ludzi jest to być może jedyny w życiu czas (bardzo często pierwszy) kiedy mogą się zatrzymać i zastanowić nad sensem tego wszystkiego. Poświęcić czas dla siebie, dla swoich przyjaciół i pomyśleć nad sensem każdego dnia, który przeżywamy. Prace nad wydaniem „Pirates Of Truth” ruszyły na długo przed pandemią, więc nie miało to większej różnicy.

Nie szukaliście wydawcy, chcieliście mieć kontrolę nad wszystkim, zresztą po co komu w 2021 roku wytwórnia płytowa, to nie lata 90. czy nawet kolejna dekada?

Wytwórnia dałaby nam być może o wiele większe szanse na wydanie płyty i przede wszystkim jej promocję, ale świadomie postanowiliśmy zrobić to sami, żeby wszystko odbyło się na naszych warunkach.

Upływ czasu sprawił również, że zrobiła się z tego niejako taka rodzina, wielopokoleniowa produkcja?

Podoba nam się idea naszej małej bohemy. To jest taka swoista cyganeria. Sezamkova to grupa ludzi w których życiu od zawsze obecna była muzyka. To normalne, że chcieliśmy zaprosić do tego projektu młode pokolenie.

To materiał ciekawy, ale niezbyt spójny stylistycznie. Kiedyś byłby to pewnie zarzut i recenzenci mogliby się nad wami pastwić, jednak w czasach streamingu i tworzenia przez słuchaczy własnych playlist, owa różnorodność może okazać się atutem?

Tak, ta płyta nie jest spójna, bo nie ma prawa taka być. Materiał na ten album powstawał na przestrzeni kilku lat. To normalne, że te kawałki różnią się od siebie stylistycznie. Z premedytacją nie zmienialiśmy w nich absolutnie nic, bo taki był pierwotny pomysł. Dlatego uważamy, że różnorodność jest atutem tego albumu. Fakt, że nasza muzyka trafia do osób słuchających skrajnie różnych gatunków jest naprawde zajebistym uczuciem.

Trudno was więc zaszufladkować, ale to chyba dobre, bo nie ma nic gorszego niż taka łatka-etykietka: to metal, to hardcore albo punk, a tamto jazz czy funky?

My od zawsze mieliśmy problem z określeniem tego co gramy. Nie wyobrażamy sobie tworzenia muzyki bez możliwości czerpania pełnymi garściami z różnych gatunków. Obcowanie z muzyką powinno dawać satysfakcję, być dobrą zabawą, a w sytuacji gdzie każdy z nas jara się czymś innym i ma inne podejście do tworzenia muzyki - szufladkowanie po prostu nie byłoby możliwe.

Ciężko pewnie wybrać singla czy dwa z tak urozmaiconego, bogatego materiału, żeby przeciętny słuchacz wyrobił sobie na jego podstawie opinię o całej płycie?

Zdecydowaliśmy, że singlem promującym płytę będzie „Feel”, ponieważ jest krotki, szybki i na temat. Liczymy jednak na to, że słuchacze pochylą się nad całą płytą i wtedy będą mogli wyrobić sobie swoje zdanie.

Bazowaliście na oryginalnych aranżacjach sprzed lat, czy też pojawiły się nich zmiany, choćby te partie saksofonu?

Tak jak wspomnieliśmy wcześniej aranżacje pozostały niezmienione, włączając w to również partie saksofonu. Nagranie saksofonu, które wykonał Paweł Postaremczak, to w ogóle jest materiał na oddzielną opowieść.

Kiedy słucham „Pirates of Truth” utwierdzam się w przekonaniu, że musieliście mieć sporą frajdę nagrywając tę płytę, mimo tego, że pracowaliście w różnych miejscach, nie było jednej, zasadniczej sesji?

Nie przypuszczaliśmy, że praca nad tym albumem sprawi nam tyle radości i satysfakcji. Z racji tego, że mieszkamy na co dzień w różnych miejscach (Lublin, Warszawa, Dęblin i Londyn) nagrywanie nie było łatwe, ale jak czas pokazał całkiem do ogarnięcia. Część materiału powstała jednak na wspólnych sesjach gdzie widzieliśmy się, ale nie w pełnym składzie. Na przykład wokal lub sesje miksu.

Promowanie tej płyty tradycyjnymi do marca ubiegłego roku metodami, jak na razie, nie wchodzi w grę, ale z tego co obserwuję starcie się, by wieści o ukazaniu się „Pirates Of Truth” doszły do jak największej liczby fanów rocka?

Jak na razie granie koncertów nie wchodzi w grę, ale mamy nadzieję, że to się niedługo zmieni. Dlatego planujemy zakup małego samolotu, żeby ułatwić logistykę zespołu. Jeżeli chodzi o dotarcie do ludzi, to nie robimy żadnych kampanii reklamowych, bo muzyka musi bronić się sama.

Zamierzacie zacząć grać koncerty tak szybko, jak tylko będzie to możliwe, chociaż pewnie nie będzie wyglądało to tak, że rzucicie wszystko na jedną szalę, żeby występować jak najczęściej, bez względu na miejsce i warunki, bo to już nie te czasy?

Koncerty to najlepsza okazja, żeby się pokazać. Granie na żywo zawsze było i jest najmocniejszą stroną Sezamkovej.

Ponoć proces powstawania „Pirates Of Truth” rozochocił was do tego stopnia, że pracujecie już nad nowymi kompozycjami, które mają złożyć się na wasz kolejny album?

„Pirates Of Truth” jest albumem, który nas po prostu prześladował, w tym dobrym znaczeniu. Teraz jest już zarejestrowany i możemy zacząć pracować nad kompozycjami, które są już częściowo gotowe. Poza tym jest jeszcze album, który Sezamkova nagrała jakiś czas temu jako trio i ten materiał również czeka na wydanie. Można więc powiedzieć, że dużo się dzieje i mamy nadzieję, że efekty tej pracy będzie można już niedługo usłyszeć.

Nie jest to więc tylko chwilowy, podyktowany dawnymi sentymentami zryw, możemy mówić o powrocie Sezamkowej na stałe?

Sezamkova nigdy nie była dla nas tylko zespołem. To był nasz sposób na życie. Teraz mamy poczucie, że nic się nie zmieniło, a my mamy jeszcze większą ochotę, żeby grać i nagrywać nowe rzeczy.

Wojciech Chamryk

141_evil158x600.gif 144_hmpbanner.jpg 143_kata_158x600 kopia.jpg 139_gojira_158x600 kopia.jpg 140_fatum-158x600-singiel.png 142_sepultura158x600.gif

Goście

3723122
DzisiajDzisiaj1191
WczorajWczoraj1709
Ten tydzieńTen tydzień5942
Ten miesiącTen miesiąc24575
WszystkieWszystkie3723122
3.237.16.210