Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 80sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

katatoniaaak 2 m

accept posterb1yyy m

helloween i hammerfallzzz m

vdgg plakat nowe daty m

steelpanther 2022pol m

 

„Bez kontrowersji” (Tupolev)

           

Tupolev to grający ciężkiego rocka zespół z Ostrołęki, debiutujący niedawno za sprawą albumu „Ślepy/Głuchy/Niemy”. Złożona z doświadczonych muzyków grupa hołduje klasycznej odmianie gatunku, wzbudzając zainteresowanie fanów takich dźwięków i zbierając bardzo pozytywne recenzje. O genezie powstania zespołu, zaskakującej zmianie personalnej już po nagraniu albumu oraz wywołującej w pewnych kręgach kontrowersje nazwie rozmawiamy z gitarzystami Mordertzą (Marek Macierakowski) i Sesylem (Przemysław Cikacz) oraz wokalistą Tomikiem (Tomasz Samsel).

                                        

HMP: Jak doszło do tego, że w roku 2019 postanowiliście wspólnie trochę pohałasować – inne zespoły wam pod tym względem nie wystarczały, stąd pomysł na założenie kolejnego, poruszającego się w nieco innej stylistyce?

Mordertza: W zasadzie to na tamtą chwilę wszyscy byliśmy muzycznie „bezrobotni”. EmpatiC, w którym grał Włodas i Sesyl zawiesił wtedy działalność, ja skupiłem się na pisaniu muzyki w domu. Podobnie było z Piotrkiem. Jeśli chodzi o stylistykę, to nie jest żadnemu z nas obca. Wszyscy mamy podobne, około-rockowe, hard rockowe korzenie i w poprzednich składach realizowaliśmy to w większym lub mniejszym stopniu.

Zdania co do tego, czy wcześniejsze doświadczenie muzyczne jest pomocne przy tworzeniu następnego zespołu są podzielone. Jednak akurat w waszym przypadku był to chyba niewątpliwy atut, bo nie popełnialiście na starcie błędów typowych dla młokosów, od razu wiedzieliście też co chcecie osiągnąć?
Sesyl: Uważamy, że doświadczenie muzyczne z poprzednich zespołów jest przydatne w tworzeniu czegoś nowego. Ale taka sytuacja nie tyczy się tylko grania, sprawdza się to także w życiu. To są zwyczajne wnioski czy też wyciągnięta lekcja. Tupolev jest zespołem, który patrzy w przyszłość, ale rozsądnie. Wiemy co możemy i na ile nas stać. Nie staramy się fantazjować i nadmuchiwać w nieskończoność balonika bo wiemy, że pęknie. Widzieliśmy wiele zespołów, które mocno się napinały już na starcie. Balonik pękł z hukiem i nastała cisza.

Tupolev to w naszym kraju nazwa nawet nie tyle intrygująca, co wręcz prowokacyjna – skąd pomysł na taki właśnie szyld? Nie obawialiście się, że zostaniecie dzięki niej zaszufladkowani jako zwolennicy jakiejś określonej opcji, albo ludzie pragnący niejako wypłynąć na tym kontrowersyjnym symbolu polskich podziałów po roku 2010?

Sesyl: Nie jesteśmy zwolennikami żadnej z opcji. Podkreślamy- żadnej. To pytanie wraca do nas co jakiś czas. Owszem czasami słyszymy takie komentarze, że niby przez nazwę naśmiewamy się z tamtej tragedii, ale tak właśnie myślą osoby, które patrzą na to wszystko bardzo wąsko. Czy Tupolev to nazwa partii? Czy w tym kraju ktoś ma monopol na tę nazwę? Nie. Tylko ludzie, którym ta nazwa kojarzy się z tragicznym wydarzeniem z 2010 roku myślą że pijemy do tego co miało miejsce w Smoleńsku. Absolutnie nie. Tupolev nie jest nazwą tragedii. Bardziej próbujemy otworzyć oczy tym, którym się wydaje, że tę nazwę ktoś ma monopol. Idąc takim tokiem myślenia można uznać, że latanie samolotem 10 kwietnia jest również prowokacją.
Dokładnie. Czyli – odpukać – póki co nie było w związku z nią żadnych protestów, etc. i oby tak pozostało?

Sesyl: Były jakieś pojedyncze komentarze, ale tak właśnie reagowali ci, którym wydaje się, że nazwa Tupolev równa się katastrofa smoleńska, a tak nie jest.

Szybko zaczęliście tworzyć autorskie utwory – luźny projekt nie wykluczał twórczego podejścia, a skoro był materiał, to pojawiła się też myśl o nagraniu debiutanckiego albumu?

Mordertza: Tak mniej więcej to wyglądało, bo skoro jest twórcza atmosfera, piszemy własne piosenki z tekstami, które opowiadają jakąś historię, to naturalne, że należałoby się tym podzielić z szerszą grupą odbiorców. Uznaliśmy, że wszystko trzyma się przysłowiowej „kupy” i nie mamy się czego wstydzić.

Fakt, że ma się w zespole kogoś mogącego ogarnąć cały proces nagraniowy, od produkcji do masteringu, jest ogromnym ułatwieniem?

Sesyl: Oczywiście. Szczególnie jeśli kręci cię to co robisz. To jest ogromna ulga psychiczna no i co bardzo istotne finansowa. Siedzisz sobie w kapciach i rejestrujesz to, co masz w głowie. Nikt cię nie pogania i licznik nie bije. Nikt nie powie: „Tak nie może być. Musicie to zmienić”. Wszyscy sobie zaufaliśmy i czekaliśmy co z tego wyjdzie, chociaż już na etapie komponowania kiełkowały w głowie pomysły jak to powinno być podane na płycie. Już w momencie pierwszych przymiarek do nagrywania wiedzieliśmy co chcemy osiągnąć. Nie chcieliśmy syntetycznego, płaskiego nagrania, jakie obecnie jest normą. Zależało nam, aby wszystko było jak najbardziej dynamiczne i organiczne. Chyba nie będzie przesadą jeśli powiemy, że zależało nam na płycie, która zabrzmi jak z poprzedniej epoki. Chcieliśmy uniknąć mocno skompresowanego brzmienia, a wręcz zależało nam aby wszystko brzmiało trochę jak z taśmy demo z lat 90. No i chyba się udało.

Pracowaliście przede wszystkim we własnej sali prób – obecna technologia daje takie możliwości, że grzechem byłoby z nich nie skorzystać?

Sesyl: Dokładnie tak. Obecna technologia pozwala nagrać przyzwoity materiał we własnym pokoju. To jest świetna opcja. W dzisiejszych czasach masz w komputerze takie studio, które kilkadziesiąt lat temu było dostępne tylko dla topowych artystów. To wszystko masz teraz w laptopie, który zabierasz pod pachą do domu z sali prób. Jeśli tylko dołożyć do tego trochę wiedzy, kilka zewnętrznych urządzeń i szczyptę umiejętności, rodzi się płyta.

Ciekawostką jest to, że jesteś również autorem okładki CD „Ślepy/Głuchy/Niemy” – nie za dużo tych talentów, jak na jednego człowieka? (śmiech)

Sesyl: Nie nazwałbym tego talentem, a umiejętnością,ale dziękuję za komplement. Dla porównania weźmy smażenie jajecznicy. Jeśli smażysz jajecznicę to znaczy, że masz talent kulinarny? Chyba zwyczajnie potrafisz ją zrobić. Lepiej czy gorzej, ale potrafisz. To samo z nagraniem i okładką. Potrafiłem na dany moment tak to zrobić i zrobiłem. Oczywiście wiele rzeczy teraz zrobiłbym inaczej. Może lepiej, może nie. Nie wiem. Ale uważam, że taki wkład pracy daje doświadczenie, które zaowocuje na przyszłość. Wiem czego unikać a co się sprawdza. Jeśli za coś się zabieram z pasją, to daję z siebie 110%. Tak było i tym razem.

Taka sytuacja , że nowopowstała grupa jak najszybciej stara się nagrać płytę powtarza się u wielu zespołów na całym świecie, ale już fakt, że po ukończeniu nagrań rozstaliście się z wokalistą jest czymś zaskakującym – czym ten krok był podyktowany?

Sesyl: Poprzedni wokalista to naprawdę utalentowany facet, ale czegoś między nami brakowało. Może to brak chemii, a może czegoś innego. Bez tego czegoś nie ma drużyny. Nie potrafiliśmy dostroić się do tych samych częstotliwości. Coś między nami nie grało, stąd taka decyzja reszty kapeli.

Jednak na podorędziu był Tomek, którego znaliście przecież doskonale i szybko zaproponowaliście mu współpracę?
Sesyl: Znamy się wszyscy od bardzo dawna. Marek grał kiedyś z Tomkiem w jednej kapeli, natomiast Włodek i ja w innym zespole, ale wszyscy w tej samej sali prób. Często spotykaliśmy się we wspomnianym miejscu. Zawsze byliśmy obok siebie, ale nigdy nie próbowaliśmy robić czegoś razem. Różnił nas gatunek muzyki, który w tamtym czasie uprawialiśmy. Gdy tylko zdecydowaliśmy się na zmianę wokalisty, nikt głośno nie mówił o kim myśli, a i tak było wiadomo kogo chcemy. Nikt inny nie był brany pod uwagę. Aż głośno padło nazwisko Tomka. To był ten brakujący element. Minęło kilka ładnych lat zanim nasze drogi się połączyły i poszliśmy dalej razem.

Tomku, nie miałeś wątpliwości czy podołasz, bo przecież finalizowałeś też wtedy debiutancki album MadBee, co również wiązało się ze sporymi nakładami pracy?

Tomik: W momencie gdy otrzymałem propozycję dołączenia na pokład Tupoleva cały materiał na płytę MadBee był już w trakcie miksu, czyli została robota stricte realizatorska na której się za bardzo nie znam. Wszystkie pozostałe sprawy związane z produkcją i wydaniem płyty MadBee miałem już wtedy praktycznie dopięte. Zostało tak naprawdę wysłać materiał do tłoczni, co nie jest jakimś czasochłonnym i skomplikowanym procesem. Pewnego dnia zadzwonił Włodek, spotkaliśmy się i pogadaliśmy o szczegółach współpracy. Zapoznałem się z materiałem, zagraliśmy kilka prób i cztery tygodnie później rejestrowaliśmy moje wokale.

Trudno wchodzi się w buty kogoś innego, gdy cały materiał jest już zarejestrowany i nie ma za bardzo możliwości, by dodać coś od siebie, zaproponować własne teksty?

Tomik: Fakt, materiał był już zarejestrowany i ścieżka była jasno wytyczona, ale mimo tego dodaliśmy kilka moich propozycji. Nie były to jakieś rewolucyjne zmiany. W jednym numerze dodaliśmy chórek, w drugim trochę zmieniłem linię melodyczną, a w jeszcze innym przesunęliśmy frazę. I tym sposobem zostawiłem cząstkę siebie na tym albumie. Mimo, że teksty i muzyka nie są moje, to w pełni utożsamiam się z tym materiałem.

Można jednak w sumie powiedzieć, że to opóźnienie wyszło wam na zdrowie, bo dzięki nowemu wokaliście materiał zyskał jako całość?

Sesyl: Zdecydowanie tak. Tak jak powiedzieliśmy wcześniej. Musi być chemia ale i dyscyplina. Bez tego nie ma zespołu. Nie może być tak, że czterech idzie do przodu, a jeden nie. Zespół to inaczej drużyna, a wiadomo, że drużyna jest tak mocna jak najsłabsze jej ogniwo. Dopiero teraz czujemy, że jesteśmy drużyną. No i jest chemia. Każdy może być bez skrępowania w 100% sobą przy reszcie kapeli. Nie może być tak, że czterech członków zespołu pilnuje piątego czy nauczył się grać swoje i czy wszystko zabrał co będzie potrzebne na koncert. Każdy musi trzymać dyscyplinę i pilnować siebie, wtedy wszystkie pięć trybów kręci się tak jak należy.

Gracie ciężkiego rocka, ale nie określiłbym go mianem metalu – skąd więc współpraca z typowo metalową wytwórnią Godz Ov War?

Sesyl: Trzech z pięciu członków zespołu Tupolev grało kiedyś w metalowym zespole EmpatiC, który współpracował z Godz Ov War. Dzięki temu romansowi szlaki były przetarte. Telefon, rozmowa z konkretnym facetem jakim jest Grzesiek i poszło. Godz Ov War wydaje typowo metalowe zespoły, ale nie tylko, jak widać.

Zespołowi takiemu jak Tupolev w trzeciej dekadzie XXI wieku jest jeszcze potrzebny tradycyjny wydawca, kiedy można wypuszczać płyty CD samodzielnie i współpracować z serwisami streamingowymi?

Sesyl: W tej kwestii byliśmy zgodni od początku. Jeśli płyta to koniecznie w wersji fizycznej. Skomponowanie materiału, próby, nagranie i miks to w dużym skrócie etapy powstawania płyty. Jest to wiele miesięcy żmudnej, czasami irytującej pracy. Płyta trwa 45 minut, a pracujesz nad nią rok. Od początku nie mogliśmy sobie wyobrazić jak można nagrać płytę i zwyczajnie nie wziąć jej do ręki, tylko mieć na dysku w formacie MP3. To trochę jak związek na odległość. Uczucie kiedy otwierasz po raz pierwszy pachnącą płytę, którą w dodatku sam nagrałeś, jest wspaniałe. A co do serwisów streamingowych jest to obecnie norma. Jeśli chcesz podzielić się swoją muzyką musisz tam być i kropka. To właśnie XXI wiek.  Natomiast współpraca z tradycyjnym wydawcą to olbrzymie ułatwienie dla zespołu. On zajmuje się wysyłaniem płyt czy koszulek. W jego kwestii są sprawy nazwijmy to formalne. Grzegorz z Godz Ov War jest profesjonalistą w tym co robi, dzięki czemu mamy łatwiej.

Płyta to jedno, ale znacznie trudniejsze od jej nagrania i wydania wydaje się wypromowanie tego materiału, aby dotarł do jak największej liczby fanów rocka. Jak zamierzacie to osiągnąć? Myślicie o kolejnym teledysku po numerze tytułowym, koncertach, może innych działaniach?

Mordertza: Są plany, zarówno dotyczące teledysków jak również kolejnych nagrań i koncertów. Nie chcemy jednak odkrywać wszystkich kart: do tej pory wszystko toczyło się swoim tempem i to się sprawdzało.

Wojciech Chamryk

139_gojira_158x600 kopia.jpg 144_hmpbanner.jpg 141_evil158x600.gif 143_kata_158x600 kopia.jpg 140_fatum-158x600-singiel.png 142_sepultura158x600.gif

Goście

3752146
DzisiajDzisiaj1073
WczorajWczoraj814
Ten tydzieńTen tydzień3289
Ten miesiącTen miesiąc1887
WszystkieWszystkie3752146
54.158.251.104