Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 82sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

death to allark m

summer jazz festival 2022krakow m

steelpanther 2022pol m

warsaw summer plakatnaz m

paradise lostark m

gojiraark m

slipknotark m

opethark m

accept nowa datadaw m

 

„Przestrzeń do realizacji” (Tester Gier)

           

Tester Gier doczekał się kolejnego albumu. „Wielkie kontrakty, duże wytwórnie...” to kawał świetnego metalu, gdzie typowe dla tej formacji thrash i crossover bardzo zyskały dzięki mniej oczywistym odniesieniom. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że koncertowa promocja tego materiału odbędzie się bez przeszkód, bo scena to dla Testerów środowisko naturalne, co w przeszłości udowadniali wielokrotnie.

                                

HMP: Dobrą stroną kolejnych lockdownów było to, że mieliśmy nieco więcej wolnego czasu, mogliście więc nie tylko pograć w to i owo, ale też dokończyć materiał na trzeci album?

Stafar: Lockdown pokazał nam życie zupełnie z innej strony. Granie było zablokowane, więc musieliśmy się odnaleźć jakoś inaczej w tym świecie. Odkąd ukończyłem 17 lat bez przerwy gram koncerty, i przerywanie ich było dla mnie mocno nienaturalne. Ale wydaje mi się, że ten odpoczynek był nam w pewnym sensie potrzebny i wyciągnęliśmy z niego sporo. No i tak jak napisałeś, było więcej czasu żeby dokończyć materiał na spokojnie. Na końcu oczywiście jak zawsze była gonitwa, no ale to już jest chyba nieuniknione. Jeśli chodzi o granie w to i owo... Jedyne, w co grałem naprawdę namiętnie przez ten czas. to triathlon. (śmiech)

Dave: Hmm.. Może zacznę od ostatniej części twojego pytania i od razu sprostuję. Materiał który przygotowywaliśmy, był materiałem już na piąty długograj Testera! „Wielkie kontrakty, duże wytwórnie” to piąta, a dla niektórych nawet szósta płyta Testera - wszyscy liczymy to inaczej (śmiech). Okres pandemiczny był dosyć ciekawym i pełnym refleksji czasem dla nas wszystkich. Ja osobiście nie uważam, że był to jakkolwiek stracony czas (bo często słyszę od ludzi takie słowa). Ja wykorzystałem go najlepiej, jak tylko mogłem. Poza pisaniem materiału na nową płytę, skończyłem również swój deathgrindowy album i zrobiłem kilka innych zajawek! Jedną z zajawek, którą jarałem się od dzieciaka poza graniem to filmowanie, więc zacząłem zabawę z tematem. A najczęściej grałem w bębny i podbijałem levele w obciążeniu na siłce. (śmiech)

Jakie gry i płyty zrobiły ostatnio na was największe wrażenie – tak duże, że moglibyście polecić je osobom czytającym tę rozmowę?

Stafar: Największe wrażenie w ostatnim czasie zrobiło na mnie GTA Vice City. Jeśli chodzi o płyty także jestem mocno do tyłu z nowościami. Ostatnio byłem przez moją kobietę zmuszony do słuchania Tatu „200 po wstriecznoj”. Dwadzieścia lat temu uważałem to za totalny syf. A teraz weszło jak złoto, i mówię całkiem poważnie !

Dave: Jeśli chodzi o muzykę to na pewno rozjebały mnie ostanie płyty Cytotoxin, Cattle Decapitation i Benighted, to są kurwa tak solidne albumy, że nie mam pytań. Z klimatów mniej metalowych to na pewno Wędrowcy~Tułacze~Zbiegi i ich „Berliner Vulkan”, no nie potrafię przestać tego słuchać, serio sztos! No i Kizo „Posejdon” długo gościł w moim samochodzie (śmiech). Poważnie! Z gier to na pewno Max Payne 3 i GTA V, pograłbym w Assassin Creed Valhalla, ale kurwa nie mam czasu. (śmiech)

Było to więc tylko kwestią czasu, że ta płyta powstanie, musieliście tylko trochę się sprężyć, by wszystko dopiąć i zarejestrować?

Stafar: Sporo materiału było już gotowe. Nie sprężaliśmy się zbyt mocno na etapie nagrywania. Gonitwa zaczęła się dopiero przy samym końcu, jak już wcześniej wspomniałem.

Dave: Tak większość tekstów już było przed pandemią, no i przed splitem z Drown My Day. Przed nagrywkami wprowadziliśmy po prostu kilka drobnych zmian w tekstach, by były bardziej aktualne. Jednym z problemów, które spowodowały lekką gonitwę z zarejestrowaniem płyty, były moje dosyć poważne problemy z głosem. Przy pierwszej sesji zdarłem się totalnie, tak jak nigdy wcześniej. Pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło, to wyłączyło mnie z gry na dobrych kilka miesięcy. Był to dla mnie dosyć ciężki czas, bo po raz pierwszy w życiu bałem się o swój wokal. Jednak opisałem swoją sytuację na grupie wokalnej i od razu polecono mi panią foniatrę z centrum Katowic. Bezzwłocznie umówiłem się na wizytę, okazało się, że nie jest tak źle jak myślałem, lecz pewne moje dolegliwości z którymi zmagam się na co dzień, miały na to duży wpływ. Po kilkumiesięcznej kuracji różnymi specyfikami i po kilku wizytach lekarskich, wróciłem do formy. Dziś inaczej dbam o swój głos i sporo mnie ta całą sytuacja nauczyła! Polecam dbać o swój instrument, głos to nie pałeczka czy struna w gitarze, jest tylko jeden!

Wcześniej deklarowaliście, że nie jesteście muzykami, występowaliście też przeciwko przeglądom muzycznym, a tu proszę, jednak marzą się wam wielkie kontrakty i duże wytwórnie? (śmiech)

Stafar: Pierwszym hasłem tego zespołu było „Gramy metal dla pieniędzy!”, więc wielki kontrakt z dużą wytwórnią był tylko kwestią czasu. A tak serio, no to nie można wszystkiego co mówimy i piszemy traktować tak całkiem serio.

Dave: No raczej! (śmiech)

Wasze poczucie humoru dało też o sobie znać na okładce „Wielkich kontraktów, dużych wytwórni...”, bo gabinet widniejącego na niej fonograficznego rekina zdobią wasze złote płyty. Żarty żartami, ale czy nie byłoby fajnie sprzedać 15-tysięcznego nakładu?

Stafar: Oczywiście że byłoby fajnie, jednak grając tak niszową muzykę nie jest to raczej możliwe. Crossover nie był popularny jakoś szczególnie na świecie, a co dopiero w samej Polsce. I nie mam tutaj do nikogo ani do niczego żalu, taki jest po prostu stan rzeczy.

Dave: Byłoby bardzo zajebiście sprzedać taki nakład. Lecz niestety znamy realia. Ale myślę, że pomimo wszystko ładnie to wygląda na okładce. (śmiech)

Chłopaki z Night Mistress znaleźli na to sposób; idąc w ich ślady musielibyście tylko zmienić nazwę, bo ja wiem, na Game's Tester i jednak zacząć pisać po angielsku, mimo popełnionego wcześniej „Speak Polish Or Die” i kto wie, może poszłaby za tym zagraniczna kariera? (śmiech)

Stafar: Szczerze mówiąc na ten moment nie wykluczam tego, że kiedyś nagramy album po angielsku. Miałbym na to zajawkę. Może nam wystarczy na to czasu i energii. Problem jest raczej w tym, że myślę po polsku, więc pisanie tekstów w języku angielskim wydaje mi się jakieś mocno naciągane i nienaturalne. Natomiast jeśli chodzi o karierę... Wydaje mi się, że jest tak duża ilość zespołów, które robią tą muzykę dobrze, że nie wiem czy byśmy się jakkolwiek przebili. Ale zagraniczna kariera byłaby spoko.
Dave: Jeśli chodzi o nagrywanie po angielsku, nie mam z tym żadnych problemów. W sumie nawet mogę podzielić się informacją, że był taki pomysł i jest tam gdzieś jeszcze z tyłu głowy na zrobienie takiej płyty. Lecz zszedł na odległy plan i myślę, że jeśli będzie chwila wolnego czasu i chęci na to, to z pewnością to zrobimy. Bo raczej nie zamierzamy się blokować, przed jakąkolwiek zajawką. A kariera za granicą? Dlaczego nie.

Wolicie więc trzymać się własnego podwórka, w myśl zasady, że nie wozi się drewna do lasu, a Niemcy, Anglicy czy Amerykanie mają dość swoich kapel?

Stafar: Ja ogólnie się nad tym nie zastanawiam, tylko od lat po prostu robię swoje. Nie ma tu jakiegoś większego planu, wszystko powstaje raczej na maksa spontanicznie.

Dave: Tak jak wspomniałem wcześniej nie zamierzamy się blokować i ograniczać. Czy trzymamy się własnego podwórka? Hmm, na pewno jesteśmy po części od niego uzależnieni z racji na polskie teksty, aczkolwiek granie koncertów poza granicami kraju, nie jest dla nas czymś obcym i na pewno jeszcze nie raz pojedziemy w jakąś trasę, np. po Niemczech.

Wciąż łoicie wysokooktanowy thrash/crossover, słychać jednak, że szukacie też nowych rozwiązań w obrębie wypracowanej przez lata formuły?

Stafar: Na najnowszej płycie znalazło się wiele różnego rodzaju smaczków. Wiesz co, nigdy nie deklarowaliśmy tego że nie zmienimy stylu, wychodzę z założenia, że gdy będziemy mieli ochotę wydać album z muzyką disco to po prostu to zrobimy. (śmiech)

Dave: Czy to są rozwiązania? Czy to jest tak naprawdę crossover? Wydaje nam się, że właśnie o to chodzi w tej muzie. Tak to czujemy, a dzięki temu nie musimy się ograniczać i zamykać w jednej szufladce, co jest bardzo fajne i daje ogromną przestrzeń do realizacji.

Chodzi więc przede wszystkim o to, żeby proponować słuchaczom „Dobrej jakości metal”, bez kategoryzowania, że to thrash, death black czy nawet tradycyjny heavy, tak jak w końcówce „Jesteśmy legionem”?

Stafar: Chodzi przede wszystkim o to żeby robić to co czujemy. W naszym przypadku jednak przeważnie wychodzi z tego dobrej jakości metal. (śmiech)

Prześmiewcy z was, ale akurat w tym utworze pobrzmiewają też ciut poważniejsze akcenty; do tego, też chyba nieprzypadkowo, to najdłuższy numer na płycie, trwający tyle, co trzy inne?

Stafar: Szczerze to nie nazwałbym nas prześmiewcami, ale jeśli tak nas odbierasz to też nie mam z tym żadnego problemu. Tak szczerze to tekstów typu „Jesteśmy legionem”... Myślę, że nie można brać do końca na poważnie... To jest takie trochę... Z przymróżeniem oka. Nie jesteśmy Manowarem żeby wypisywać tego typu hymny całkiem na poważnie.

Dave: To numer, który przede wszystkim jest pewnego rodzaju eksperymentem, na pewno nie jest to prześmiewczy numer, (śmiech) lecz każdy może mieć inne odczucia. Na pewno jest jednym z najwolniejszych numerów Testera w całej dyskografii. I w sumie ma całkiem dobre przyjęcie, jak do tej pory.



Jak wasze rodziny zareagowały na wieść, że zamierzacie poddać się klonowaniu? Entuzjazm czy przerażenie, która z tych opcji była reprezentowana częściej? (śmiech)

Stafar: Ja myślę, że cały świat zyskałby na tym gdyby było dwóch Stafarów.

Dave: (śmiech!) Już ostatnio w jednym z wywiadów wspominaliśmy, że to numer, który odzwierciedla nasze wewnętrzne wkurwienie. Kiedy jesteśmy w trasie, a np. w naszej okolicy gra akurat Vader i znów nie możemy pojechać - tak po prostu - na koncert i się dobrze bawić, bo my jedziemy grać koncert. W takich momentach fajnie byłoby mieć takiego klona.

Deal z hip-hopową wytwórnią można określić mianem wielkiego kontraktu? Brain Dead Familia zdoła wypromować waszą płytę, dotrzeć wszędzie gdzie trzeba? Choćby sam wcześniej nigdy o niej nie słyszałem, pewnie jak większość fanów rocka czy metalu...

Stafar: Myślę, że dla nas jest to duża sprawa. Dzięki Brain Dead Familia nasza muzyka dotrze w miejsca, gdzie sami nigdy nie bylibyśmy w stanie jej wpuścić. Ja myślę, że większość młodych słuchaczy o BDF-ie słyszała. W tych czasach widzę coraz mniejszy podział na: z jednej strony fani metalu i rocka w glanach i sztruksach, a w drugiej skejci ze spodniami do kolan i kapturami. Młodzi ludzie po prostu zwyczajnie chcą się bawić, i słuchają dobrych rzeczy. Na koncertach Słonia widzimy sporo „klasycznych metalowców”, na naszych koncertach spotykamy sporo ludzi, którzy z muzyką metalową nie mają nic wspólnego. I to jest kurde fajne. Muzyka ma jednoczyć, a nie dzielić.

Dave: Naprawdę mógłbyś się mocno zdziwić, ile aktualnie metalowców śmiga na koncerty Słonia i jak wielu z nich obserwuje jego kanały w social mediach.. Tak naprawdę czy mamy aktualnie w Polsce, tak mocną w zasięgi i chęci promowania nowych składów wytwórnię metalową, którą mógłbyś porównać do Brain Dead Familia? No bo mi jakoś nie przychodzi nikt do głowy, a przeanalizowaliśmy sporo aktualnych na „rynku”.

Pandemia musiała nieźle pokrzyżować wam szyki, bo byliście jednym z najbardziej aktywnych koncertowo zespołów – liczycie, że teraz zdołacie to sobie odbić przy promocji „Wielkich kontraktów, dużych wytwórni...”?

Stafar: Pisaliśmy o tym w kawałku „Chaos bez granic”. Pandemia totalnie nas zaskoczyła, i musieliśmy się odnaleźć w całkiem nowych, nienaturalnych dla nas czasach. Ten rok na pewno już nie będzie koncertowo obfity, bo już pomału kończymy rok 2021, natomiast od nowego roku na pewno trochę grania się urodzi. Liczę na to, że rok 2022 będzie pod tym względem dużo lepszy.

Dave: Jeśli, żadna czwarta fala nam nie przeszkodzi to na rok 2022 planujemy ruszyć z konkretną promocją  płyty „Wielkie kontrakty, duże wytwórnie”.

Tester Gier jest chyba zresztą zespołem stricte koncertowym i wolicie występy przed publicznością od przesiadywania w studio?

Stafar: Koncerty to dla nas paliwo. Bez energii scenicznej i kontaktu z ludźmi totalnie tracę zajawkę by to robić. Granie na żywo jest mocno potrzebne, ale osobiście lubię wgrywać nowe rzeczy. I jedno i drugie wydaje mi się, że jest fundamentem tej kapeli. Zagraliśmy setki koncertów, dyskografia kapeli też jest dosyć gęsta, nie było zbyt wielu przestojów w nagrywaniu. Gdy nie było nagrywania długograjów zawsze wjechała jakaś składanka czy singiel, coś się zawsze działo, coś zawsze tworzymy. Od czasu wydania „Wielkie kontrakty, duże wytwórnie” już zdążyliśmy nagrać kawałek na pewną składankę, w tym momencie nie zdradzę jaką.

Dave: Taaak, zdecydowanie Tester to kapela, która potrzebuje koncertów... Przyznam, że sam bez koncertów nie potrafię żyć... To dodaje ogromnej, nie do opisania energii, dzięki której masz ochotę dalej działać, nie tylko na podłożu muzycznym, lecz w każdym aspekcie życiowym. Lecz uwielbiamy również przesiadywać w studio i robić nowe rzeczy, tym również się ładujemy i daje nam to mnóstwo satysfakcji. Każdy z nas to głowa pełna pomysłów i różnych wizji poszczególnych numerów. Często jest tak, że ze Stafarem obydwaj mamy całkiem inną wizję na dany numer, co czasami doprowadza nas do szewskiej pasji, a czasem do śmiechu i płaczu... (śmiech). Wydaje mi się, że lubimy razem pracować w studio!

Od razu nasuwa się więc pytanie dlaczego nie spróbowaliście nagrać i wydać któregoś z waszych koncertów, nawet jeśli miałby to być tylko oficjalny bootleg – może dobrą okazją do powiększenia w ten sposób dyskografii Testera będzie 10-lecie zespołu w przyszłym roku?

Stafar: Osobiście nie przepadam za słuchaniem lajwów. Szkoda mi na to energii, zdecydowanie wolę tworzyć nowy, świeży materiał. Tak jak zauważyłeś, w przyszłym roku Tester Gier będzie miał już dziesięć lat. Myślę, że z tej okazji będzie trzeba wymyślić coś super. Jednak wątpię, że będzie to płyta na żywo.

Dave: Mieliśmy z Leonem taki pomysł, na wydanie jakiegoś lajwa i może go kiedyś zrealizujemy. Lecz na razie nie zastanawiamy się nad tym. Co do 10-lecia, z pewnością będzie dobra zabawa, to mogę zagwarantować już dziś, co więcej to z pewnością się okaże! Na koniec chciałem dodać, że mamy nowy sklep internetowy, gdzie można w wygodny sposób nas wesprzeć i zamówić trochę merchu. Info na naszych socialach! Pozdrawiam i dzięki za wywiad!

Wojciech Chamryk

142_badtaste-baner156x600.png 154_wrona.png 144_mag_158x600px_72_dpi.jpg 143_eskalacja-singiel-158x600-singiel.png

Goście

3917704
DzisiajDzisiaj406
WczorajWczoraj629
Ten tydzieńTen tydzień3059
Ten miesiącTen miesiąc23131
WszystkieWszystkie3917704
18.206.14.36